[Recenzja] Samsung Galaxy S10+ – wady i zalety najlepszego z najlepszych

Łukasz Pająk Polecane 2019-03-10

Plusy

  • Wykonanie
  • Specyfikacja
  • Oprogramowanie
  • Wyświetlacz

Minusy

  • Ładowanie
  • Cena

Seria Galaxy S10 to wyjątkowe modele dla Samsunga. Nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla Koreańczyków. Firma musiała zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, które niespodziewanie napłynęły z Chin. Dotychczas to właśnie lider mobilnego rynku wprowadzał nietypowe rozwiązania, prezentował innowacje, które później były kopiowane. Tymczasem nastały czasy, że to Samsung musi nadrabiać. Do tego doszła kwestia 10-lecia serii, więc kolejna huczna okazja na ponowne wypłynięcie na sam szczyt. Jakby nie patrzeć, trójka Galaxy S10 zdaje się, że sprostała wszelkim wymaganiom. Zarówno wewnętrznym, jak i konsumenckim. Oczywiście kwestią sporną pozostaje cena, więc… sprawdziliśmy, co tak naprawdę potrafi jeden z najdroższych reprezentantów wyjątkowej serii smartfonów. Oto recenzja Samsunga Galaxy S10+ – serdecznie zapraszam!

 

Zestaw

Flagowe smartfony Samsunga zawsze były dostarczane w przemyślanych i eleganckich pudełkach. Teraz jest to połowicznie spełnione. Wzór nadal nawiązuje do topowych urządzeń, ale we wnętrzu coś poszło nie tak. Doceniam przeniesienie pojemnika z makulaturą i kluczykiem do tacki na karty SIM oraz pamięci do pokrywy opakowania. Jednak kompletnie do mnie nie trafia sposób, w jaki poszczególne akcesoria zostały upchane w środku. To jest wręcz nierealne, aby raz otwierając opakowanie ze słuchawkami lub kablem USB-C, przywrócić je do takiego samego stanu. To jest kosmiczny wyczyn, który potrafi napsuć krwi. Jednak to kwestia, która zapewne nie jest irytująca dla osób, które raz na dwa lata zaglądają do pudełek smartfonów. Dlatego przejdźmy do pozytywów, czyli samego zestawu.

Wśród wspomnianych akcesoriów znajdziemy:

  • dokanałowe słuchawki AKG z zestawem dodatkowych sylikonów — jakość ewidentnie ponadprzeciętna, ale melomani z pewnością nie będą zadowoleni
  • modułowa ładowarka z kablem USB-C — zasilacz doskonale znany od lat, co też ma związek z jego niską mocą
  • przejściówki: USB-C – MicroUSB oraz USB-C – pełnowymiarowe USB-A.

Tak naprawdę do pełni szczęścia brakuje tylko podstawowego etui, które stało się standardem już dla wielu producentów.

 

Budowa

Wygląd flagowych Samsungów rozwinął się na tyle, że wyróżnia się na rynku, a mimo to zawsze można coś poprawić. Koreańczycy idą w kierunku minimalizacji ramek, ale zarazem starają się nie odrzucać fanów klasycznej formy. Dlatego miłośnicy designu Galaxy S8, Galaxy S9 z pewnością docenią też Galaxy S10. Pod warunkiem, że wycięcia w ekranie nie będą im nadmiernie przeszkadzały. W końcu to nietypowe rozwiązania jak na Samsunga. Nie ukrywam, że też do podwójnego aparatu musiałem się chwilę przyzwyczajać, ale mnogość tapet dedykowanych Galaxy S10 skutecznie to ułatwia. Co prawda w aplikacjach nadal potrafią się dziać niezrozumiałe przesunięcia, ale to już naturalne dla wszystkich smartfonów z jakimikolwiek wycięciami w wyświetlaczu. Wykonanie testowanego smartfona stoi na najwyższym poziomie. Naprawdę ciężko mi się do czegokolwiek przyczepić. Szklana konstrukcja z aluminiowym korpusem jest już na tyle dopracowana, że nic nie trzeszczy, nie skrzypi, a odciski palców są skutecznie maskowane przez odpowiednie refleksy świetlne. Oczywiście Galaxy S10+ się brudzi, ale też łatwo go wyczyścić. Umiejscowienie poszczególnych klawiszy to dosyć drażliwy temat, ale o tym za chwilę. Samo ich działanie i wyczucie stoi na najwyższym poziomie. Ogólnie rzecz biorąc, recenzowany smartfon jest duży, ale nie miałem problemów z obsługą go jedną dłonią. Duża w tym zasługa samego oprogramowania.

Przód to wspomniany już wyświetlacz z wycięciami na aparaty. Nad ekranem dojrzeć jeszcze możemy bardzo dobry głośnik do rozmów, a zarazem część zestawu stereo. Samsung postanowił pod wyświetlaczem umieścić też czujnik zbliżeniowy, który zaczyna mrugać, gdy rozpoczynamy połączenie. To oczywiście niejedyny element, który znalazł się w tym miejscu. Kolejnym jest ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych, czyli następna nowość dla Koreańczyków. Jego działanie jest… irytujące. Mam wrażenie, że to kwestia poprawy oprogramowania, bo samo przyłożenie palca nie musi trwać długo. To system długo myśli, czy aby na pewno ma do czynienia z właścicielem. Pomóc też by mógł częściej wyświetlane miejsce, w którym należy się identyfikować. Komunikaty typu zakryj cały czujnik są codziennością. Jednak jego praca nawet z wilgotnym palcem jest taka sama, co akurat można uznać za plus. Na szczęście też rozpoznawanie twarzy jest błyskawiczne, choć zdecydowanie mniej bezpieczne od skanera tęczówek.

Z tyłu naszym oczom ukazuje się wyjątkowa biel, która potrafi przejść w róż, błękit, a nawet zieleń. Oczywiście wyróżniają się też aparaty, którym towarzyszy pulsometr i dioda doświetlająca. Cały zestaw minimalnie wystaje ponad obudowę, ale na co dzień w żaden sposób to nie przeszkadza. To właśnie od tej strony widać, że cały czas mamy do czynienia z tym samym Samsungiem, co od lat, ale jednak dostosowanym do dzisiejszych standardów.

Na poszczególnych krawędziach znajdziemy takie elementy, jak:

  • góra: tacka na karty SIM i pamięci, dodatkowy mikrofon
  • dół: dobre jakościowo gniazdo słuchawkowe, złącze USB-C, główny mikrofon i świetny głośnik multimedialny
  • lewa strona: przyciski od regulacji natężenia dźwięku i Bixby
  • prawa strona: przycisk blokady

Z klawiszami jest ten problem, co od 2 lat, czyli nawet po przyzwyczajeniu się często zdarzało mi się włączać Bixby zamiast ściszyć. Fakt, można już zmienić akcje dedykowane temu przyciskowi, ale to nie zmienia faktu, że ergonomia nadal cierpi. Tego problemu nie ma u konkurencji, która klawisz asystenta izoluje na osobnej krawędzi. Za to na plus zestaw głośników multimedialnych. Te są naprawdę donośne, świetne jakościowo, a dodatkowo można doszukać się w nich niskich tonów. Oczywiście fani głębokiego basu zapewne teraz parskną, ale jak na standardy smartfonowych głośników, to jest więcej niż dobrze. Kolejny plus to ciągłe stosowanie gniazda słuchawkowego.

 

Specyfikacja techniczna i cena Samsunga Galaxy S10+

Już na samym początku wspomniałem, że Galaxy S10+ jest najzwyczajniej w świecie drogi. Ceny tego smartfona zaczynają się od 4399 złotych za podstawową wersję, ale mogą dobić nawet do 6999 złotych. W zamian otrzymujemy:

  • 6,4-calowy, zakrzywiony wyświetlacz Dynamic AMOLED QuadHD+ (wycięcie na aparaty, 19:9, 3040×1440, 438 ppi, HDR10+, Gorilla Glass 6, 88,9% wypełnienia frontu)
  • układ Exynos 9820
  • 8 lub 12 GB RAM
  • 128, 512 GB lub 1 TB wbudowanej pamięci dla użytkownika (+MicroSD do 512 GB)
  • aparaty:
    • przód: 10 MPx (f/1.9, 4K) + 8 MPx (f/2.2, czujnik głębi)
    • tył: 12 MPx (f/1.5-f/2.4, OIS, Dual Pixel, PDAF) + 16 MPx (f/2.2, szerokokątny 123 stopnie) + 12 MPx (f/2.4, teleobiektyw)
  • akumulator o pojemności 4100 mAh (szybkie ładowanie Quick Charge 2.0, indukcyjne ładowanie Fast Wireless Charging 2.0, indukcyjne ładowanie innych urządzeń PowerShare)
  • NFC, Blutooth 5.0, Wi-Fi 6, USB-C (3.1), NFC, ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie, głośniki stereo z Dolby Atmos, hybrydowy Dual SIM, certyfikat IP68
  • Android 9 Pie (One UI)
  • wymiary: 157,6 x 74,1 x 7,8 mm
  • waga: 175 g (ceramiczna wersja: 198 g)
  • wersje kolorystyczne: biały, czarny, zielony, niebieski

Czy czegokolwiek brakuje? Teoretycznie mamy do czynienia ze smartfonem kompletnym. Teoretycznie, bo zawsze możemy się do czegoś przyczepić, jak na przykład hybrydowego Dual SIM. Czemu w tańszych modelach Samsung jest w stanie zastosować obsługę dwóch kart SIM i MicroSD jednocześnie? Zapewne to kwestia projektu wnętrza, ale dla konsumenta to teoretycznie nie ma znaczenia, więc przejdźmy dalej. Technologia szybkiego ładowania też pozostawia trochę do życzenia, ale o tym więcej w jednej z kolejnych kategorii. Poza tym naprawdę niczego w Galaxy S10+ nie brakuje, a niektórzy mogliby stwierdzić, że jest tego nawet za dużo.

 

Wyświetlacz

Zapewne się powtarzam względem poprzednich recenzji flagowych modeli Samsunga, ale tę firmę można lubić lub nienawidzić, ale na pewno trzeba docenić ją za wyświetlacze. Tak, to OLED, który może się wypalić, ale jakość barw, jasność i wszelkie inne parametry stoją na najwyższym poziomie. Naprawdę kompletnie nie mam o co się przyczepić w tej kwestii do Galaxy S10+.

Koreańczykom po raz kolejny udało się stworzyć panel, który winduje poszczególne parametry na kolejne poziomy. Nic dodać, nic ująć. Ok, można ująć wycięcie, które nie pozwala w pełni cieszyć się jakością we wszystkich aplikacjach. Zostaje czarny pas, wycięty otwór lub sztucznie rozsunięte grafiki — zależnie od konkretnego programu. Dopełniając oprogramowania w kwestii wyświetlacza, możemy to predefiniować dla poszczególnych tytułów. Możemy też oczywiście regulować kolory, ich nasycenie i barwę. Jasność to klasa światowa, co też po części potwierdza certyfikat HDR10+. Uważacie, że przesadzam, bo nie ma wyraźnych wad? Dla niektórych może to być fakt zaokrąglenia na krawędziach, które pod względem designu wypadają dobrze, ale pod względem ergonomii bez zmian — nadal światło jest załamywane, co rzuca się w oczy.

 

Akumulator

Mieliśmy do czynienia przed chwilą ze świetnym wyświetlaczem, to przyszedł czas na… wyjątkowo przeciętny akumulator. Samsung zapewnia, że oprogramowanie Galaxy S10 uczy się naszego użytkowania i dostosowuje zarządzanie energią oraz procesami, ale przez około 2 tygodnie testów nie zauważyłem znaczącej poprawy. Testowany egzemplarz potrafi wytrzymać dzień spokojnego użytkowania, chociaż niejednokrotnie musiałem wieczorem szukać ładowarki, a nie dopiero w chwili kładzenia się spać. W praktyce wygląda to tak, że skupiając się na prostych czynnościach (przeglądanie social mediów, YouTube, Chrome, arkusze Google), to smartfon potrafi prezentować obraz przez około 6,5 godziny. Praca na pełnych obrotach wywołuje ciepło na lewej krawędzi (pod klawiszami), jak i skraca wspomniany czas do 3,5 godzin. To nie jest rewelacyjny wynik, ale wciąż akceptowalny.

Gorzej wygląda sytuacja z szybkim ładowaniem, które w przypadku Samsunga zatrzymało się w miejscu od kilku lat. Odpowiednik Quick Charge 2.0 (Adaptive Fast Charge) pozwala na regenerowanie akumulatora z mocą 15 W, co przekłada się na ładowanie do pełna w 1 godzinę i 45 minut. Po pół godziny pod prądem smartfon wskazuje około 40%. Mimo że indukcyjne ładowanie (Qi) może pochwalić się dokładnie taką samą mocą, to należy liczyć się z większymi stratami. To z kolei wiąże się z pełnym ładowanie do 3 godzin. W ramach ciekawostek dodam, że zasilacz i kabel od OnePlusa sprawia, że Galaxy S10+ ładuje się do pełna w 8 godzin. Druga ciekawostka, czyli PowerShare — indukcyjne ładowanie innych urządzeń — też działa. Moc 9 W nie powala na kolana, więc określenie, że działa wydaje się najbardziej odpowiednim.

 

Aparat

Aplikacja aparatu może zostać uznana za jedną z najlepszych i najwygodniejszych. Płynne przechodzenie pomiędzy trybami, ich mnogość, jak i czytelność prezentowanych informacji — to wszystko i więcej zostało należycie zaprojektowane. Podobnie jak w wielu innych przypadkach, tak i w tym ciężko do czegokolwiek się przyczepić. Najważniejsze elementy są na wierzchu, kolejność trybów też została przemyślana, nie mówiąc nawet o optymalizatorze scenerii. Ok, niektórzy mogliby chcieć mieć na wierzchu możliwość doboru rozdzielczości i liczby klatek na sekundę, ale czy faktycznie tak często te parametry są przestawiane?

Jakość zdjęć i filmów to ponownie najwyższa liga. Oczywiście nie jest idealnie i przyczepić się mogę przede wszystkim do mydła, które opanowuje zdjęcia przy małej ilości światła. Wtedy też tracimy od groma detali. Niemniej w ciemnych pomieszczeniach smartfon stara się nadmiarowo zbierać światło — taki Night Sight od Google, ale bez dodatkowego przełącznika. Nadal sprawia to nienaturalne wrażenie i nie jest tak dobre, jak w wykonaniu Amerykanów, ale — szczególnie na zdjęciu lampy to zauważycie — pozwala dojrzeć coś, co ludzkiemu oku ciężko wyłapać. To tyle z takich większych uwag. Cała reszta, w tym stabilizacja obrazu, ustawianie ostrości i przejścia pomiędzy obiektywami są na najwyższym poziomie. Ulepszone bardzo zwolnione tempo teraz nie wymaga wiele światła, trwa dłużej, ale jakość nagrania nadal nie robi piorunującego wrażenia. Podobne też mam odczucia do nowych sposobów rozmywania tła — można uzyskać ciekawe efekty, ale to z pewnością jeszcze wymaga dopracowania, co idealnie pokazuje szara pomarańcza.

 

Oprogramowanie i wydajność

Nigdy nie byłem wielkim fanem TouchWizza, ale też nie należałem do grupy zagorzałych przeciwników. Samsung Experience też mnie nie powalił na kolana. W przypadku One UI jest nieco inaczej, bo to ta nakładka sprawia, że to ja nie muszę się gimnastykować, aby obsługiwać smartfona jedną ręką. Projekt poszczególnych ustawień, rozmieszczenie elementów i możliwość uzyskania dodatkowego dostępu do nich naprawdę robi wrażenie. Ta nakładka od początku musiała być projektowana pod kątem ergonomii na dużych wyświetlaczach, bez konieczności uruchamiania trybu obsługi jedną ręką. Ten oczywiście też znajdziemy, ale naprawdę trzeba Samsunga docenić za takie podejście. Oczywiście One UI do idealnych nie należy i kilka kwestii można jeszcze usprawnić, ale to w głównej mierze drobnostki. Niektórzy na przykład narzekają na odebranie możliwości nagrywania rozmów względem Samsung Experience. Niemniej skupmy się na Galaxy S10+, w którym znajdziemy multum dodatków. Opisywać wszystkich nie ma najmniejszego sensu, po prostu zobaczcie, jak ten system się prezentuje:

Oprogramowanie to oczywiście Android 9 Pie, który w połączeniu z najwydajniejszym układem od Koreańczyków, radzi sobie dobrze. Nie jest to demon szybkości, bo nie od dziś wiadomo, że Samsung nie idzie w tę stronę. Koreańczycy chcą pokazać, że można zrobić zaawansowany system, który jest przyjemny dla oka, dopakowany do granic możliwości, a przy okazji działa równo i sprawnie. Fakt, nietrudno znaleźć szybsze oprogramowanie, które będzie radzić sobie sprawniej z uruchamianiem poszczególnych elementów. Z czasem zapewne ta różnica będzie jeszcze bardziej zauważalna, ale dzisiaj w żaden sposób to nie przeszkadza. Galaxy S10+ jest po prostu bardzo wydajny i nie można powiedzieć, żeby działał ociężale. Przenosząc kwestie wydajnościowe na cyferki, sytuacja kształtuje się następująco:

Samsung Galaxy S10+ – recenzja Android.com.pl
Infogram

Im więcej punktów, tym lepiej.

 

Recenzja Samsunga Galaxy S10+ – podsumowanie

Zazwyczaj pisanie recenzji, po skompletowaniu materiału, zajmuje mi dzień, maksymalnie dwa. W przypadku Galaxy S10+ sytuacja wyglądała zupełnie inaczej i ku mojemu zaskoczeniu tekst, który czytacie, napisałem w kilka godzin. Oczywiście pomijam kwestie korekt i poprawek, ale dążę do tego, że Samsung stworzył kompletnego smartfona, do którego wszelkie opisy same się narzucają po kilkunastu dniach testów. Nie twierdzę, że jest to telefon idealny. Wciąż uważam, że jest za drogi, a większość z jego możliwości zapewne nie wykorzysta żaden użytkownik, ale te najważniejsze spełniane są wręcz koncertowo. Wyjątek stanowi akumulator, który jest co najwyżej przeciętny i każe się długo ładować. Też trzeba się przyzwyczaić do wycięcia w wyświetlaczu — szczególnie tyczy się to fanów Samsunga, którzy dotychczas nie mieli okazji użytkować takiego rozwiązania. Mimo wszystko uważam, że warto się dostosować. Czy wydałbym niemalże 4400 złotych na Galaxy S10+? Zdecydowanie nie, ale jeśli dla kogoś ta kwota jest akceptowalna, to jak najbardziej polecam.

Oceniamy poszczególne elementy:

  • Zestaw 8
  • Budowa 9
  • Specyfikacja techniczna 10
  • Wyświetlacz 9
  • Akumulator 7
  • Aparat 8
  • Oprogramowanie 9
  • Wydajność 8

Ocena Android.com.plOgólna ocena Android.com.pl: 8.5







x