Nintendo Switch już w momencie premiery stał się konsolą rozchwytywaną. Nic więc dziwnego, że w wielu miejscach na świecie pojawiły się braki w jego dostępności. Oczywiście kwestią czasu było zainteresowanie tą konsolą przez większych deweloperów. W wyniku tego na popularny sprzęt od Nintendo pojawiło się kilka portów większych tytułów znanych z PC lub innych konsol. Kolejnym z nich jest Apex Legends. Czy jednak ta sieciowa strzelanka sprostała wymaganiom graczy?

Apex Legends na Nintendo Switch to przede wszystkim niespełnione oczekiwania graczy

Apex Legends Nintendo Switch

Niestety, ale pierwsze opinie graczy, które pojawiły się w sieci, nie napawają zbyt dużym optymizmem. Użytkownicy skarżą się na kiepską wydajność tego portu, a spadki klatkarzu do 15-20 są na porządku dziennym. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby zjawisko to zdarzało się jedynie w trybie mobilnym. Niestety, ale podpięcie Nintendo Switch do stacji dokującej nie sprawi, że Apex Legends będzie płynnie działał. Jest to o tyle istotne, ponieważ tytuł ten posiada opcję cross-play, czyli rozgrywki z posiadaczami gry na innych platformach. Tak duże spadki w FPS mogą negatywnie wpływać na przebieg sieciowego starcia. Bardzo mocno obrywa się dość przeciętnej oprawie graficznej, które odstaje od pozostałych wersji gry. Oczywiście można się było tego spodziewać, ponieważ Nintendo Switch nie należy do najmocniejszych konsol.

Zobacz także: iMac Pro, czyli ostateczny komputer Apple z Intelem i droga donikąd

Deweloperzy byli zmuszeni do dostosowaniu swojego tytułu do tego urządzenia. Niemniej jednak gracze są pewni, że gdyby Apex Legends na „Pstryczka” został odpowiednio zoptymalizowany, to nie byłoby żadnego problemu. Przedstawiciel studia odpowiedzialnego za konwersję Apex Legends na Nintendo Switch zapewnia, że zespół dołoży wszelkich starań, żeby ulepszyć tytuł. Czy jednak tak słaby start nie spowoduje, że gracze zrezygnują z gry? Być może będą woleli kontynuować grę na innych platformach z zachowaniem wcześniejszego postępu. Niestety, ale wersja na „Pstryczka” wymusza na użytkownikach rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Jeśli twórcy chcą dotrzymać słowa i nie zawieść swoich fanów, to czeka ich kilka tygodni lub nawet miesięcy intensywnej pracy.

Źródło: Polygon

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Marcin Nic

Pasjonat wszelkich urządzeń mobilnych i nowinek technologicznych. Sympatyk koszykówki zza wielkiego oceanu. W wolnej chwili widz seriali i filmów o tematyce wojennej z różnych okresów historycznych.