Wystrzelenie bomby atomowej w asteroidę będącą na kursie kolizyjnym z Ziemią może brzmieć jak fabuła filmu science-fiction. A jeśli dodamy do tego górników, to już mamy Armageddon. Jednak nowe badania sugerują, że nawet bardzo późna interwencja mogłaby pomóc w uniknięciu katastrofy. A przynajmniej masowego wymierania gatunków. A biorąc pod uwagę, że my możemy być jednym z tych, który nie wymrze, to jest o co walczyć.

Bombą atomową w asteroidę

Bombą atomową w asteroidę

Potencjalna możliwość wystąpienia tak zwanego zaburzenia asteroidalnego była przedmiotem wielu dyskusji w ostatnich dekadach, kiedy to astronomowie i agencje obrony starały się ustalić, co Ziemia mogłaby zrobić w przypadku uderzenia asteroidy. Takie zdarzenie jest oczywiście mało prawdopodobne. Jednak niskie prawdopodobieństwo nie ocaliło dinozaurów przed masowym wymieraniem. Dlatego też wciąż trwają prace nad wykrywaniem z dużych odległości potencjalnie niebezpiecznych astroidów, które mogą kiedyś stanowić zagrożenie dla Ziemi. Niestety, zawsze istnieje możliwość, że jakaś zbłąkana skała prześlizgnie się przez sieć obserwacyjną. A wtedy, gdy już ją zobaczymy, będzie naprawdę za późno.

Zobacz też: Podwójny obiektyw od Canona – wbrew pozorom to dziwactwo ma sporo sensu

Dlatego też Departament Energii USA przyjrzał się temu, co może być potrzebne do interwencji w późnym stadium rozwoju za pomocą impaktora kinetycznego lub eksplozji jądrowej. Wyniki, opublikowane w Acta Astronautica przez głównego autora, Patricka Kinga, pozwoliły grupie obrony planetarnej LLNL obliczyć zróżnicowany wpływ różnych rozmiarów interwencji przeprowadzonej w różnych okresach czasu. Okazuje się, że nie jest tak źle, jak wcześniej sądzono. Używając obliczeń hydrodynamicznych opartych na różnych orbitach astroidów i rozkładach prędkości fragmentów, naukowcy zbadali, jak głowica jądrowa o mocy 1 megatony wpłynęłaby na asteroidę w kształcie Bennu o średnicy 100 metrów, gdyby eksplodowała kilka metrów od powierzchni. Rozpatrzono pięć orbit i we wszystkich pięciu przypadkach bomba atomowa była w stanie zmniejszyć frakcję masy uderzającej w Ziemię o współczynnik 1000 lub więcej, nawet jeśli eksplozja nastąpiła zaledwie dwa miesiące przed planowanym uderzeniem asteroidy. Oznacza to, że 99,9% masy asteroidy po eksplozji w rzeczywistości ominęłoby Ziemię. Oczywiście w przypadku większej asteroidy, lub gdyby obiekt znajdował się bliżej, rozproszenie go byłoby mniej skuteczne. Wciąż jednak uchroniłyby nas przed tragedią.

Dlaczego atom?

Eksplozje jądrowe nie są, w rzeczywistości, preferowanym sposobem radzenia sobie z takim zagrożeniem dla planety. Impaktory kinetyczne — takie jak te używane w misji DART — mają więcej dowodów na swoją skuteczność w świecie rzeczywistym. No i na Ziemię nie spadną miliony ton radioaktywnych odłamków, co również należy uznać za spory plus. Wymagają one jednak dłuższego czasu reakcji, co sprawia, że bomby atomowe są dobrą alternatywą w przypadkach, gdy uderzenie może nastąpić dużo wcześniej.

Źródło: SlashGear

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Paweł Maretycz

Sceptyczny fan nowych technologii. Uwielbia małe urządzenia, nawet jego komputer to mini ITX.