iPhone 11 Pro Max to perfekcja. Konkurencja z Androidem daleko w tyle

mm Mariusz Nowak Artykuły 2019-11-01

Jak co roku we wrześniu zadebiutowała kolejna wersja iPhone’a. Apple pokazało światu 3 smartfony, z czego ten największy – iPhone 11 Pro Max zawiera to, co powinno zaspokoić najbardziej wymagającego użytkownika. Apple wyraźnie posłuchało krytycznych głosów. Nie jest to zresztą pierwszy taki przypadek w ostatnich miesiącach. Firma wyraźnie słucha użytkowników, co jest zupełnie inną strategią niż kiedyś. Przykładem jest modułowy Mac Pro, który zadebiutuje jeszcze w tym roku.

Zobacz także: AirPods Pro kontra AirPods – jakie są różnice między słuchawkami Apple?

iPhone 11 Pro Max jest dla mnie perfekcyjny, a konkurencja z Androidem nie dorasta mu do pięt. Zapewne stwierdzicie, że jestem fanboyem, jednak fakty wskazują, że takie firmy jak Google, Huawei i Samsung nie mają wyraźnej wizji ani celu. 

Zalety iPhone 11 Pro Max

iPhone 11 Pro Max to wyraźne ulepszenie w stosunku do poprzednika. Apple w końcu dostarczyło klientom to, czego chcieli przez ostatnie dwa lata. Po pierwsze, otrzymaliśmy wreszcie obiektyw ultraszerokokątny, który stał się „modny” w ostatnim czasie. Po drugie, w końcu pojawił się tryb nocny, który jest równie dobry albo nawet i lepszy od konkurencyjnych rozwiązań tego typu. Dzięki temu aparat w iPhone 11 Max Pro stał się uniwersalny i zdecydowanie bardziej funkcjonalny. Wielu zagranicznych recenzentów uważa, że jest on obecnie najlepszym aparatem w smartfonie. 

Drugim istotnym atutem jest bateria, której pojemność wynosi niemal 4000 mAh. W połączeniu z procesorem A13 oraz energooszczędnym systemem iOS, rezultaty są oszałamiające. Potwierdza to wiele testów, jak na przykład ten zamieszczony poniżej.

Baterią zachwycają się też klienci, którzy dzielą się opiniami na Twitterze, jak chociażby były rzecznik Play, Marcin Gruszka. Także w moim modelu, z którego korzystam w intensywny sposób, poziom naładowania baterii niejednokrotnie wynosi 60-70% pod koniec dnia. Absolutnie nie spodziewałem się takich wyników.

Trzecie znaczące ulepszenie to szybsze i poprawione Face ID. Skanowanie twarzy działa teraz pod zdecydowanie większym kątem i nie trzeba już nachylać się nad sam czujnik, gdy smartfon leży na stole. Nikt mnie nie przekona, że skaner linii papilarnych jest lepszy. Nie chciałbym wrócić do tak archaicznego sposobu odblokowywania smartfona. Face ID jest przy tym metodą niezwykle bezpieczną. Działa we wszystkich aplikacjach, w których działało Touch ID i to od premiery iPhone’a X.

Zobacz także: Tryb ciemny jest lepszy w Chrome czy Firefox?

Kulawa konkurencja z Androidem

Dla przeciwwagi wypada napisać coś na temat konkurencji z Androidem, która według mnie zawodzi. Na pierwszy ogień weźmy Huawei. Mate 30 Pro byłby dobrym urządzeniem, najbardziej zbliżonym do iPhone’a 11 Pro Max. Ma świetny czas pracy na jednym ładowaniu, skanowanie twarzy w 3D czy świetny aparat. Co z tego, skoro nie jest on dostępny na rynku europejskim. Nawet jeśli się pojawi (podobno w połowie listopada) to nie będzie miał dostępu do Usług Google. To go definitywnie dyskwalifikuje. Komu jest potrzebny smartfon bez podstawowych aplikacji? 

iPhone 11 Pro Max

Trochę lepiej na tym tle wypada Google Pixel 4 XL. Urządzenie dostanie jako pierwsze wszelkie aktualizacje od Google. Na tym jednak kończą się jego plusy. Smartfon ma baterię o pojemności 3700 mAh, która w zagranicznych testach wypada wprost tragiczniePonadto Face ID działa nawet przy zamkniętych oczach użytkownika, co nie świadczy dobrze o bezpieczeństwie tego mechanizmu. Ponadto nie działa również w aplikacjach bankowych. Dodatkowo aparat, który jest świetny, nie ma obiektywu ultra szerokokątnego. Google stwierdziło bowiem, że ważniejszy jest teleobiektyw. No tak, w końcu nie można było zamieścić obydwu jednocześnie. Google Pixel 4 XL jest urządzeniem niekompletnym w stosunku do iPhone’a 11 Pro Max.

Nie lepiej wypada Samsung Galaxy Note10+. Koreański gigant jest największą konkurencją Apple, o czym wspominał nawet Tim Cook. W teorii flagowiec ma świetny aparat z czterema obiektywami, pojemną baterię i… wadliwy czytnik linii papilarnych. Tak, problem został już naprawiony, ale wielu użytkowników nadal narzeka na działanie skanera zamieszczonego w ekranie. Nie jest on tak szybki i niezawodny, jak ten, który mieścił się na obudowie. To rozwiązanie ma się nijak do perfekcyjnego Face ID. Ponadto, Samsung jest w ogonie jeżeli chodzi o czas aktualizacji smartfonów do najnowszych wersji Androida, z uwagi na nakładkę One UI. Zaktualizowanie ociężałego oprogramowania zajmuje Samsungowi zazwyczaj kilka miesięcy.  






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x