Wear OS to nieudana platforma, którą Google traktuje jak niekochane dziecko. System miał więcej upadków niż wzlotów. Producenci urządzeń noszonych to widzą i wolą produkować zegarki z własnymi platformami (patrz Huawei i Samsung). Na placu boju zostały zatem przede wszystkim Fossil i Mobvoi, które starają się łatać system i dodawać do niego nowe funkcje. Jak zatem Wear OS ma być sukcesem, skoro system operacyjny wciąż nie przekształcił się w coś pożądanego?

Wear OS i problem z hardwarem

Najlepsze smartwatche z Wear OS Suunto 7

Do tej pory głównym problemem Wear OS była jego zasobożerność i słabe parametry smartwatchy. Te dwa aspekty połączone razem sprawiały, że korzystanie z zegarka z systemem Google było koszmarem, a nie przyjemnością. Jeszcze kilka miesięcy temu na rynku dominowały smartwatche z 512 MB RAM. Do tego można „dodać” brak głośnika czy niewystarczającą pojemność pamięci wewnętrznej. Niejednokrotnie pisałem, że przy słabym procesorze jak i 512 MB RAM, Wear OS potrafi się zacinać, „wysypywać” aplikacje i najzwyczajniej doprowadzać użytkownika do nerwicy. Na koniec warto wspomnieć o beznadziejnym procesorze i baterii, która wystarczała na jeden dzień pracy. To wszystko to przepis na piękną katastrofę – tak w rzeczywistości jest. Urządzenia z Wear OS są kupowane jedynie przez fanów Androida i ekosystemu Google. Użytkownik, który chce najzwyczajniej „normalnie” i bezproblemowo korzystać ze smartwatcha, ładując go co najmniej co 2 dni, nie kupi sprzętu z systemem Google.

Google ma gdzieś swoją platformę

Oliwy do ognia dodało ostatnio wydarzenie, które tym bardziej świadczy o tym, jak Google traktuje Wear OS.

Kilka dni temu YouTube Music pojawiło się na Apple Watch, debiutując przed oficjalną wersją na Wear OS. Aplikacja dostępna dla subskrybentów YouTube Music Premium i YouTube Premium ma wszystkie funkcje, z którymi zadebiutowała na iOS, ale jednak w kompaktowej formie watchOS. Użytkownicy mogą streamować, sterować odtwarzaniem, a nawet przesyłać muzykę z nadgarstka, wraz z odpowiednią kompilacją tarcz dla zegarków Apple Watch.

watchOS 7

Taki ruch pokazuje zaangażowanie Google w zwiększanie liczby odbiorców YouTube Music. Apple nadal kontroluje połowę rynku smartwatchów, więc pojawienie się tutaj takiej aplikacji w ostatecznym rozrachunku jest na korzyść Google. Jednak pomijanie Wear OS podczas premiery pokazuje, jak bardzo beznadziejna jest platforma Google od samego początku jej wydania.

Wyobraźcie sobie, jak musiałaby działać taka aplikacja na systemie od Google. Ja w myślach widzę tylko lagi i restartowanie się programu. Nie wierzę też, że Google jest w stanie dostarczyć te wszystkie funkcje, które pojawiły się na watchOS.

Mała baza użytkowników, zasobożerność i powolny rozwój procesorów od partnera Qualcomm sprawiły, że Wear OS od lat pozostaje w tyle za konkurentami. Wydanie nowszych chipów Qualcomm, Snapdragon Wear 4100 i 4100 Plus, ma na celu rozwiązanie problemów z szybkością, które były typowe dla poprzednich urządzeń z platformą. Jednak wydaje mi się, że to i tak niczego nie zmieni. Google musi przede wszystkim popracować na kodem oprogramowania, które nie działa tak, jak powinno. Już sam fakt, że Google od 2016 roku próbuje wydać smartwatcha, a jednak tego nie robi, świadczy o tym, gdzie jest Wear OS.

Zobacz także: Apple kłamie w kwestii zoomu

A może Fitbit?

fitbit google facebook

Czy nabycie Fitbita przez Google coś zmieni? Trudno powiedzieć, transakcja miała miejsce w zeszłym roku, więc jest jeszcze czas na to, abyśmy zobaczyli pierwsze efekty przejęcia popularnej firmy. Przeszkody na drodze do zawarcia umowy jakie stawia UE i długoterminowa perspektywa integracji zespołów sprzętowych obu firm oznaczają, że wypuszczenie prawdziwego Pixel Watcha zajmie więcej czasu. Niby Google nie zrezygnował z Wear OS, ale platforma jest praktycznie martwa. Szkoda.

Źródło: theverge

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Adam Lulek

Doktor nauk ekonomicznych w dyscyplinie finanse, wykładowca, maniak GPW, gier strategicznych, smartfonów i nowych technologii. Sympatyk kolejnictwa i muzyki elektronicznej.