Huawei P20 Pro został zaprezentowany w kwietniu 2018 roku, był to w swoim czasie flagowy smartfon tego producenta. Sam korzystałem z tego modelu przez 3 lata i nie mogę powiedzieć, że go oszczędzałem. Nie kupiłem folii ochronnej ani etui, telefon nie raz miał kontakt z cieczą i twardym podłożem. 2 lata temu opisałem, jak ten telefon wyglądał po roku eksploatacji, dziś zdecydowałem się zaktualizować ten temat.

Rysy, wszędzie rysy

Dzisiejsze, szklane telefony lubią się rysować. Wystarczy mała drobinka piachu, aby na powierzchni szklanej obudowy pojawiły się pierwsze zarysowania. Huawei P20 Pro położony na płaskiej powierzchni opiera się na trzech rogach plecków i obiektywie aparatu. Owszem, plecki są mocno porysowane, ale jak na 3 lata eksploatacji wyglądają zaskakująco dobrze. Inaczej sprawa wygląda w przypadku obiektywu aparatu, który zdecydowanie najmocniej obrywał podczas codziennego użytkowania. Szkło ochronne jest mocno porysowane, oberwała także otaczająca je metalowa ramka. W okolicy aparatu zaczęły odklejać się szklane plecki, jednak jest to najprawdopodobniej skutek przegrzania telefonu i był on widoczny już 2 lata temu. Poza tym plecki zdały egzamin – są w całości, a ilość zarysowań jak na ten wiek jest akceptowalna.

No i trzasło…

2 lata temu chwaliłem się, że mimo widocznych ubytków w ramce i panelu dotykowym elementy te nie pękły. Niewiele później panel dotykowy pękł po upadku z około 50 cm na płytki. Cóż, miałem pecha, nie obwiniam o to ani producenta, ani polityków, ani reptilian. Pęknięcie jest niewielkie, nie wpłynęło na pracę panelu dotykowego, więc zdecydowaniem się nie naprawiać telefonu. Poza wspomnianym pęknięciem i dwoma ubytkami przedni panel jest w zaskakująco dobrym stanie. Pojawiło się co prawda parę zarysowań (w tym kilka głębszych), jednak to naprawdę niewiele jak na 3 lata eksploatacji. Spisała się także metalowa ramka – są na niej widoczne ślady obicia i drobne odpryski, jednak szczerze mówiąc widywałem znacznie nowsze telefony, które na rogach nie miały żadnego śladu po będącej tam wcześniej farbie. Tutaj muszę pochwalić producenta za wykonanie urządzenia – telefon jak na swój wiek i brak jakichkolwiek dodatkowych zabezpieczeń wygląda naprawdę dobrze.

Pewne wątpliwości mam do wodoszczelności urządzenia. Owszem, wiem że producent nic w tej kwestii nie gwarantuje, a telefon może rozszczelnić się podczas użytkowania. Tutaj muszę przyznać, że kiedyś po dość poważnym kontakcie z wodą widziałem niewielkie ilości pary wodnej pod szkłem obiektywu aparatu.

Akcesoria powiedziały dość

2 lata temu byłem zaskoczony trwałością dołączonych do telefonu akcesoriów. Dziś niestety sprawa wygląda nieco inaczej. W stanie niemal nienaruszonym przetrwała oryginalna ładowarka, jedynym problemem są rysy na jej obudowie od strony gniazda USB. Poza tym nadal jest w folii ochronnej i nie mogła się zniszczyć. Kabel USB pękł przy wtyczce USB-C, jednak nadal działa i umożliwia szybkie ładowanie urządzenia. Tu mała uwaga – telefon jest ładowany prądem o natężeniu około 4 A, a to dość wymagające dla kabla. Przetestowałem wiele zastępczych kabli i żaden nie pozwalał na ładowanie z maksymalnym natężeniem. Z tego też powodu byłem skazany na oryginalny kabel i muszę przyznać, że bardzo często z niego korzystałem. Obecnie wygląda on wręcz obrzydliwie, głównie ze względu na zabrudzenia, które zebrał podczas eksploatacji. Około pół roku temu pożegnałem się z oryginalnymi słuchawkami – z dnia na dzień jedna słuchawka przestała działać. Oczywiście jest to uszkodzenie spowodowane wyeksploatowaniem, trwałość słuchawek raczej nie odbiega od innych akcesoriów tego typu. Pomijam kluczyk tacki na karty SIM, ponieważ dawno temu go zgubiłem i nawet nie pamiętam jak wyglądał.

Dlaczego już nie używam P20 Pro?

Niektórzy ludzie kupują nowy produkt dopiero wtedy, gdy stary przestaje działać. Sam bez wątpienia należę do tej grupy i choć od ponad roku przymierzałem się do kupna nowego smartfona, to jednak wciąż działający Huawei P20 Pro cały czas mnie od tego odciągał. W teorii nadal jest sprawny i można z niego korzystać, jednak pewne problemy skłoniły mnie do schowania go w szufladzie. Najsłabszym ogniwem okazało się ogniwo… zasilające. Telefon wymagał coraz częstszego ładowania, a wyłączał się gdy poziom naładowania baterii spadał do 25%. Da się tu zauważyć mały plus dla producenta – bateria nie spuchła, a co za tym idzie nie zostały uszkodzone inne elementy urządzenia. Oczywiście zużyty akumulator da się wymienić, autoryzowany serwis według oficjalnego cennika może zażądać za to 138 zł. Trochę dużo, ale dla odważnych pozostają akumulatory z Aliexpress za niecałe 40 zł.

Nie jest to jedyny problem omawianego telefonu. Muszę tu przyznać, że korzystałem z niego dość intensywnie, czasem narażałem go także na ekstremalne warunki pracy. Komunikaty o przegrzaniu pojawiały się coraz częściej, szczególnie podczas jazdy samochodem. Z czasem zauważyłem, że urządzenie zaczęło pracować coraz wolniej, pojawiały się komunikaty o zatrzymanych aplikacjach, coraz częstsze były przycięcia. Z ciekawości wykonałem test aplikacją Androbench i wyniki okazały się o około 1/3 gorsze niż w fabrycznie nowym egzemplarzu. Owszem, może wystarczy wgrać nowe oprogramowanie i telefon znowu zacznie działać jak dawniej, jednak mimo wszystko obawiam się, że wbudowana pamięć flash powoli kończy swój żywot. W ostateczności stary P20 Pro nadal działa i może kiedyś przyda się jako zapasowy telefon, szczególnie w razie awarii mojego obecnego telefonu. Tu przyznam się, że obecnie używam LG V60, a ta marka często kojarzona jest z awaryjnymi smartfonami.

Po co o tym piszę?

Huawei P20 Pro

Huawei P20 Pro początkowo kosztował aż 3500 zł. Dziś używany egzemplarz z uszkodzonymi pleckami kupimy za raptem 500 zł. To świetna cena, na którą wiele osób się skusi. Z tego też powodu chciałem opisać słabe i mocne strony tego urządzenia z perspektywy czasu. Podsumowując – P20 Pro to solidna konstrukcja, która radzi sobie nawet w trudnych warunkach. Kupując używany egzemplarz można jednak spodziewać się problemów z wodoszczelnością, w skrajnej sytuacji telefon może mieć problemy ze stabilnością oprogramowania. Dobrym wyborem może być telefon z kończącą się gwarancją – w razie awarii zaraz po zakupie nie zostajemy na lodzie. Mimo pewnego ryzyka jest to ciekawy telefon z dużymi możliwościami – wymienić tu można modem LTE teoretycznie umożliwiający przesyłanie danych z przepustowością około 1 Gbps i teleobiektyw.

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Adrian Celej

Fan nowych technologii, Androida i Linuksa. W wolnych chwilach także elektronik-amator.