Kilka dni temu stało się coś, co bez wątpienia przejdzie do historii – urzędujący prezydent potężnego kraju został pozbawiony możliwości wypowiadania się. Nie chcę tutaj dyskutować na temat niedawnych wydarzeń na Kapitolu, a raczej nad tym, na ile mogą sobie pozwolić korporacje, od których usług jesteśmy zależni.

Problem istnieje od lat

facebook usunął post Trumpa

Tajemnicą poliszynela jest, że na portalach pokroju Facebooka panuje coraz większa cenzura. Nie będę tutaj omawiał pojedynczych przypadków, wyszukajcie sobie w Google hasło „Facebook cenzura”, przykładów jest mnóstwo. Cenzura w wykonaniu Facebooka nie ograniczała się tylko do usuwania wypowiedzi i banowania kont. Wykorzystywano także mechanizm shadow bana tj. ucinano zasięgi stronom i wypowiedziom, które Facebook uznał za niestosowne. Ten mechanizm najczęściej dotykał niektóre treści polityczne i ideologiczne. Oczywiście nie tylko Facebook podejmował takie kroki, o podobne działania oskarżano takie Twittera i Google, choć zdarzało się to nieco rzadziej.

To przełom – tak źle jeszcze nie było

Dotychczas cenzura uderzała głównie w zwykłych użytkowników internetu. Przełom dokonał się nocą polskiego czasu między 6 a 7 stycznia, kiedy to portale Twitter i Facebook zablokowały konta Donalda Trumpa. Nie mam zamiaru kłócić się o to, czy zamieszki były uzasadnione i kto miał rację. W tym momencie trzeba stwierdzić fakt, że giganci społecznościowi zabrali głos prezydentowi Stanów Zjednoczonych, nie boją się jednego z najpotężniejszych ludzi na świecie. Mało tego Google i Facebook usunęły ze swoim sklepów aplikację Parler po tym, jak Trump założył w niej konto. Podsumowując – giganci technologiczni nie mają już żadnych oporów, ocenzurują każdego, kto stanie im na drodze, a przykład aplikacji Parler pokazuje, że nie warto podejmować się obrony wolności słowa.

Jest już za późno, sami na to pozwoliliśmy

Od dawna mówi się, że w sieci działa coraz silniejsza cenzura i trzeba coś z tym zrobić. W tym momencie trzeba stwierdzić, że jest już za późno na działania i nie jesteśmy w stanie powstrzymać tego, co właśnie się dzieje. Sami jesteśmy sobie winni. Wolność, o którą 30 lat temu walczyła Europa oddaliśmy za możliwość dzielenia się zdjęciami i wypowiedziami. Co gorsza, niektórzy popierają cenzorskie działania gigantów technologicznych. Naprawdę nie zamierzam tu wchodzić w politykę, bo to nie jest moje zadanie. Chcę zwrócić uwagę na fakt, że nie wiemy kto będzie następny. Dziś zablokowany został Donald Trump, jutro to samo może spotkać kogoś innego, a może nawet i nas. Zrozumiałe jest np. cenzurowanie treści wulgarnych, ponieważ są one sprzeczne z ogólnie przyjętymi zasadami. Nie jest zrozumiałe blokowanie opinii i innych wypowiedzi, ponieważ każdy człowiek powinien mieć swobodną możliwość wyrażania swoich poglądów. Nie można też tłumaczyć takich działań faktem, że są to prywatne firmy, ponieważ działają w przestrzeni publicznej i wpływają na rynek. 10 lat temu nie było większych problemów z wolnością słowa, ponieważ na rynku działało wiele for internetowych. Facebook wykończył niemal wszystkie z nich, stopniowo ograniczając również swobodę wypowiedzi.

Zobacz też: Pracujemy na sukces Facebooka, społecznościówka niszczy internet

„Rok 1984”

Wielu porównuje tą sytuację do wizji z powieści „Rok 1984” George’a Orwella. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ widocznych jest wiele podobieństw. Najbardziej przerażający jest opisany tam mechanizm „ewaporacji”, czyli połączenie kary śmierci i wymazania danego człowieka z historii. Ten drugi punkt wydaje się dziś coraz bardziej realny. W krótkim czasie udało się odebrać Trumpowi możliwość wypowiadania się, usunięto też wiele wypowiedzi i filmów z jego udziałem. Kiedyś taka sytuacja była abstrakcją, dziś stała się rzeczywistością. Standardem stała się dziś masowa inwigilacja (nawet na nią nie narzekamy!), powoli zaczyna się na nas wymuszać bezwzględne posłuszeństwo. Co będzie dalej?

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Adrian Celej

Fan nowych technologii, Androida i Linuksa. W wolnych chwilach także elektronik-amator.