Technologiczny optymizm – jak Dolina Krzemowa stała się religią

mm Maciej Olanicki Artykuły 2019-05-14

W ostatnim czasie, między innymi za sprawą udanego dokumentu HBO, głośno zrobiło się znów o Elizabeth Holmes i jej biotechnologicznym przedsiębiorstwie Theranos, którego nowatorski sposób przeprowadzania badań morfologicznych krwi miał zrewolucjonizować dostęp do usług medycznych. Niezaznajomionych z tematem tego oszustwa odsyłam do HBO Go. Chcę się bowiem skupić na osadzeniu działalności Theranos w szerszym kontekście, jakim jest technologiczny optymizm.

Ważnym momentem we wspomnianym dokumencie jest konfrontacja jednego z zatrudnionych w Theranos inżynierów z Elizabeth Holmes. Specjalista o konkretnych kompetencjach technicznych stwierdza, że wizja produktu jest niemożliwa do zrealizowania i proponuje poprawki. Holmes odpiera mu, że skoro nie wierzy w produkt, to być może jego myślenie nie jest adekwatne do realiów Doliny Krzemowej. Następnie „wizjonerka” przechodzi do kwestii według siebie istotniejszych niż problemy konstrukcyjne. Wybiera nazwę chmury wykorzystywanej przez Theranos.

Technologiczny optymizm – nowa religia Doliny Krzemowej

Jedna scena bardzo wiele mówi o nastrojach, jakie pod koniec drugiej dekady XXI wieku panują w miejscu, które uważa się za motor napędowy całej zachodniej cywilizacji. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że w Dolinie Krzemowej mamy do czynienia z wiarą, systemem przekonań, a nawet – nie bójmy się tego słowa – religią . Zwróćmy uwagę, że właśnie tego słowa użyła Elizabeth Holmes. Mowa była o bezwzględnej, ślepej wręcz, wierze w produkt. W Dolinie Krzemowej w atmosferze bezkrytycznego hurraoptymizmu panuje przekonanie o doniosłości dziejowej działalności związanej z rozwojem sprzętu i oprogramowania.

Elizabeth Holmes była kochana przez media. Jej wystudiowany wizerunek damskiego odpowiednika Steve’a Jobsa (nie będzie przesady w twierdzeniu, że w Dolinie ma on status porównywalny do Chrystusa) wzbudzał zaufanie i sympatię, a zapewne i fizyczny pociąg stetryczałych inwestorów. Holmes była gwiazdą TED Talks, zapowiadał ją zresztą Bill Clinton, swoim zwyczajem więcej niż entuzjastyczny wobec młodej kobiety. Przez dobrych kilka lat działalności w świetle najjaśniejszych fleszów nikt nie powiedział Theranos: „sprawdzam”. Zawiodły kompetencje dziennikarzy, zawiódł zdrowy rozsądek. Wszystko za sprawą mistycznej wręcz aury głównej kaznodziejki Theranos. Ta  swoją narracją o zbawianiu świata i czynieniu dobra równie sprawnie mamiła inwestorów, jak i własnych pracowników.

Michael Dell – wysoki kapłan technologicznego optymizmu

Na ten temat wypowiedział się ostatnio także Michael Dell. Określił on nastroje panujące na zachodnim wybrzeżu USA jako technologiczny optymizm, a siebie jako jego wyznawcę. Podczas Dell Technologies World z wielu stron jednocześnie bombardowano publikę tezą, według której „technologia” (bożek) reprezentowana przez korporacje IT (kapłan) zmierza do pokonania wszystkich problemów, z jakimi boryka się ludzkość. Dell już nie produkuje komputerów, serwerów, nie dostarcza usług enterprise, lecz naprawia świat. Nie kieruje się także zyskiem, lecz chęcią wybawiania ludzi od ich problemów i słabości. Chce bezinteresownie urządzić nam raj na ziemi.

Michael Dell – technologiczny optymizm

Michael Dell. Fot. Hartmann Studios/Oracle PR na licencji CC BY 2.0.

To właśnie pozwala twierdzić, że w Dolnie Krzemowej mamy do czynienia z religią lub sektą religijną. Jest nią właśnie technologiczny optymizm. Nie sposób określić, w jakim stopniu najwyżsi kapłani, jak np. Michael Dell, wierzą w swoje kazania, a na ile ewangelizują z czystego cynizmu, podobnie jak nie wiemy, ilu ateistów rezyduje w Stolicy Apostolskiej. Otwartym pytaniem pozostaje także, kim są wierzący – pracownikami korporacji, którzy wypracowują zysk, a może konsumentami? Osobiście skłaniałbym się ku pierwszej opcji, a to za sprawą artykułu, jaki przeczytałem w ostatnim czasie na temat systemu 9-9-6. Z szacunku do Czytelnika pozwolę sobie nie linkować.

System 9-9-6 – technologiczny optymizm w wydaniu konfucjańskim

O systemie 9-9-6 zrobiło się w zachodnich mediach głośno za sprawą wypowiedzi Jacka Ma. Założyciel i dyrektor wykonawczy Alibaba Group (w skład wchodzi między innymi popularny nad Wisłą Aliexpress) stwierdził, że zdolność do pracy w systemie 9-9-6 to błogosławieństwo. 9-9-6 oznacza pracę od 9:00 do 21:00 przez sześć dni w tygodniu. Mówi to najbogatszy człowiek w Azji w odniesieniu do swoich pracowników. W chińskich warunkach budowanych na konfucjanizmie takie myślenie być może uchodzi w tłoku, zaskoczeniem może być jednak, że motywacyjne brednie miliardera powtarza się z uznaniem na Zachodzie.

Jack Ma – technologiczny optymizm

Jack Ma na posiedzeniu klubu dyskusyjnego „Wałdaj”, fot. kremlin.ru.

Praca przez 12 godzin dziennie od poniedziałku do soboty przywodzić może na myśl warunki bytowe łódzkiej szwaczki w czasach najdzikszego XIX-wiecznego kapitalizmu. Nikt wówczas jednak takiej szwaczce nie wmawiał, że czyni świat lepszym, że „jest zwycięzcą”, że nitka po nitce, zasilając kieszeń właściciela zakładu, buduje swój spektakularny sukces, lepszą przyszłość dla siebie i swoich dzieci. Ona w rezultacie podziałów klasowych i nierówności społecznych walczyła o przetrwanie. Dziś, gdy dolny odcinek piramidy potrzeb w świecie zachodnim jest dla wielu już na starcie zaspokojony, wyzysk trzeba sprzedawać jako religię.

Mam wrażenie, że tym właśnie jest wychwalanie systemu 9-9-6, tym jest bezkrytyczny hiperentuzjazm wobec truizmów sprzedawanych podczas TED Talks czy na łamach Business Insidera, tym jest technologiczny optymizm i nowe prądy religijne rozlewające się z Doliny Krzemowej na cały świat. Opium dla mas.

Fotografia główna: Elizabeth Holmes podczas TechCrunch Disrupt we wrześniu 2014 roku, fot. Steve Jennings/TechCrunch na licencji CC BY 2.0.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x