Nothing Ear 1

Recenzja Nothing Ear (1) ANC – AirPodsy Pro dla Androida

Bruno Paprocki Bruno Paprocki Akcesoria

Nothing Ear (1) ANC to słuchawki typu TWS z dość nietypową historią. Firma „Nothing” została założona przez twórcę marki OnePlus, którą raczej większość kojarzy. Na ten moment, jest to ich jedyny produkt w ofercie, który w polskim internecie jest niezwykle popularny i lubiany. Czy słusznie? Przekonajmy się.

Zalety

  • Nietypowy wygląd
  • Przyzwoita bateria
  • Ładowanie Qi
  • Stosunek jakości do ceny
  • Świetny komfort
  • Sprawna i ładna aplikacja
  • ANC w kwestii eliminowania szumów
  • Niezłe brzmienie…

Wady

  • … którego jest pełno
  • ANC, które nie radzi sobie z niczym poza szumem
  • Kiepskie wygłuszenie pasywne
  • Brak equalizera w aplikacji
  • Mała dowolność w kwestii gestów

Recenzja Nothing Ear (1) ANC w trzech zdaniach podsumowania

Nothing zrobił produkt, którego niektórzy Androidowcy zazdrościli użytkownikom AirPodsów Pro. W bardzo niewielkich wymiarach otrzymujemy rozsądne ANC, przyzwoitą jakość dźwięku i świetną wygodę. Osobiście jednak uważam, że to słuchawki dla osób, które przedkładają komfort ponad brzmienie.

  • Zestaw 9
  • Brzmienie 8
  • ANC 4
  • Komfort 10
  • Aplikacja 6

Ogólna ocena

7.4/10

Zestaw, specyfikacja i cena Nothing Ear (1) ANC

Zestaw Nothing Ear 1

Słuchawki otrzymałem w opakowaniu zastępczym, więc niestety nie jestem w stanie zbyt wiele powiedzieć na jego temat. W środku znajdziemy kabel USB-A do USB-C oraz trzy pary sylikonowych tipsów w kolorze białym. Na tym miejscu muszę też pochwalić firmę Nothing za jakość owych tipsów, są one dość śliskie, miękkie, ale sprawiają wrażenie bardzo solidnych i w żadnym stopniu nie podrażniły moich uszu.

Słuchawki Nothing Ear (1) ANC kosztują katalogowo 459 PLN, co jednocześnie jest kwotą dużą i małą. Kosztują dwukrotnie więcej niż najpopularniejsze modele słuchawek TWS, ale też są o ponad połowę tańsze względem Sony WF1000XM4, które według wielu są uznawane za jedne z najlepszych słuchawek bezprzewodowych. Na ten moment są one w promocji, za jedyne 359 PLN, co sprawia, że są znacznie bardziej opłacalne. Możecie je kupić w sklepie X-Kom, któremu bardzo dziękujemy za wypożyczenie sprzętu do testów.

Specyfikacja techniczna Nothing Ear (1) ANC

Ale chwila, ta specyfikacja nie jest pełna? O tym czemu nie jest pełna i jak ją czytać dowiecie się tutaj.

Jakość wykonania Nothing Ear (1) ANC

Nothing Ear 1 ze smartfonem realme 7 pro

Słuchawki na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo nietypowo, zwłaszcza ich etui. Jest ono półprzezroczyste, co sprawia, że całość wygląda nieco futurystycznie. Etui można otworzyć jedną ręką, choć nie jest to najwygodniejsza opcja. Mimo to, system otwierania jest bardzo wygodny i pewny. Etui nie zamknie ani nie otworzy się samo, a gdy jest otwarte, to na początku trzeba się postarać, żeby wyjąć z niego słuchawki. Podobnie sprawa ma się z odkładaniem ich do etui, nie jest to najbardziej ergonomiczne rozwiązanie.
Przezroczysty plastik jest dosyć podatny na zarysowania. Etui otrzymałem już delikatnie porysowane, a jak zgaduję, kilka nowych rys też dołożyłem. Dodatkowo, magnesy utrzymujące słuchawki nie zawsze spisują się idealnie. Zdarzyło mi się dwa razy schować słuchawki do etui, ale nie były one idealne wypoziomowane. Poskutkowało to tym, że się nie ładowały, ale stało się tak dwa razy na kilkadziesiąt użyć, więc nie jest to bardzo poważna sprawa. Z drugiej strony, bardzo duży plus dla firmy Nothing za zastosowanie fizycznego przycisku reset, który pomaga w większości przypadków, gdy mamy jakiś problem z naszymi słuchawkami. Z jego pomocą możemy też łączyć się z nowymi urządzeniami.

Nothing Ear 1 zbliżenie

Czas na same słuchawki, które są kształtu zbliżonego do AirPodsów Pro. Skutkuje to w moim przypadku bardzo wysoką wygodą, dzięki której mogę używać słuchawek do momentu, aż się nie rozładują. Tulejka słuchawek jest ustawiona pod kątem około 45 stopni, dzięki czemu słuchawka idealnie opiera się na małżowinie usznej. Część „pałeczkowa” schodzi idealnie po uchu, delikatnie się kładąc na chrząstkach. Pozwala to na dużą stabilność podczas używania paneli dotykowych. Osobiście uważam, że nie ma nic gorszego niż przełączanie piosenki i potrzeba poprawiania słuchawek. Tak samo konieczność wciskania ich sobie do ucha, gdy mamy fizyczne przyciski.
Część nóżkowa jest również półprzezroczysta. Możemy dzięki temu podejrzeć elektronikę, która siedzi w środku słuchawek. Jakiś czas temu był trend na to, by w telefonach pokazywać środek. Najczęściej były to naklejki, więc miło w końcu zobaczyć faktyczną elektronikę.

Komfort użytkowania Nothing Ear (1) ANC

Elektronika wewnątrz Nothing Ear 1

Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Google Fast Pair powinno być obowiązkowe dla wszystkich słuchawek bezprzewodowych. Otwieramy etui, a telefon od razu pyta, czy chcemy się z nimi połączyć. Jest to świetne rozwiązanie, które bardzo szybko pokochałem. Zaraz po połączeniu telefon sugeruje nam zainstalowanie aplikacji ear (1). Pozwala nam ona na ustawienia ANC (light/maximum), zmianę niektórych przypisanych gestów, włączenie trybu hear through oraz wybór predefiniowanych ustawień dźwięku (more bass, more treble, balanced, voice). Do wszystkich elementów wrócę jeszcze ciut później.
Same słuchawki są niewielkie i bardzo wygodne, ale jak wiadomo jest to kwestia mocno osobista. Niemniej, ich wymiary powinny zadowolić osoby z bardzo małymi, jak i bardzo dużymi uszami. Sam jestem pośrodku i słuchawki mają duży zapas miejsca, a jednocześnie siedzą pewnie.
Kwestie użytkowe są bardzo zbliżone do droższych konstrukcji. Dokładniej rzecz biorąc, TWSy wykrywają czy są w uchu. Przy wyjęciu jednej słuchawki pauzują muzykę i wznawiają odtwarzanie, gdy znajdzie się ona w nim z powrotem. Jest to bardzo wygodna opcja w biurze, w kawiarni, czy nawet w domu. Z obsługą gestów i tapnięć słuchawki nie mają najmniejszego problemu. Nothing Ear (1) ANC nie wykrywają dodatkowych dotknięć, ale też rejestrują wszystkie, które powinny. Słuchawki potwierdzają przyjęcie zadania krótkim dźwiękiem, który jest cichszy niż odtwarzana w tym czasie muzyka.
Na dostępne gesty składają się: odtwarzanie/pauza, kolejny/poprzedni utwór, włączanie/wyłączanie ANC, oraz regulacja głośności. Możemy pozmieniać rozdysponowanie niektórych gestów w aplikacji. Osobiście uważam, że jedynym minusem w obsłudze słuchawek jest regulacja głośności. Działa ona bardzo dobrze, ale nie jesteśmy w stanie dokładnie jej regulować. Każde przesunięcie po panelu dotykowym to jeden skok głośności.
Dodatkowym elementem, który możemy włączyć, jest tryb niskiego opóźnienia. Jednakże włączenie tej funkcji praktycznie go nie niweluje. Opóźnienie pozostaje dokładnie takie samo jak wcześniej.
Dodatkowym, dość ważnym aspektem jest wskaźnik naładowania słuchawek i etui. W przypadku słuchawek mamy informację z dokładnością do dziesięciu punktów procentowych, a w przypadku case’a do jednego punktu procentowego.

Jakość połączenia w Nothing Ear (1) ANC

Bluetooth 5.2 z wymuszonym poprzez ustawienia w telefonie kodekiem AAC sprawdza się bardzo dobrze. Przy chodzeniu po mieszkaniu z telefonem w kuchni nie doświadczyłem zrywania sygnału. W kwestii opóźnienia jest nieco gorzej. Jest ono delikatnie widoczne, ale mniej wrażliwe osoby nie powinny zwrócić na nie uwagi przy filmach, czy serialach. W przypadku gier wypadają gorzej, znacznie opóźniają naszą reakcję. Dodatkowo, gdy mamy dużo efektów dźwiękowych, to wszystkie są przesunięte. W przypadku gier, których nie znam, czułem się przez to zagubiony. Nie wiedziałem, co odpowiada za jaki dźwięk. Odgłos pierwszej animacji wpisywał się w drugą, a drugiej w trzecią.

Działanie ANC

Na starcie chciałbym wspomnieć, że nie jestem największym fanem ANC. Wolę słuchawki, które mają bardzo dobre pasywne tłumienie. W Nothing Ear (1) ANC tłumienie pasywne jest mocno średnie. ANC na poziomie light zmniejsza szumy jak wentylatory, ale dźwięki pokroju klikania klawiatury pozostają praktycznie nietknięte. Przy przestawieniu na tryb maximum jest nieco lepiej, ale szum wentylatorów zmienia swoją częstotliwość na wyższą, która może być mniej przyjemna niż głośniejszy, ale niższy jednostajny powiew. Na mieście lub w kawiarni tryb maximum stara się jak może, ale jednocześnie sprawia, że boli mnie głowa. Wytwarza on bardzo duże ciśnienie pomiędzy bębenkiem usznym a membraną słuchawek. Dodatkowo, dzieje się to tylko z jedną słuchawką, zazwyczaj prawą. Prawdopodobnie jest to do naprawy aktualizacjami, ale trochę czasu od premiery minęło i problem dalej występuje. Na plus z kolei muszę wspomnieć, że ANC nie zmienia brzmienia słuchawek. Muzyka brzmi bardzo podobnie z włączonym jak i wyłączonym noise cancellingiem.

Rozmowy przez telefon są przyjemnością

Mikrofony w Nothing Ear (1) ANC nie należą do najgłośniejszych, ale dobrze wyłapują nasz głos z otoczenia. Dostarczają go one do rozmówcy w sposób praktycznie niezmieniony, druga osoba od razu wie, że rozmawia z nami. Przy tańszych słuchawkach bardzo często pojawia się problem zmieniający nasz głos. Brzmimy inaczej niż przy rozmowie bezpośrednio przez telefon, czy twarzą w twarz. Używając Nothing Ear (1) ANC bez problemu rozpoznała mnie rodzina oraz znajomi, niezależnie czy byłem w swoim mieszkaniu, czy siedziałem w kawiarni. Osobiście wolę takie rozwiązanie, gdy jestem nieco ciszej, ale wyodrębniony z otoczenia zamiast tego, że wszystko jest głośno.

Brzmienie, którego się spodziewałem

Bardzo duża część słuchawek bezprzewodowych gra podobnie do siebie. Basowo, z cofniętą górą. Nie inaczej jest w przypadku Nothing Ear (1) ANC. Pomimo to, jakościowo jest naprawdę dobrze. Słuchając znacznie bardziej basowych gatunków, jak rap czy rave od polskich i rosyjskich wykonawców naprawdę dobrze się bawię. Nie czuję się przytłoczony ilością dołu, bo jest on po prostu niezły. Całkiem szybki, dzięki czemu nie rozpływa się po średnicy, a także nie sprawia przez to wrażenia jednej fali dźwięku. Nie ma co narzekać też na dynamikę basu, dzięki swojej szybkości bardzo dobrze wybija on rytm i sprawia, że głowa od razu zaczyna chodzić w rytm muzyki. Sytuacja podobnie ma się z mniej basowymi gatunkami, jak starszy pop, jazz czy muzyka klasyczna. Oczywiście, dół jest podbity, ale pozwala on wybrzmiewać średnicy bez znacznego wchodzenia jej w drogę.
Mówiąc o średnicy, znajdują się w niej głównie gitary oraz wokale. Niekiedy jest ona przykrywana przez bas, ale to w przypadku już bardzo basowych utworów, z nadmierną ilością subbasu. Przykładem takiego utworu jest „nowe dni” od nath. Jest to utwór zdecydowanie nieprzystosowany do słuchawek. Utwory z lepszym miksem, od takich artystów jak Cage The Elephant, Pezet, Mery Spolsky, Dua Lipa czy The Beatles brzmią znacznie lepiej. Wokalista praktycznie zawsze stoi na przodzie i to na nim się skupiamy.

Wysokie tony i scena

Najwyższe rejestry są bardzo zgaszone. Jest to dobra opcja dla osób, które wrażliwe są na wszelkie sybilanty (kłujące odgłosy) i syczące głoski. Niekiedy brakuje przez to blasku w utworach. Słyszę to bardzo mocno podczas słuchania utworu „Pristine” artystki Snail Mail. Przy muzyce tego typu Nothing Ear (1) ANC niestety się nie sprawdzają. Podobnie sprawa ma się z muzyką elektroniczną. Bardzo często są w niej efekty znajdujące się w wyższych rejestrach, a tutaj są one przytłumione i nie dają zamierzonego efektu.

Dużo pozytywnego mogę za to powiedzieć na temat sceny dźwiękowej oraz obrazowania. W dużym skrócie oznaczają one, jak rozkładają się instrumenty. W standardowych, tanich konstrukcjach tego typu, są one rozmieszczone jedynie po lewej i prawej, wybrzmiewają z jednego punktu. Nothing Ear (1) ANC pozwalają usłyszeć, że wszystkie dźwięki mają swoje określone umiejscowienie. Nie jest to jeszcze wrażenie muzyki na żywo, ale jest naprawdę nieźle. Dobrze sprawdza się to zwłaszcza przy serialach. Wprowadza to znacznie lepsze odczucia podczas seansów w podróży. Jeśli komuś nie przeszkadza opóźnienie, to w grach również pozwala nam to uzyskać przewagę. Dzięki temu jesteśmy w stanie określić, gdzie w danym momencie znajduje się przeciwnik. Nie oczekujmy jednak, że będziemy mogli wskazać dokładny kierunek, to bardziej sugestie czy to, co słyszymy, jest przed nami po prawej, czy za nami z lewej. Jeśli oczekujemy więcej, najlepiej byłoby zrezygnować ze słuchawek typu TWS na rzecz kabla.

Bateria w Nothing Ear (1) ANC

Działanie baterii producent określa na 34 godziny, używając etui ładującego. Podobnie twierdzi, że bateria wytrzyma na 5 godzin bez ANC oraz 4 godziny z ANC w przypadku samych słuchawek. Zbliżamy się do tych wartości, ale nie są one osiągalne przy głośności w okolicy 70%. Od każdej wartości podanej przez producenta należy odjąć około 15%, lub więcej, gdy słuchacie muzyki głośniej. Osobiście uważam to za wartości w pełni wystarczające, rzadko kiedy spędza się w słuchawkach aż tyle czasu. Oczywiście w przypadku podróży pociągiem czy samolotem już może to przeszkadzać.

Podsumowanie

Nothing Ear 1

Słuchawki Nothing Ear (1) ANC są dosyć solidną opcją w budżecie 450 złotych. Posiadają prostą aplikację, która może i nie oferuje najwięcej, ale przynajmniej działa bardzo dobrze. Brzmienie w tym budżecie jest niezłe, zwłaszcza jeśli spojrzymy na resztę rzeczy, które oferują Nothingi. Wieńczą to wszystko niemainstreamowym wyglądem oraz wysokim komfortem.

Sprawdź najlepsze prezenty na Komunię

Partner poradnika:

Kup prezent na Komunię z apką PAYBACK i zgarnij punkty
Impression Tag
Sprawdź najnowsze recenzje