ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii

Pokemon to gra dla wszystkich. Wróciłem do niej po dwóch dekadach

Autor: Mateusz Jamroz Kategoria: Gry

Pokemony to jedna z gier, do których mam największy sentyment. Jednak to Pokemon Yellow skradło moje serce w największym stopniu. Po 20 latach wróciłem do Pokemon jednak w trochę innej odsłonie.

  1. Gry Pokemon i słowo wstępu
  2. Pierwsze Pokemony nie były łatwe!
  3. Co jeszcze bolało?
  4. Powrót do Pokemon Yellow po 20 latach! Czyli Let’s Go Pikachu!
  5. Pokemon Let’s Go Pikachu, czyli wracam na stare śmieci
  6. Mniejsze różnice
  7. Duże zmiany, całkiem na plus
  8. Czego zabrakło?

Gry Pokemon i słowo wstępu

Jeśli ktoś z was jakimś cudem nie kojarzy gier o Pokemonach, to już tłumacze, o co chodzi w podstawowej serii gier. W każdej części gracz wciela się w młodego trenera kieszonkowych stworków. Naszym celem jest zebranie ich wszystkich, co oczywiście nie jest zadaniem łatwym. Poza zbieraniem dochodzą jeszcze wątki poboczne, czyli np. złych organizacji chcących zniewolić Pokemony itd. Dodatkowo zadaniem gracza jest także wygranie Ligi Pokemon, gdzie czekają na nas najtrudniejsi rywale. Patrząc na gry z serii, gracze zaczęli być znużeni powtarzalnością schematu. Dlatego Game Freak musiał coś zrobić, aby gracze zostali.

Pierwsze Pokemony nie były łatwe!

Kiedy wracam pamięcią do pierwszych gier Pokemon, czyli Red, Blue oraz Yellow pamiętam, że dużo czasu spędziłem na zastanawianiu się, co zrobić, aby przejść dalej. Gra dawała mi jedynie szczątkowe informacje o tym, gdzie znajdę wymagany przedmiot, który pozwoli mi przejść dalej. I takich przedmiotów było wiele, więc rozgrywka się mocno wydłużała. Najlepszym sposobem przechodzenia gry była po prostu rozmowa z każdym napotkanym NPC. Tu pojawiają się kolejne schody, bo żadna gra z serii nigdy nie została oryginalnie spolszczona. Pierwsze tłumaczenie gry pojawiło się dopiero w przypadku Wersji Fire Red, gdzie autorem tłumaczenia był Arkadiusz Dark Archon Kamiński z ARHN.EU. Wracając jednak do tematu, gra potrafiła mnie zablokować na kilka dobrych godzin, bo orłem z angielskiego wtedy nie byłem. Ogólnie mówiąc, gra w żaden sposób nie była przystępna dla młodych graczy.

Gra nie tłumaczyła także, który żywioł Pokemona będzie najlepszy na przeciwnika. Gracz do wszystkiego musiał dochodzić sam! To z jednej strony było tym, co utrzymywało mnie przy rozgrywce, bo „jak to sobie nie poradzę?”. Natomiast wiem, że przez takie podejście gracze odbijają się od różnych gier do dziś. Najlepszym przykładem mogą być tytuły od From Software, które mają swoich wyznawców, oraz zagorzałych przeciwników.

Co jeszcze bolało?

Back tracking, czyli morze, a nawet ocean powrotów do wcześniej odwiedzonych lokacji. Ja wiem, że można, ale kiedyś to była przesada. Gra dawała nam określone narzędzia (nazwane HM), które pozwalały przedostać się na dalsze obszary mapy. Aby przeciąć drzewko, któryś pokemon musiał być wyposażony w HM Cut. Aby przepłynąć morze Surf itd. To prowadziło do kuriozalnych sytuacji drałowania przez całą mapę, tylko po to, abyś mógł przejść dalej i zatrzymać się na kolejną chwilę w poszukiwaniu rozwiązania i odpowiedzi na podstawowe pytanie „Co dalej?”. Mimo tego, że gra była trudna, wspominam ją bardzo ciepło. Dlatego tęskniłem.

Powrót do Pokemon Yellow po 20 latach! Czyli Let’s Go Pikachu!

pokemon yellow kontra pikachu

To nie tak, że nie grałem w inne części. W zasadzie ominęły mnie tylko gry wydane na Nintendo 3DS. Dlatego śmiało mogę powiedzieć, że jestem weteranem serii. Nic dziwnego, że chwile po tym jak położyłem ręce na Nintendo Switch kupiłem Pokemon Let’s Go Pikachu! Tak głównie przez sentyment!

Pokemon Let’s Go Pikachu, czyli wracam na stare śmieci

Pamiętając wszystko, czego doświadczyłem w Pokemon Yellow ponad 20 lat temu, usiadłem do nowych pokemonów z niebywałą radością. Jednak zdziwiłem się ogromnie, ile małych i dużych zmian zaszło w nowej wersji, tylko po to, aby dostosować ją do kolejnego pokolenia graczy.

Mniejsze różnice

Gra w końcu stała się przystępna. Na początku pojawiają się ciągłe sugestie, co i jak powinniśmy robić, gdzie się udać oraz z kim pogadać. Duże zmiany dotyczą back trackingu, ponieważ możemy z niego w pełni zrezygnować. Dzieje się to po wykonaniu określonej czynności, gdzie nasz główny rywal pyta, czy chcemy się z nim gdzieś zabrać. Można to zrobić, jednak nie trzeba. Niektóre zagadki, które pojawiały się w Gymach, stały się teraz prostsze, bo np. sala Cogi oferuje mgłę, która co jakiś czas pokazuje drogę, którą gracz musi przejść, aby dość do posiadacza odznaki.

Duże zmiany, całkiem na plus

Zanim kupiłem Let’s Go Pikachu dowiedziałem się, że gra w pewnym elemencie czerpie garściami z mobilnego Pokemon Go! Chodzi o łapanie stworków. Let’s Go zostało wykastrowane z walki z dzikimi pokemonami, co nie każdemu może przypaść do gustu. Natomiast ja bawiłem się świetnie, bo zawsze denerwowała mnie każda kolejna walka z takim samym przeciwnikiem. Gra została pozbawiona także z elementu zaskoczenia, bo każda walka z dzikim stworkiem mogła nieść jakąś niespodziankę. Niesamowicie podoba mi się to, że teraz widać, do jakiego stworka podchodzimy, bo te naturalnie poruszają się w trawie. Niektóre podbiegają do nas, a inne uciekają w popłochu. To urozmaica produkcję i ułatwia polowanie na określone gatunki.

W tej wersji Pokemonów, gracze expią łapiąc kolejne stworki. Łapanie można łączyć w comba, chwytając ciągle jedną wersję pokemona. Powtórki wysyła się do Profesora Oak’a, a ten „przepala” je na cukierki, które służą do ulepszania pozostałych Poków. Walki z trenerami pozostały bez większych zmian, chociaż możliwe są walki 4 pokemonów w jednym czasie, ale zmiana pojawiła się już znacznie wcześniej! Zniknęły także ruchy HM, które zostały zastąpione umiejętnościami tytułowego stworka. Pikachu lub Eevee (w zależności od wersji) może latać specjalnym urządzeniem, ciąć krzaki, pływać na desce surfingowej itp. Tu należy pamiętać, że umiejętności zdobywa się poprzez rozmowy z NPC

Czego zabrakło?

Osobom zaczynającym przygodę z Pokemonami od wersji Let’s Go, nie będzie brakowało niczego, ponieważ gra ma naprawdę dużo zawartości. Zagorzałym fanom może brakować kilku rzeczy. Na pewno PokeDex mógłby posiadać więcej stworków, tak czeka nas tylko 151 Poków do złapania, czy wymiany, gdzie ogólnie jest ich ponad 700! W grze pojawia się tylko jeden region, a szkoda, bo druga część posiadała dwie mapy, co mogłoby wydłużyć przygodę. Zabrakło także safari, to zostało przemianowane na Go Park, w którym możemy złapać pokemony, które posiadamy w Pokemon Go.

Jednak nie mogę być zły na Game Freak, bo widać, że gra jest stworzona na potrzeby pozyskania nowych fanów marki. Teraz pozostaje mi czekać tylko na Pokemon Violet oraz Pokemon Scarlet.

Sprawdź najnowsze wpisy