Pandemia sprawiła, że wiele elementów naszego życia przeniosło się do sfery cyfrowej. Dotyczy to nawet sportu i nie chodzi mi tu o e-sport i granie w gry, a bardziej tradycyjne dyscypliny. Nawet kolarstwo wyczynowe przeniosło się do sieci. To jednak dało nowe pole do popisu tym zawodnikom, którzy nie zasługują na tytuł sportowców. Przekonała się o tym platforma Zwift, która odpowiada za organizację cyfrowych zawodów dla kolarzy i biegaczy.

Oszustwo na kolarskich zawodach online

Zwift jest platformą online, która pozwala rowerzystom lub biegaczom, którzy utknęli w domu, konkurować z innymi. Nie trzeba kupować specjalnego roweru statycznego od firmy, aby wziąć udział w zawodach. Zamiast tego wystarczy zwykły rower po lekkich modyfikacjach. Użytkownicy wymieniają tylko tylne koło na inteligentny trenażer, który może zmieniać opór na podstawie wirtualnej drogi. Dzięki temu jazda wygląda niemal tak, jak w prawdziwym życiu. Urządzenia te mierzą również dane dotyczące mocy, które są przesyłane do Zwift. Kolarstwo online to jednak nie tylko zwykłe zawody dla pasjonatów. W grę wchodzą również nagrody pieniężne i prestiż. W przypadku pierwszych mistrzostw zorganizowanych przez Zwift mowa tu o nagrodzie głównej w wysokości 8 tysięcy Euro. Przekłada się to na około 60% przeciętnego rocznego wynagrodzenia w Polsce w 2019 roku. Dlatego też jak najbardziej jest o co walczyć. Niestety, dlatego też jest to spora zachęta dla oszustów.

Zobacz też: Plus ogłasza wielką wyprzedaż smartfonów – na liście 53 przecenione modele

Po rozpoczęciu drugiego sezonu ligi wyścigowej w zeszłym miesiącu Zwift ogłosił sześciomiesięczne zakazy dla dwóch czołowych kolarzy. Otóż uczestnicy muszą przedstawić dwa źródła danych, gdy biorą udział w konkurencyjnych wyścigach. W przypadku zbanowanych dane te nie zgadzały się ze sobą. Moc jednego zawodnika wzrosła o dziewięć procent podczas całego wydarzenia, podczas gdy u drugiego zawodnika wzrost wyniósł 32 procent. Zawodnik z większym wzrostem przyznał się do edycji danych dotyczących mocy przed przesłaniem ich do Zwift, po tym jak początkowo zaprzeczył oskarżeniom. Zbanowany kolarz z dziewięcioprocentowym wzrostem twierdzi, że rozbieżność wynika z problemu z oprogramowaniem, który zmusił jego zespół do przesłania danych za pośrednictwem niestandardowej platformy. Swoją drogą, ciekawe ilu zawodników poszło inną drogą i wbudowało w ramę roweru silnik elektryczny? Biorąc pod uwagę, że masa roweru przestała mieć tu znaczenie, a zasilanie można doprowadzać z zewnątrz, to takie oszustwo wydaje się wręcz banalnie proste w realizacji przez zdolnego majsterkowicza.

Źródło: TechSpot

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Paweł Maretycz

Sceptyczny fan nowych technologii. Uwielbia małe urządzenia, nawet jego komputer to mini ITX.