bloatware

 

Nie przegap
Bsafer.pl – chroń i kontroluj swoje dane osobowe, zanim będzie za późno
bsafer.pl
Ochrona danych osobowych to poniekąd problem, który jeszcze nie pojawił się w świadomości zbyt wielu osób. Głośno zrobiło się o nim dopiero w momencie, gdy Unia Europejska wprowadziła RODO (Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych). Jednak głośno było tylko dlatego, że trzeba było się dostosować i miało to wydźwięk nie tak pozytywny, jak oczekiwaliby tego sami […]

Nie mogłem powiedzieć złego słowa o moim nowym telefonie, do momentu jego włączenia… Drodzy Producenci, błagam, przestańcie mnie zalewać tymi kiczowatymi aplikacjami. No naprawdę, nie potrzebuję przebierać w 2 rodzajach notatnika, nie potrzebuję abyście próbowali zgadnąć czego mi potrzeba.

 

No to zaczynamy…

 

Czy naprawdę kupując telefon nie mógłbym zdecydować jakie aplikacje będą zainstalowane? Nie jestem aż tak lewy, żeby nie być w stanie wejść do sklepu Play. Chciałbym również powiedzieć, że nie potrzebuję rozwiązań serwowanych przez np. Micosoft, Worda pobiorę sobie na komputer i nic wam do tego, co używam na telefonie. A nawet jeżeli już chcecie mi dogodzić, to proszę, pozwólcie zdecydować co z tego wszystkiego zostanie. Jednak jak widać, my po prostu nie wiemy czego nam potrzeba, stąd pojawia się opcja wyłącz. A może ja nie chcę wyłączyć, tylko odinstalować.

 

Niezbędne minimum

 

Nie łatwiej byłoby zaserwować nam listę przydatnych aplikacji? Może za dużo wymagam, ale gdzieś między kolejnymi zarabianymi milionami zapodziała się zasada: „klient nasz Pan”… Rozumiem chęć zarobku, rozumiem, że niektóre z tych rozwiązań są konkretne, ale ja oczekiwałbym na sam początek kompletu złożonego z aplikacji Google i tych, które służą do kontroli poszczególnych funkcji naszego smartfona… A tak siedzie z nerwicą i nie wiem, czy lepszy będzie Evernote, czy może zwykły notatnik. Sądzę, że lepszym pomysłem będzie jak upchanie wszystko co znajdziecie, a nuż mi się przyda, a ja nie dostanę już nerwicy tylko zawału.

 

Z czasem coraz gorzej…

 

Mam wrażenie, że z roku na rok ilość bloatware na telefonach rośnie, ciekawe, czy nie długo będzie można kupić za dodatkową opłatą wersje czystą urządzenia, bo ta zwykłą będzie wychodzić od razu z połową aplikacji dostępnych na Androida… Proszę mi tu nie mówić, że narzekam, ja po prostu uważam, że mam prawo decydować o tym co mam na swoim urządzeniu.

 

Łaskawie możesz mnie odinstalować…

 

Po pierwszym uruchomieniu mojego nowego smartfona, spędziłem 20 minut na decydowaniu co z tego, czym musieli mi zapchać od nowości pamięć nadaje się do czegokolwiek… Sprawdzałem, przeciągałem je i usuwałem, ale przyznam, że przy trzeciej pod rząd, którą mogłem tylko wyłączyć, zacząłem się zastanawiać. Czy przypadkiem producenci nie powinni zacząć obklejać pudełka z telefonem informacją: „Pamięć 32 GB, dla dobra użytkownika oraz z chęci poprawy jego doznań zainstalowana 2 GB śmieci, usunąć można połowę”. Jak będę chciał sobie poprawiać doznania, to naprawdę znam lepsze alternatywy. Przyznam, że jak dla mnie psuje to pierwsze wrażenie, to trochę tak jakby urządzenie było kierowane to dziecka, które przeklika się przez wszystko z odpowiednią dawką cierpliwości i naiwności, a może przy okazji będzie się dobrze bawić, ja widzę w tym tylko chęć zarabiania kasy, a użytkownik jak zwykle nie ma nic do gadania.

 

Dajcie mi tego co potrzeba naprawdę!

 

Nie obraziłbym się gdyby do następnego HTC serwowano sześciopak piwa, case, paczkę chusteczek, a nawet rolkę papieru toaletowego… Chcę dostać coś co jest mi naprawdę potrzebne, a nie patrzyć jak Wy drodzy producenci, szukacie kolejnych metod zwiększenia zysku, kosztem samych użytkowników. Wiem, że narzekam, ale no nic innego chyba nie pozostaje. Skoro producent chce mnie cały czas prowadzić za rękę, dobrze, ale proszę, niech robi to tak, żebym nie czuł się jak idiota, któremu można wszystko wcisnąć.

 

A jak Wy widzicie ten problem, a może nie ma go wcale?

Konrad Tomaszek