Źródła odnawialne

Burza wokół wiatraków. Eksperci punktują nowy projekt

6 minut czytania
Komentarze

Najnowszy projekt Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi dotyczący zmiany przepisów w sprawie wiatraków wywołuje ogromne emocje. Najwięcej kontrowersji budzi zwłaszcza możliwość wywłaszczenia nieruchomości pod ich budowę oraz fakt, że będzie można je stawiać w niewielkiej odległości od rezerwatów przyrody.

We wtorek 28 listopada do Sejmu wpłynął projekt ustawy o zmianie ustaw w celu wsparcia odbiorców energii elektrycznej, paliw gazowych i ciepła oraz niektórych innych ustaw. W ustawie znalazły się także przepisy regulujące budowę wiatraków na lądzie, czyli dotyczące tzw. ustawy wiatrakowej. Przewidują one m.in. możliwość wywłaszczania właścicieli nieruchomości pod budowę wiatraków.

Eksperci, dziennikarze i politycy nie zostawili na tym pomyśle suchej nitki i nazywają wprost nową ustawę koalicji bublem, „w którym, co chwila wychodzą nowe kwiatki”.

Ustawę krytykuje także w rozmowie z Androidem Jakub Wiech, redaktor naczelny portalu Energetyka24.com

Pomysł, aby wiatraki łączyć z mrożeniem cen energii, wygląda jak handel wymienny, na linii ustawodawca-społeczeństwo. Na zasadzie – wy godzicie się na liberalizację prawa wiatrakowego, a my wam zamrozimy ceny energii – mówi.

Jakub Wiech, redaktor naczelny Energetyka24 dla Android.com.pl

Burza wokół wiatraków – nowe przepisy ułatwią wywłaszczanie nieruchomości

Przypomnijmy, tzw. ustawa wiatrakowa, wprowadziła w 2016 roku tzw. zasadę 10H. Przepisy polegały na tym, że minimalna odległość wiatraków od domów wynosiła dziesięciokrotność wysokości turbiny wraz z łopatami. Efekt był taki, że zablokowało to na wiele lat budowę wiatraków na lądzie w Polsce.

Farma wiatrowa na morzu podczas zachodu słońca z odbiciem w wodzie.

Jednak na początku tego roku do istniejącej ustawy, dodano przepis umożliwiający budowę wiatraka w odległości nie mniejszej niż 700 metrów (początkowo projekt przewidywał 500 metrów).

W stosunku do tej ustawy najnowszy projekt Koalicji Obywatelskiej i Trzeciej Drogi proponuje znacznie więcej, dopuszcza możliwość wywłaszczenia nieruchomości pod budowę turbin wiatrowych. W praktyce będzie to możliwe, ponieważ po wejściu nowych przepisów w obecnym kształcie budowa wiatraków na lądzie stanie się tzw. inwestycją celu publicznego.

To jednak nie koniec kontrowersji. W projekcie znalazł się też zapis ograniczający minimalną odległość turbin wiatrowych od parków narodowych lub rezerwatów do zaledwie 300 metrów.

Inne specustawy też umożliwiają wywłaszczanie, ale „nikt larum nie podnosi”


Czy nowe propozycje dotyczące budowy wiatraków rzeczywiście idą zbyt daleko? Eksperci, którym zadaliśmy to pytanie, są podzieleni.

W ustawie rzeczywiście znalazł się zapis, który mówi, że elektrownie wiatrowe są inwestycjami celu publicznego, a w przypadku takich przedsięwzięć może dojść do ograniczenia prawa własności. Potencjalne istnieje więc taka furtka – przyznaje w rozmowie z Androidem prawnik, specjalizujący się w prawie energetycznym, który prosi jednak o niecytowanie jego z nazwiska.

Nasz rozmówca wątpi jednocześnie, aby rzeczywiście do masowych wywłaszczeń doszło.

Warto zwrócić uwagę, że z takimi sytuacjami mamy również do czynienia przy tzw. ZRID -ach. (czyli zezwoleniach na realizację inwestycji drogowych, które wydawane są na podstawie specustawy, w formie decyzji administracyjnej przez wojewodę w stosunku do dróg krajowych i wojewódzkich – przyp. red). W przypadku tych inwestycji nikt nie przejmuje się ograniczaniem praw własności. Zdarza się, że droga planowana jest w poprzek czyjejś działki i nikt nie podnosi z tego powodu takiego larum – zaznacza.

Wyjaśnia, że ten sposób powstają nie tylko takie drogi jak tzw. „ekspresówki”, ale także drogi w miastach.

„Właściciel może tylko wykłócać się o wysokość odszkodowania”

Ekspert przypomina także, że niedawno weszła także w życie tzw. specustawa sieciowa o przygotowaniu strategicznych inwestycji w zakresie sieci przesyłowych. – To bardzo zwiększyło katalog inwestycji w segmencie energetyki, które pod nią podlegają. W praktyce dotyczy to także inwestycji operatorów OSD (skrót od Operatorzy Systemu Dystrybucyjnego), czyli zakładów energetycznych, takich jak m.in. PGE, czy Energi. To oznacza, że w trakcie budowy nowych przyłączy energetycznych też będzie mogło dochodzić do wywłaszczeń – słyszymy.
Jak to wygląda w praktyce?

Wystarczy, że operator energetyczny złoży stosowny wniosek do wojewody dotyczący określonej lokalizacji i następuje wywłaszczenie. Właściciel może się w tym wypadku jedynie „wykłócać” o wysokość odszkodowania – wyjaśnia.

Farmy wiatrowe zajmują znaczne obszary

Z tą argumentacją nie zgadza się jednak Jakub Wiech. – W przypadku budowy wiatraków stopień ingerencji w konkretny obszar jest bardzo duży, znacznie większy niż w przypadku np. budowy sieci energetycznych — mówi.

Dodaje, że przy obecnych zapisach w ustawie wiatrakowej, które obejmują zachowanie dystansu 700 metrów od domów, może powstać 4 GW (Gigawatów) nowych mocy wiatrakowych, w praktyce jest to ok. 2 tysiące turbin.

Dla przykładu farma wiatrowa o mocy ok. 100 megawatów zajmuje ok. tysiąc hektarów. 4 GW w energetyce wiatrowej może więc odpowiadać blisko 20 tys. ha powierzchni, a to jest bardzo dużo – podkreśla.

Jak zauważa, budowa sieci energetycznych jest ponadto znacznie mniej uciążliwa, wiele z nich biegnie również pod ziemią. – Nie stawiałbym więc znaku równości pomiędzy inwestycjami w sieci energetyczne a budową wiatraków – podkreśla.

Nie tylko wywłaszczenia. „Odległość od rezerwatów jest kompletną aberracją”

W przypadku nowych przepisów nie tylko wywłaszczenia są problemem.

– Z uwagi na zapisy ustawy o gospodarce nieruchomościami, przepis o wywłaszczeniach byłby prawdopodobnie martwy lub stosowany bardzo rzadko. Bardziej obawiam się jednak tego, że ta ustawa znacząco obniżyłaby standardy dotyczące ochrony przyrody, skracając dopuszczalną odległość wiatraków od parków narodowych, czy rezerwatów do zaledwie 300 metrów. Z punktu widzenia standardów ochrony środowiska ta odległość jest jakąś kompletną aberracją – podkreśla Jakub Wiech.

Według niego nie rozsądzając samej istoty obecnego sporu, ustawa w obecnym kształcie wymaga więc istotnej i szybkiej naprawy.

Chodzi zarówno o sprawiedliwość, jak i wrażliwość społeczną transformacji energetycznej. Szybka korekta ustawy jest także o tyle konieczna, że przepisy o mrożeniu cen energii muszą zostać uchwalone jeszcze w tym roku, aby weszły w życie w 2024 roku – podsumowuje.