Serial The Bear dostępny na Disney+

The Bear to serial, który was zmęczy, zachwyci i sprawi, że pójdziecie od razu do kuchni

6 minut czytania
Komentarze

Serial The Bear, który można obejrzeć na Disney+, to krótki, ponieważ zaledwie 8-odcinkowy twór, ale zapewniam, że po jego obejrzeniu poczujecie się, jakbyście spędzili w kuchni dwa tygodnie. To intensywne i nie boję się tego słowa, wyjątkowe przeżycie na wielu poziomach. Zasiadając do oglądania produkcji od FX nie obiecywałem sobie zbyt dużo, bo choć serial zbierał świetne recenzje, to sam pomysł na fabułę wydawał mi się wtórny. I cieszę się, że nie odpuściłem seansu, bo miałbym czego żałować. The Bear to bowiem jeden z najlepszych seriali jakie widziałem w tym roku.

The Bear – o czym opowiada serial dostępny na Disney+?

Plakat The Bear serialu na Disney+

Disney+ dzięki zakładce Star oferuje znacznie więcej interesujących treści, niż tylko produkcje Marvela czy Star Wars. Wiadomo, że spora część subskrybentów platformy skupi się tylko na najgłośniejszych tytułach dostępnych w ofercie serwisu, ale warto czasem poszukać trochę głębiej, ponieważ można trafić na prawdziwe perełki. I taką perełką jest właśnie serial The Bear, który na platformie pojawił się w październiku. Zresztą na Disney+ znajdziemy też kilka innych seriali, które warto mieć na uwadze, jak chociażby Pam i Tommy. Jednak The Bear to przykład produkcji, która albo nas złapie od pierwszych scen, albo odrzuci. Ja dałem się złapać i nie żałuję.

Zanim przejdę do tego, dlaczego tak zachwalam ten serial, pozwolę napisać kilka słów o fabule. I uwierzcie, że jej streszczenie nie oddaje tego, co czuje się podczas samego oglądania. Tutaj wszystko zaczyna się dość klasycznie i zresztą przez większość opowieści takim pozostaje. Mamy bowiem utalentowanego kucharza Carmena Berzatto (Jeremy Allen White), który przybywa do Chicago, by zająć się restauracją swojego zmarłego brata. Jest o tyle ciekawie, że knajpa, nad którą przejmuje rządy Carmen, jest dość… specyficzna. Przynajmniej biorąc pod uwagę to, gdzie wcześniej pracował kucharz, który zdobywał doświadczenie w najlepszych restauracjach na świecie. Miejsce, gdzie teraz wylądował, jest zwyczajną knajpą z kanapkami, która może i ma swoich stałych bywalców, ale tuż pod drzwiami stoją lokalni bandyci, a i sama załoga daleka jest od ideału.

Carmen będzie musiał zyskać zaufanie zespołu, który przyzwyczajony jest do zupełnie innego rodzaju pracy oraz typu zwierzchnictwa. Mamy np. Richiego (Ebon Moss-Bachrach), który z początku wydaje się typowym wkurzającym kolesiem, który chce być w centrum uwagi i nic więcej nie wnosi. Jest też nowa w ekipie Sydney (Ayo Edebiri), która napędzana jest ambicją czy przekorna Tina (Liza Colon-Zayas) oraz perfekcjonista Marcus (Lionel Boyce). Można więc powiedzieć, że serial The Bear to klasyczna opowieść o tym, jak pokonywane są trudności w drodze do celu i jak ważna jest współpraca. Można, ale to byłoby zbyt duże uproszczenie.

The Bear pokazuje, że praca w kuchni to koszmar

Jeremy Allen White w serialu The Bear dostępnym na Disney+

Pierwszy odcinek serialu to jeden wielki chaos. Widać to zarówno na twarzach aktorów, jak i w samej pracy kamery, która co chwila gdzieś przeskakuje lub drży. Ludzie w kuchni na siebie wpadają, nikt zdaje się nie podążać za wizją Carmena, a do tego dochodzą kłopoty z rzeczami, którymi kucharz nie powinien się teoretycznie zajmować. Widz przez to wszystko odczuwa ciągłe napięcie, które na dodatek potęgowane jest świetną muzyką. Czuje się pod skórą, że coś musi się nie udać i że zaraz pojawi się jakiś wielki problem. Oczywiście nie będę mówił, jak kończy się ten odcinek, ale wystarczyło dosłownie pięć minut, a wiedziałem, że The Bear pochłonę przy jednym posiedzeniu. I tak też się stało.

Osiem odcinków, a każdy po jakieś 30 minut to łącznie około 4 godziny, gdzie poznajemy nie tylko motywację Carmena, ale także i historię jego rodziny, by w końcu przejść też do innych bohaterów. Twórcy dobrze rozkładają tutaj akcenty i pokazują, że wiedzą jak prowadzić fabułę. I choć w serialu znajdziemy kilka naprawdę udanych scen komediowych (piknik to mistrzostwo), to finalnie The Bear jest bardzo poważną opowieścią o radzeniu sobie ze stratą. Twórcy poruszają tutaj bardzo ważne tematy, które z początku mogą widzowi nie pasować do luźnego klimatu, ale pod sam koniec wszystko pięknie się ze sobą łączy i pokazuje, że dokładnie tak miało być.

Siłą tego serialu jest też to, że przedstawia wyjątkowo realnie to, jak wygląda praca w profesjonalnej kuchni. Jest taka scena, gdzie mamy zaledwie parę ujęć z przeszłości Carmena, ale pokazują one, jak wiele pracy i poświęcenia wymagane jest od kucharzy w miejscach uchodzących za te najlepsze na świecie. Zresztą w knajpie, która serwuje kanapki, wcale nie wygląda to aż tak inaczej. Można też odnieść wrażenie, że The Bear jest serialem, który próbuje zdefiniować nie tyle ludzi pracujących w knajpie, co całe miasto, gdzie ta się znajduje. Chicago nie jest tutaj romantyzowane, a brudne i dołujące, choć niepozbawione także nadziei. Jestem naprawdę pozytywnie zaskoczony tym, na jak wielu poziomach The Bear działa.

Serial The Bear na Disney+ – czy warto obejrzeć?

The Bear to serial, który zdecydowanie warto zobaczyć. Nie tylko ze względu na ciekawą fabułę i dobrze rozpisane postaci, ale także ze względu na aktorstwo. Jeremy Allen White (znany z Shameless) pokazuje, że jest aktorem wręcz stworzonym do ról dramatycznych. Do tego dochodzi też to, że w The Bear często eksperymentuje się z samą formą. Jeden z odcinków został zrealizowany praktycznie w całości jako mastershot. Mowa więc o jednym, bardzo długim ujęciu i bez żadnych cięć. Biorąc pod uwagę to, co w tym odcinku się działo, twórcom należą się nie tyle brawa, co owacja na stojąco. Wiadomo już, że The Bear doczeka się kolejnego sezonu, choć osobiście uważam, że wystarczyłby ten jeden. Mam nadzieję, że poziom zostanie jednak utrzymany, bo szkoda byłoby, gdyby tak doskonałe otwarcie następnie zaprzepaścić. Jeżeli więc jeszcze nie widzieliście The Bear, to tym prędzej nadróbcie. I jeszcze taka mała porada – lepiej oglądać serial będąc najedzonym, bo inaczej co chwila będziecie pędzić do kuchni, a ślinka będzie wam lecieć ciurkiem po brodzie. Po seansie zapewne też zapragniecie coś ugotować i wcale się nie dziwię. Ja tak właśnie zrobiłem.