Skazani na ochłapy – jak model „out-of-box” uprzykrza nam kontakt z techniką

mm Maciej Olanicki Artykuły 2019-01-29

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że sposób, w jaki postrzegamy szeroko pojętą elektronikę użytkową, w pewnym sensie przypomina pajęczą nić. Wystarczy bowiem, że któraś z największych branżowych organizacji rzuci w nią najdrobniejszy nawet ochłap, by silnie rezonowała cała sieć. W rezultacie zarówno wśród autorów, jak i komentujących dochodzi do niebywałej koncentracji uwagi nad rzeczami całkowicie nieistotnymi. Nieprzypadkowo – to rezultat realizacji modelu out-of-box.

Sprawa ciemnego motywu

W ostatnim czasie z dużym zdumieniem obserwowałem, jak wiele uwagi poświęcono rzeczy tak – wydawałoby się – błahej, jak ciemny motyw w przeglądarce Chrome. Oczywiście chodzi nie o samego Chrome’a, ale o ciemny motyw w Androidzie w ogóle i ewentualne korzyści dla użytkowników smartfonów z wyświetlaczami OLED. Wszystkie długofalowe konsekwencje są jasne. Mimo to wydawać mogłoby się, że sprawa tak niezłożona technicznie, jak drobna modyfikacja interfejsu, nie wzbudzi niczyjego zainteresowania. A jednak.

Chrome Web StoreDużo emocji wzbudziły też newsy o ciemnym motywie w pulpitowym Chromie, choć taka skórka od dawna jest dostępna w Chrome Web Store.

To właśnie aspektowi technicznemu chciałbym poświęcić najwięcej uwagi i spróbować odpowiedzieć na pytanie – dlaczego ktokolwiek ma ochotę czytać o nieszczęsnym motywie w Chrome? Niewykluczone, że jest to konsekwencją wielu lat odwracania się trendu, w którym użytkownik współtworzy swoje urządzenie – czy to na poziomie sprzętowym, czy poprzez programowanie, jeśli mamy do czynienia z maszyną liczącą, czy choćby przez wprowadzenie własnej konfiguracji.

XX wiek, czyli kiedyś to było…

Każdy kto miał do czynienia z XX-wieczną elektroniką użytkową zapakowaną w oryginalne pudełko, zapewne wie, że wówczas do najbardziej prymitywnego nawet urządzenia, na przykład miksera kuchennego, dodawana była gruba instrukcja obsługi. Niemniej była to instrukcja obsługi pojmowana na sposób dwudziestowieczny – zawierała przepiękne rysunki techniczne, elegancką typografię, ale – co ważniejsze – wyjaśniała, jak działa dane urządzenie. Przy odrobinie chęci można było nie tylko dowiedzieć się czegoś ciekawego, ale także nauczyć się dokonywać drobnych napraw.

Ten aspekt korzystania z osiągnięć techniki z całą pewnością się zmienił. Przekonałem się o tym, nabywając w ostatnim czasie mikrofon pojemnościowy. Wraz z nim otrzymałem zwitek błyszczącego papieru, na którym widoczny był rysunek mikrofonu, rysunek kojarzący się z wejściem liniowym oraz strzałka łącząca dwa obiekty. Na odwrocie umieszczono zrzut ekranu z miksera systemowego Windowsa 10 z kolejną strzałką – tym razem sugerowała, w którą stronę przesunąć suwak regulujący głośność.

Out-of-box czy out-of-the-box?

Nie mogę się pozbyć wrażenia, że te dwa sposoby pojmowania interakcji, w jakie wchodzimy z techniką, nie są dziełem przypadku. Mamy tu wręcz do czynienia z globalną, ogólnobranżową tendencją, którą zbiorczo można nazwać out-of-box experience. Wszystko, co wpada w nasze ręce, ma być kompletne, gotowe do działania, możliwie jak najlepiej zabezpieczona przed ingerencją użytkownika, który najlepiej, żeby w ogóle się nie interesował sposobem, w jaki urządzenie działa.

W ramach konwencji out-of-box experience producent i użytkownik dogadują się, że nowy smartfon czy laptop czy mikser kuchenny to czarna magiczna skrzynka, która po prostu wypełnia stawiane przed nią żądania. I nie ma tu już miejsca na dowiadywanie się o sposobie działania, samodzielnych naprawach czy własnej konfiguracji. Jest to niepożądane lub wręcz zakazane – grozi utratą gwarancji. I to chyba właśnie to podejście, swoista konsumpcyjna pasywność sprawia, że jesteśmy zmuszeni uznawać, że ciemny motyw w Chrome to coś ważnego.

Skazani na ochłapy

Model out-of-box experience jest bowiem realizowany także w kwestii oprogramowania, również mobilnego. W czasach, gdy nikt już tak naprawdę nie wie, jak od początku do końca działa najpopularniejszy pulpitowy system operacyjny świata, na rękę producentom jest kazać nam patrzeć, ale nie dotykać. Zwróćmy uwagę, że wiele aplikacji np. Google, które już dziś realizuje założenia Material Design (np. bardzo udane Wiadomości) w ogóle nie oferują już jakichkolwiek ustawień.

Fort TFord T dostępny był w każdym kolorze. Pod warunkiem, że był to kolor czarny. Fot. ModelTMitch na licencji CC BY-SA 4.0.

Znów pozwolę sobie na odrobinę sentymentu – nie tak dawno (przed wprowadzeniem skórek Personas) użytkownicy Firefoksa prześcigali się w tworzeniu własnych motywów (tzw. kompletne motywy, ang. heavyweight themes). Pozwalały one modyfikować kształty elementów interfejsu, ich wielkość, podmieniać ikony… Słowem – czynić z przeglądarką, czego dusza zapragnie. Wystarczyło znać odrobinę CSS-a, czyli tak naprawdę angielskiego. Później ograniczono te możliwości – stosować można było wyłącznie własne grafiki w tłach.

Krok po kroku pozbawialiśmy się władzy nad oprogramowaniem i urządzeniami, z których korzystamy. Im mniej było jej w naszych rękach, tym więcej było jej w rękach producentów. W ten sposób od samodzielnego stylowania całych interfejsów doszliśmy do momentu, w którym producent zdecyduje się rzucić nam najdrobniejszy ochłap – np. ciemny motyw w przeglądarce. Jak mawiał Henry Ford o słynnym Modelu T., „możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”.





x