[Recenzja] Samsung Galaxy Note10+ – mimo wielu wątpliwości nadal bezkonkurencyjny

Łukasz Pająk Recenzje 2019-10-14

Plusy

  • Oprogramowanie
  • S Pen
  • Multimedialność (wyświetlacz, dźwięk)

Minusy

  • Ergonomia (klawisz blokady, zakrzywiony wyświetlacz, brak gniazda słuchawkowego)
  • Aparat wymaga dopracowania trybu nocnego, a szeroki kąt ustawiania ostrości

Galaxy Note to seria smartfonów Samsunga, która od lat wyznacza standardy w portfolio Koreańczyków. Jest zwieńczeniem tego, co najlepsze u lidera mobilnego rynku i niejako podsumowaniem roku w wydaniu tego producenta. Aktualną generację poniekąd zamieszał Galaxy Fold, ale to dopiero zapowiedź jutra, podczas gdy szukający pewnego modelu do użytkowania na co dzień wybiorą właśnie Galaxy Note10+ z portfolio Samsunga, który jest przedmiotem niniejszej recenzji. To najlepszy z najlepszych od Koreańczyków i jeszcze przez około pół roku się to nie zmieni. Oczywiście w teorii, ale skupmy się na tym, co jest. Dlatego serdecznie jak zawsze, zapraszam Was do testu Galaxy Note10+.

 

Zestaw

W przypadku flagowych smartfonów Samsunga zawsze mogliśmy być pewni, że otrzymamy bogaty zestaw. Galaxy Note10+ nie jest wyjątkiem, ale mały pstryczek w nos otrzymali fani słuchawek z wtykiem Jack 3,5 mm. Niemniej o tym za chwilę, a tymczasem przyjrzyjmy się, co tak naprawdę zmieściło się w ciasno zapakowanym pudełku:

  • modułowa ładowarka z zasilaczem 25 W (kabel USB-C – USB-C)
  • bardzo dobre jak na te z zestawu, słuchawki AKG na USB-C z dodatkowymi sylikonami
  • przejściówki: USB-A – USB-C i MicroUSB – USB-C
  • dodatkowe końcówki do S Pena z pincetą do ich wymiany

Całkiem sporo, prawda? Jeśli patrzeć na konkurencję, to brakuje tylko podstawowego etui, które uchroniłoby szklaną obudowę. Dodatkowo szkoda, że Samsung nie oferuje w zestawie przejściówki USB-C – Jack 3,5 mm, która pozwoliłaby na podłączenie klasycznych słuchawek. Naturalnie tę można dokupić osobno i pamiętajcie, że nie może to być pierwszy z brzegu adapter. Kolejnym minusem jest też zmuszanie do kupowania mocniejszej ładowarki (45 W), gdy chcemy wykorzystać pełnię możliwości Galaxy Note10+. Mimo wszystko to, co dostajemy na dzień dobry, wciąż robi wrażenie.

 

Budowa

Seria Galaxy Note10 wyznacza nowy design we flagowych smartfonach Samsunga. Nadal mamy do czynienia ze szklaną kanapką z aluminiowym wkładem, ale już ułożenie aparatów postanowiło zmienić swoją orientację, a w przypadku frontu umiejscowienie. Zastosowane barwy stawiają na efekt lustra i zależnie od wybranej wersji może to być tradycyjny efekt lub rozlana benzyna. Pozmieniało się też w umiejscowieniu klawiszy, których skok nadal jest bardzo dobrze wyczuwalny, ale o tym za chwilę. Zacznijmy od tego, że Galaxy Note10+ to duży smartfon, ale bardzo dobrze leży w dłoni. Zaokrąglenia frontu i tyłu ułatwiają chwyt, choć samo szkło jest śliskie, więc użytkowanie jedną dłonią bywa niepewne.

Z przodu Samsung kontynuuje wizję bezramkowego smartfona z wycięciem na sam aparat do selfie. Jego jakość jest zdecydowanie jedną z najlepszych na rynku, a sam brak pikseli nie różni się niczym względem tradycyjnych notchy w kształcie kropli łza. Naprawdę cienkie rami wymagają przyzwyczajenia, aby odpowiednio chwytać urządzenie w trybie horyzontalnym, unikając przypadkowych dotknięć. Na tej powierzchni próżno szukać diody powiadomień i innych elementów. Co najwyżej na górze jest jeszcze szczelina z głośnikiem do rozmów i multimediów, ale dostrzeżenie jej jest naprawdę dużym wyzwaniem. Nie zapominajmy też o czytniku linii papilarnych w ekranie, który działa dobrze, ale też pod żadnym względem nie się nie wyróżnia, mimo że to ultradźwiękowe rozwiązanie. Czy zakrzywienie wyświetlacza przeszkadza? Tak, gdy pada na nie światło i rozprasza się na załamaniu szkła, ale do tego już wszyscy zdążyli się przyzwyczaić — ekran na krawędziach to w głównej mierze zabieg stylistyczny, choć też w oprogramowaniu Samsung stara się, aby był bardziej użyteczny (np.: powiadomienia krawędziowe).

Obracamy urządzenie i… ścieramy odciski palców oraz wszelki brud. Lustrzana, szklana powierzchnia ma to do siebie, że będzie zbierać wszystko, co się tylko da, więc pedanci mogą od razu pomyśleć o etui. Tych Samsung oferuje naprawdę wiele. Sama powierzchnia wyróżnia się tradycyjnymi oznaczeniami i pionowym zestawem aparatów, którym towarzyszy dioda doświetlająca, matryca ToF oraz dodatkowy czujnik światła. Tak, zabrakło pulsometru, co zaboli tylko tych, którzy jeszcze nie przerzucili się na urządzenia noszone. Te w niemalże wszystkich przypadkach stale mierzą puls. Główne obiektywy minimalnie wystają ponad powierzchnię, ale nie jest to w żaden sposób uciążliwe.

Na poszczególnych krawędziach znajdziemy takie elementy, jak:

  • góra: tacka na karty SIM i MicroSD, otwór dla głośnika multimedialnego, dodatkowy mikrofon
  • dół: główny mikrofon, złącze USB-C, główny głośnik, S Pen
  • lewa strona: klawisze fizyczne

Zestaw stereo głośników multimedialnych jest wyjątkowo donośny i dobry jakościowo, choć mam wrażenie, że Galaxy S10+ oferował więcej niskich tonów. Mimo to nadal mamy do czynienia z czołówką pod tym względem. Zaskakuje fakt, że Samsung zdecydował się zrezygnować z klawisza Bixby, a raczej zespolić go z przyciskiem blokady. Choć tak naprawdę, to sytuacja wygląda odwrotnie, bo pozostał przycisk na lewej krawędzi, co nie jest do końca wygodne dla osób praworęcznych. Wymaga przyzwyczajenia też to, żeby przy przyciszaniu urządzenia właśnie go nie zablokować. Sam asystent głosowy pozostał w formie przytrzymywania przycisku.

Na sam koniec S Pen, czyli coś, bez czego seria Galaxy Note przestałaby istnieć. W tej generacji Samsung postanowił dodać gesty w powietrzu, które możemy dodatkowo konfigurować pod siebie w ramach wspieranych aplikacji. Całość wymaga trochę wprawy, ale w momencie, gdy już nauczymy się machania różdżką, to będziemy chętnie korzystać z tego rozwiązania. Przynajmniej tak było w moim przypadku z różnorakimi prezentacjami lub oglądaniem zdjęć — nie musiałem machać palcem po ekranie i zasłaniać obraz.

 

Specyfikacja techniczna i cena Samsunga Galaxy Note10+

Galaxy Note10+ to zdecydowanie najwyższa półka Samsunga. W przypadku ceny sytuacja wygląda identycznie, gdy na chwilę zapomnimy o wspomnianym na samym początku Galaxy Fold. W zależności od wersji, którą wybierzemy, cena Galaxy Note10+ wynosi od 4799 do 5249 złotych, a różnice sprowadzają się do wielkości pamięci na pliki użytkownika. Całość specyfikacji tego smartfona kształtuje się następująco:

  • 6,8-calowy wyświetlacz Dynamic AMOLED QuadHD+ (19:9, wycięcie na aparat, 3040×1440, 91% wypełnienia frontu, 498 ppi, Gorilla Glass 6, HDR10+)
  • układ Exynos 9825
    • GPU: Mali-G76 MP12
  • 12 GB RAM
  • 256 lub 512 GB wbudowanej pamięci dla użytkownika (UFS 3.0 +MicroSD do 1 TB)
  • aparaty:
    • przód: 10 MPx (f/2.2, Dual Pixel PDAF)
    • tył: 12 MPx (f/1.5-2.4, Dual Pixel PDAF, OIS), 12 MPx (f/2.1, PDAF, OIS, teleobiektyw, 2x zoom optyczny), 16 MPx (f/2.2, szerokokątny), ToF (3D VGA)
  • akumulator o pojemności 4300 mAh (szybkie ładowanie 45 W, bezprzewodowe ładowanie 15 W, ładowanie zwrotne 9 W)
  • Bluetooth 5.0, NFC, czytnik linii papilarnych w ekranie, DeX, USB-C (3.1), Dolby Atmos, głośniki stereo, brak gniazda słuchawkowego, certyfikat IP68, S-Pen, hybrydowy Dual SIM
  • Android 9 Pie (One UI 1.5)
  • wymiary: 162,3 x 77,2 x 7,9 mm
  • waga: 196 g

Oczywiście, gdyby pominąć kwestię braku gniazda słuchawkowego, to Galaxy Note10+ faktycznie jest smartfonem kompletnym. Dodatkowo Samsung zaznacza, że zaoszczędzoną z tego powodu przestrzeń wykorzystał na bardziej zaawansowany system haptyczny, czyli lepszy motor wibracyjny. Rzeczywiście czuć, że smartfon drga precyzyjniej, co nadaje mu kształtu bycia bardziej premium. Tym samym pod względem technicznym jest to czołówka.

 

Wyświetlacz

Samsung nie ma sobie równych, jeśli chodzi o produkcję wyświetlaczy najwyższej jakości. Dosyć często zaznaczam to w recenzjach urządzeń tej firmy, więc w przypadku Galaxy Note10+ nie powinno być inaczej, prawda? Poniekąd tak jest, ale tym razem czuję pewien niedosyt. Po części może wynikać to z faktu, że jest to już taki poziom, który trudno pobić. Rozumiem przez to, że wyświetlacz recenzowanego smartfona nadal stanowi klasę światową, ale z generacji na generację dało się zauważyć wyraźną poprawę. Teraz gdzieś to zniknęło, choć wyraźnie widać bardziej neutralne nastawienie względem serii Galaxy S10, z Galaxy S10+ na czele. Naturalnie w ustawieniach możemy dopasować kolory pod siebie, ale na pewno nikt nie będzie narzekał na jasność, która w każdym zakresie jest rewelacyjna.

 

Akumulator

Dwie kategorie temu dowiedzieliście się, że gniazdo słuchawkowe zrobiło miejsce dla lepszego systemu wibracji, ale to niejedyny powód, który Samsung podaje jako przyczynę podjęcia takich, a nie innych decyzji. Drugim jest powiększenie akumulatora. Przy 6,8-calowym wyświetlaczu ogniwo o pojemności 4300 mAh nie robi ogromnego wrażenia, a więc poniekąd to dobry ruch, gdyby miało ono być mniejsze. Mimo wszystko nie powinniście obawiać się o zbyt krótkie działanie Galaxy Note10+ na jednym ładowaniu. Smartfon bez problemu wytrzymuje jeden dzień spokojnej pracy z elementami bardziej rozrywkowymi. Przez to zdanie rozumiem włączony wyświetlacz przez około 7 godzin, kiedy to prezentował on filmy na YouTubie, strony internetowe w Chrome, Arkusze i Dokumenty Google oraz proste gry. W ramach pracy na pełnych obrotach muszę oddać Samsungowi pochwałę za niezły system chłodzenia i odpowiednie rozprowadzanie ciepła po całej obudowie. Za to akumulator woła o zewnętrzne zasilanie po około 4 godzinach. Producent oferuje wiele ustawień zasilania, a powyższe dane dotyczą tych automatycznych, co oczywiście oznacza, że da się zarówno osiągnąć mniej, jak i więcej, gdy zdecydujemy się chociażby na pełną wydajność na każdym kroku i to w najwyższej rozdzielczości. Tym samym przejdźmy do ładowania i dostarczanego w zestawie zasilacza 25 W. O ile ten wydaje się mierny w porównaniu do dostępnych maksymalnych 45 W, to ma swoje ukryte zalety. Oferowana przez podstawowy zasilacz wartość dostępna jest przez niemalże pełen okres ładowania, co przekłada się na to, że taki Warp Charge od OnePlusa z 30 W jest wolniejszy. Mało tego, nawet Super Charge z 40 W od Huawei jest tylko minimalnie szybszy. Tym sposobem Galaxy Note10+ naładujemy do pełna w ciągu godziny i kilku minut, a połowa tego czasu wyznacza 64% na wskazaniach systemu. Bezprzewodowe ładowanie trwa około dwie i pół godziny.

 

Aparat

Samsung Galaxy Note10+ najprawdopodobniej jest ostatnim smartfonem, który wykorzystuje znane od lat matryce ISOCELL 12 MPx. Nie da się ukryć, że z początku wyznaczyły one nowy standard, szczególnie w kwestii dynamiki ustawiania ostrości (Dual Pixel PDAF), ale wszystko się starzeje — w świecie technologii jest to najlepiej widoczne. Mimo wszystko koreański producent nadal wyciska wiele z tych matryc. Zanim przejdziemy do konkretów, to przyjrzyjmy się aplikacji aparatu z One UI, która cały czas ewoluuje i dostosowuje się do potrzeb użytkownika. Rozumiem przez to między innymi możliwość wyboru kolejności trybów pracy, a nawet ich obecności na panelu, co powinno być dostępne w każdej nakładce. Niesamowicie zwiększa to wygodę. Dodatkowo sam program oferuje niezłą ergonomię, rozstawiając najważniejsze elementy w odpowiednich miejscach. Samych trybów jest sporo i jedynie ten od zdjęć nocnych powinien zostać poprawiony — zbyt często obraz był rozmazywany lub po prostu zaczęło rządzić mydło zamiast detali. Za to muszę pochwalić zwiększoną stabilizację wideo — jeśli tylko mamy dobre warunki oświetleniowe, to nie trzeba nosić ze sobą gimbala.

Naturalnie Samsung oferuje wszystkie możliwe rozdzielczości do nagrywania filmów (na 8K jeszcze poczekajmy), wliczając w to super slow-mo w 960 klatkach na sekundę. Możliwość płynnych przejść pomiędzy obiektywami w nagraniach (podstawowych, bez dodatkowych upiększaczy) też jest przydatna, ale szkoda, że matryca z obiektywem szerokokątnym ma na sztywno ustawioną ostrość — brakuje autofocusa. Za to swego rodzaju skupienie ma odwzorowanie w dźwięku, który jest dostosowywany do aktualnego zbliżenia obrazu. Tym samym przejdźmy do samej jakości, która jest rewelacyjna, gdy mamy bardzo dobre warunki. Wraz z ich utratą na wierzch wychodzi delikatne mydło, czyli rozmazywanie szumów i tym samym utrata detali. Nie jest to drastyczny efekt i niektórym może się nawet podobać, ale jest wart odnotowania. Ogólnie rzecz biorąc, zdjęcia wyglądają naprawdę dobrze na ekranie smartfona. Na komputerze i telewizorze zaczynają się dawać we znaki wspomniane problemy, ale w momencie, gdy chce się je dopatrzyć. Za to złego słowa nie mogę powiedzieć o stabilizacji i ustawianiu ostrości. Duży udział w filmach ma też matryca ToF, która w ciekawy sposób jest w stanie rozpoznawać obiekty pierwszoplanowe i nadawać rozmycie lub efekty kosmiczne.

 

Oprogramowanie i wydajność

One UI to nakładka Samsunga, która z każdą aktualizacją pokazuje się z jeszcze lepszej strony. Jeśli nie zależy Wam na możliwie najmniejszym zużyciu mocy obliczeniowej przez modyfikacje producenta, to zdecydowanie propozycję Koreańczyków można uznać za jedną z najlepszych. Przede wszystkim otrzymujemy od groma dodatków, ale wszystko to świetnie ze sobą współgra i przede wszystkim jest ergonomiczne. Szybka i prosta obsługa jedną ręką, gdy większość elementów możemy zrzucić do połowy ekranu, powinien być standardem w Androidzie. Oczywiście identycznie wygląda sytuacja z DeX-em – jeśli korzystamy głównie z komputera do przeglądania internetu i pracy z dokumentami lub arkuszami, to Galaxy Note10+ w zupełności nam wystarczy. Do tego dochodzi mnóstwo możliwości personalizacji. Wszelkie dodatki naturalnie znajdziecie na poniższych zrzutach ekranu:

O ile minimalnie niższa wydajność w uruchamianiu poszczególnych programów jest praktycznie niewidoczna w codziennym użytkowaniu, tak trzeba pamiętać, że powyższe zmiany wymagają indywidualnego traktowania. Przez to rozumiem, że Samsung nie jest w stanie wydawać tak szybko aktualizacji, jak robi to Google i Essential, a nawet OnePlus oraz Nokia. Mimo wszystko Koreańczycy nie zapominają o paczkach bezpieczeństwa, a sam Android 9 Pie, który kryje się pod One UI 1.5, radzi sobie naprawdę dobrze. Na pewno na brak mocy obliczeniowej nie będziemy narzekać, a tym bardziej na wolną pamięć, co udowadniają benchmarki:

Samsung Galaxy Note10+ – recenzja Android.com.pl
Infogram

Im więcej punktów, tym lepiej.

 

Recenzja Samsunga Galaxy Note10+ – podsumowanie

Czemu recenzowany Samsung Galaxy Note10+ jest bezkonkurencyjny? Naturalnie ze względu na S Pena, który z roku na rok udowadnia, że nie jest dodatkiem stworzonym na siłę. Precyzja wprowadzania poleceń w ten sposób jest zupełnie na innym poziomie, nieznanym użytkownikom, którzy stawiają na paliczki. Oczywiście też nie jest to dodatek, który przyda się wszystkim. Tylko kilkukrotnie wymieniana w tej recenzji praca z arkuszami kalkulacyjnymi to doskonały przykład, kiedy precyzja ma ogromne znaczenie i okazuje się, że można je tworzyć oraz edytować na smartfonie. Bardziej prozaiczne wykorzystanie, czyli przeglądanie stron internetowych — wybieranie linków, a nawet przewijanie stron bez zasłaniania obrazu palcem jest niesamowicie wygodne. Wymieniać można tak w nieskończoność, podczas gdy gesty są tylko miłym dodatkiem, poprawiającym jeszcze bardziej ergonomię.

Czy bez S Pena Galaxy Note10+ byłby złym smartfonem? Nic z tych rzeczy, gdyż nadal otrzymujemy świetny wyświetlacz, bardzo dobre głośniki, odpowiedni akumulator i aparat oraz rozbudowane i przemyślane oprogramowanie. Tylko wtedy do gry wchodzi wysoka cena, którą już trudno obronić. Mimo wszystko S Pen jest, a seria Galaxy Note nadal nie ma konkurencji.

Oceniamy poszczególne elementy:

  • Zestaw 8
  • Buodwa 8
  • Specyfikacja techniczna 8
  • Wyświetlacz 9
  • Aparat 8
  • Akumulator 7
  • Oprogramowanie 10
  • Wydajność 9

Ocena Android.com.plOgólna ocena Android.com.pl: 8.4







x