Niedawno stało się jasne, że nadchodzący iPhone będzie sprzedawany bez ładowarki. Dla Apple to złoty biznes, ponieważ telefon będzie mógł być sprzedawany z większą marżą, a klient prawdopodobnie i tak kupi ładowarkę oddzielnie. Problem w tym, że coraz częściej mówi się o telefonach z Androidem, które też mogą być sprzedawane bez ładowarek. Biorąc pod uwagę, że producenci smartfonów chętnie wykorzystują takie „innowacje” od Apple, możemy być tego wręcz pewni. Niestety, brak ładowarek niemal na pewno skończy się ogromnym zamieszaniem.

Ładowarka ładowarce nie równa

Standaryzacja portu ładowania w telefonach została wprowadzona po to, aby ograniczyć ilość produkowanych elektrośmieci. Szybko okazało się jednak, że założenia kompletnie mijają się z rzeczywistością. Około 10 lat temu pierwszym smartfonom i wielu klasycznym komórkom wystarczała ładowarka oferująca prąd o natężeniu zaledwie 500 mA. Dziś to tylko historia, jednak tego typu ładowarki nadal zalegają w wielu domach. W tym samym czasie bardzo powszechne stały się ładowarki oferujące 1 A. Korzystały z nich ówczesne flagowce i do dziś tego typu ładowarki możemy spotkać w zestawach z telefonami budżetowymi. Po drodze pojawiły się ładowarki dziwnych parametrach, jak 700 mA, 1.2 A czy 1.5 A. Kresem możliwości USB Power Delivery okazało się natężenie 2 A czyli moc 10 W. Owszem, pojawiały się urządzenia łamiące standardy i pobierające nawet 3 A, ale jest to oczywiście rzadkość, a odpowiednie ładowarki były dołączane do zestawów. Z takimi urządzeniami był jednak pewien problem – ze względu na brak odpowiedniego standardu, każda ładowarka 2 A była rozpoznawana jako umożliwiająca oddanie większego prądu, co potrafiło skończyć się awarią ładowarki.

Szybkie ładowanie? Ale jakie?

Gdy możliwości standardu USB Power Delivery zostały wyczerpane, pojawiły się nowe rozwiązania pozwalające na szybsze ładowanie. Najbardziej powszechną technologią jest oczywiście Qualcomm Quick Charge. Większość sprzedawanych obecnie sprzętów korzysta z 3 generacji tego standardu, w domach mogą jednak zalegać akcesoria starszego typu. Różnica nie była duża – Quick Charge umożliwia podniesienie napięcia ładowania, w przypadku drugiej generacji są określone pułapy (np. 5, 7, 9 i 12 V), w trzeciej generacji napięcie może być regulowane bez zauważalnych stopni. To jednak wystarczyło, aby pojawiły się problemy z kompatybilnością. O ile ładowarka QC 3.0 naładuje telefon z QC 2.0, tak w drugą stronę mimo niewielkich różnic raczej to nie zadziała. To jednak nie jest problem, ponieważ wybór akcesoriów wspierających ten standard jest ogromny.

I tu pojawia się MediaTek, który nie mógł (lub nie chciał) korzystać z technologii od Qualcomma i opracował standard Pump Express. Zasada działania jest taka sama jak w Quick Charge, ale kompatybilność zerowa. Do tego możemy zapomnieć o dokupieniu kompatybilnego power banka czy ładowarki samochodowej. Swoje standardy mają także producenci smartfonów, wymienić można Oppo VOOC, OnePlus Dash Charge czy Huawei SuperCharge. Do tego należy doliczyć różne generacje tych standardów i mamy piękny bałagan. Niektórzy producenci lubią brandować znane standardy swoim logo, w ten sposób Motorola używa nazwy TurboPower zamiast Quick Charge, a np. mPTech nie informuje o standardzie szybkiego ładowania wykorzystanego w smartfonach Hammer.

Jakiej mam użyć ładowarki!?

Znaczna część naszych czytelników to fani technologii, którzy na pamięć znają standardy szybkiego ładowania i wiedzą jakiej użyć ładowarki. Postawmy się jednak na miejscu zwykłego Kowalskiego, który przedłuża umowę w sieci X-mobile i jednocześnie kupuje na raty wymarzony telefon, do którego nie dostaje dedykowanej ładowarki. Testuje kilka ładowarek od różnych starych telefonów, czas ładowania wynosi między 6 a 12 godzin. Ostatecznie wysyła telefon do serwisu, gdzie nie stwierdzono usterki, ale za to poinformowano o wykorzystaniu do testów konkretnej ładowarki lub ze wsparciem dla konkretnej technologii.

Zobacz też: iPhone i inne telefony bez ładowarek w zestawie. To rewolucja, którą trzeba dobrze przeprowadzić

Przeciętny klient chce po prostu kupić telefon i z niego korzystać, nie musi mieć wiedzy technicznej na temat ładowarek i ich parametrów. Z tego powodu wszystkie ładowarki bez nowoczesnych standardów powinny być podzielone na kategorie w zależności od oferowanego natężenia. Pozwoliłoby to na szybkie dobranie ładowarki odpowiadającej wymaganiom telefonu. Sami producenci powinni też jasno informować o parametrach ładowania telefonów, dziś na próżno szukać takich informacji w większości specyfikacji. W przypadku szybkiego ładowania wszystkie standardy powinny zostać zastąpione przez USB-C Power Delivery. Ewentualnie producent urządzenia mógłby zaimplementować obsługę własnego, dodatkowego standardu. Dopiero po około dwóch latach od tych kroków można by myśleć o rezygnacji z dołączania do telefonów ładowarek.

Problemy są nieuniknione

bardzo wolne ładowanie telefonu bateria

Producenci na pewno skorzystają ze złamania kolejnej bariery, jaką jest brak ładowarki dołączonej do telefonu. Tak samo było chociażby z gniazdem słuchawkowym, które mimo niezadowolenia użytkowników i braku sensownych podstaw zostało usunięte z wielu smartfonów. Solidna ładowarka nie jest tania, jej usunięcie z zestawu pozwoli nieco obniżyć cenę urządzenia lub podbić marżę. Na pewno pojawią się problemy, ponieważ już teraz zdarza się, że ktoś próbuje ładować telefon starą ładowarką i efekty są łatwe do przewidzenia. Nie sądzę jednak, żeby producenci zdecydowali się na ułatwienia dla klientów, także pewne komplikacje są nieuniknione. Choć intencje producentów mogą pozornie wydawać się dobre (mówimy o ograniczeniu produkcji elektrośmieci), to ich realizacja prawdopodobnie mocno minie się z założeniami.

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Adrian Celej

Fan nowych technologii, Androida i Linuksa. W wolnych chwilach także elektronik-amator.