ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii
Zielona Mila film stephen king

Najlepsze adaptacje książek Stephena Kinga

Autor: Przemysław Dobrzyński Kategoria: Filmy

Twórczość Stephena Kinga cieszy się od niemal 50 lat niesłabnącą popularnością. Nie dziwi więc, że tak często można oglądać ją w wersjach filmowych bądź serialowych. Poniżej znajdziecie najlepsze adaptacje książek Stephena Kinga.

Stephen King – niemal 50 lat niezwykłej bibliografii

lsnienie film jack nicholson

Biblioteka książek Stephena Kinga zawiera, na ten moment, aż 64 powieści i ponad 200 opowiadań. To jeden z najbardziej płodnych autorów, który niedługo po zyskaniu popularności swoją pierwszą powieścią „Carrie”, został jeszcze bardziej rozsławiony przez filmowe adaptacje swoich dzieł. Powieść „Carrie” miała swoją premierę w 1974 roku i praktycznie od tamtego czasu King nie przestał pisać, a jego popularność jak nie rośnie z roku na rok, to przynajmniej utrzymuje się ciągle na tym samym poziomie. Co można uznać za fenomen. Niemała ilość jego dzieł doczekała się wersji albo filmowej albo serialowej. Z takiego ogromu treści niełatwo jest wybrać te najbardziej udane, tym bardziej, że sporo z nich jest zwyczajnie słaba. Także zapraszam do małego zestawienia poniżej, gdzie znajdziecie najlepsze adaptacje książek Stephena Kinga.

Skazani na Shawshank

„Skazani na Shawshank” to prawdopodobnie jeden z najbardziej przecenianych filmów obecnych czasów. Jest to oczywiście dzieło bardzo dobre, ze świetnym scenariuszem i niezapomnianymi rolami Tima Robbinsa i Morgana Freemana, jednak wielu uznaje go za najlepszy film w historii kina, a niestety, przynajmniej w mojej opinii, daleko mu do tego. Podobnie jak chociażby „Zielona mila”, „Skazani…” (oba oparte na opowiadaniach Kinga) bazują na emocjach oraz klasycznych schematach scenariuszowych, które po prostu zostały w tym przypadku doprowadzone do perfekcji. Mamy tu więc jasny konflikt, oczywisty cel oraz bohaterów, którzy mimo zniewolenia nie przestają wierzyć w sprawiedliwość. Ta niemal dziecinna naiwność zaszyta w filmie dla dorosłego widza z pewnością potrafi uwodzić, gdyż jest znakomicie przedstawiona i genialnie wyczuwa potrzebę dojrzałego widza, który mimo dorosłości ciągle chce być karmiony bajkami ku pokrzepieniu serc. Film ten znajduje się na mojej liście najlepszych adaptacji powieści Stephena Kinga, także nie uznaję go za złe dzieło, natomiast z pewnością jest to rzecz nad wyraz przeceniana.

Gra Geralda

Jedyny film na tej liście, który nie jest produkcją kinową, a telewizyjną. Konkretnie rzecz biorąc „Gra Geralda” powstała dla serwisu Netflix. Materiał źródłowy nie był zbyt dobry, ale sam punkt wyjścia intrygujący, także dla filmowców, więc nie dziwię się, że przeniesiono „Grę Geralda” na medium X muzy. I pod wieloma względami się udało. Nie jest to może arcydzieło, ale twórcom udało się w przekonujący sposób stworzyć atmosferę napięcia i dynamiki pomimo faktu, że akcja w dużej mierze rozgrywa się w łóżku, do którego przypięta jest główna bohaterka (świetnie grana przez Carlę Gugino). Film uwielbia dynamikę i ruch, więc zawsze ciekawym jest dla mnie oglądanie tego, jak sprawnie czasem filmowcy potrafią stworzyć wrażenie tego ruchu w sytuacji, w której jest go brak albo jest znacznie ograniczony.

Carrie

Tak jak od tej książki rozpoczęła się pisarska kariera Stephena Kinga, tak i „Carrie” w wersji filmowej rozpoczął serię filmów na podstawie powieści autora. „Carrie” to z pewnością punkt zwrotny w historii horrorów. To z jednej strony ciekawe wykorzystanie wątków paranormalnych w filmowym straszaku, a z drugiej psychologiczny dramat o dziewczynie, która jest prześladowana przez rówieśników, a nawet jej matka uważa ją za wcielenie Diabła. To film o przemocy psychicznej, buzującej w nas frustracji, tyleż samo aktualny w 1976 roku co w 2022.

Lśnienie

Ten film (podobnie jak główna rola Jacka Nicholsona) obrósł niejedną legendą. Tym bardziej, że doczekał się wielu interpretacji. Spotykają się w nim wątki zarówno odnoszące się do klątwy rdzennych Amerykanów, przemocy domowej, choroby psychicznej, artystycznej frustracji pisarza jak i klasycznego nawiedzonego domu (w tym wypadku hotelu). Nie zabrakło też teorii spiskowych dotyczących np. rzekomego nakręcenia przez Kubricka lądowania na Księżycu, które fani wynaleźli między kadrami. Niewiele znam horrorów, które miałoby tak wiele kultowych scen (morze krwi, pierwsze spotkanie z bliźniaczkami, finałowe sekwencje z Jackiem Nicholsonem i siekierą). Po dziś dzień „Lśnienie” to jeden z najlepiej sfilmowanych i wyreżyserowanych (w końcu to Stanley Kubrick) horrorów w historii. Aczkolwiek sam autor, czyli Stephen King, nie jest jego fanem.

Przeczytaj także: Najlepsze horrory, których prawdopodobnie nie znacie

Stań przy mnie

To był jeden z pierwszych filmów, który pokazał widzom, że Stephen King jest nie tylko królem horrorów. Choć oczywiście „Stań przy mnie” potrafi trzymać w napięciu, to jest to raczej dramat o dorastaniu. I to fantastyczny. Mieszający nostalgię z dramaturgią, przygodę z tajemnicą. W dużej mierze zasługa w tym reżysera, Roba Reinera oraz kapitalnej obsady, z Riverem Phoenixem i Willem Wheatonem na czele.

To

Po latach mniej bądź bardziej udanych adaptacji powieści Stephena Kinga w końcu przyszła pora na tą, na którą fani czekali najbardziej (nie licząc oczywiście wersji telewizyjnej z początku lat 90.). Chociaż „To” jest tak naprawdę bardziej brutalną wersją opowiadania „Stań przy mnie”, które powstało kilka lat wcześniej (King jak widać lubi recyklingować swoje własne pomysły dodając do nich trochę nowych elementów), książka, jak i jej filmowa adaptacja potrafią angażować emocjonalnie i trzymać widza w ciągłym napięciu. Zwracam jedynie uwagę na to, by niekoniecznie sięgać po drugą cześć filmowego „To” – to o wiele gorsza produkcja.

Misery

„Misery” to w pewnym sensie rewers „Lśnienia”. W „Lśnieniu” główny bohater był pisarzem, którego zżera frustracja, gdyż nie może napisać powieści, a w „Misery” mamy pisarza, który swoje dzieło napisał, ale ma go dość i próbuje się od niego oddalić. Ale to dzieło nie daje mu odejść i cały czas go nawiedza. W tym pod postacią niestabilnej emocjonalnie fanki o imieniu Annie, która zaczyna przetrzymywać i torturować pisarza wbrew jego woli. Jest to więc powieść i film o chorobie psychicznej, toksycznym fandomie (pod tym względem to rzecz prorocza), ale i o tym, co samotność oraz odosobnienie potrafi zrobić z człowiekiem. To też swoista metafora męki pisarza/autora podczas procesu twórczego. Podobnie zresztą jak „Lśnienie”. Po raz kolejny świetnie powieść Kinga zaadaptował Rob Reiner, a wcielająca się w Annie Kathy Bates zagrała tu swoją rolę życia.

Przeczytaj także: Podpalaczka – czy nowy horror na podstawie Kinga rozpali wasze emocje?

Zielona mila

Mam dość ambiwalentny stosunek do tego filmu. Zbudowany jest on na wielu banalnych i przewidywalnych schematach, które działają głównie dzięki temu, że widz zostaje bardzo umiejętnie zaangażowany emocjonalnie w tę opowieść. I rzeczywiście, gdy już się zacznie oglądać i wsiąknie w tę w historię, to trudno by film ten nie zrobił na kimkolwiek żadnego wrażenia. Elementy „magiczne” nadają całości wymiaru baśniowej (acz mrocznej) alegorii o niemal biblijnych proporcjach. Do tego genialne role Toma Hanksa, Michaela Clarke Duncana czy Michaela Jetera sprawiają, że „Zielona mila” jest dziełem, któremu trudno się oprzeć.

Sprawdź najnowsze wpisy