maestro recenzja filmu netflix 2023 bradley cooper
LINKI AFILIACYJNE

Maestro – recenzja. Bradley Cooper i Carey Mulligan zachwycają w nowym filmie Netflixa

5 minut czytania
Komentarze

Drugi po „Narodzinach gwiazdy” film wyreżyserowany przez Bradleya Coopera potwierdza, że mamy do czynienia z kolejnym już przykładem znanego aktora, który staje się świetnym reżyserem. Czy jednak „Maestro” (wyprodukowany przez Martina Scorsese i Stevena Spielberga) to w pełni udany film? I czy taki, który zasługuje na to, by znaleźć się w rankingu najlepszych filmów na Natflix?

Maestro – opis fabuły filmu

Maestro film bradley cooper netflix
Fot. Materiały prasowe/Netflix

„Maestro” opowiada o życiu Leonarda Bernsteina (Bradley Cooper), jednego z najsłynniejszych kompozytorów i dyrygentów XX wieku, który stworzył muzykę m.in. do takich filmów jak „West Side Story” czy „Na nabrzeżach”. Film skupia się na kluczowych momentach, ukazując triumfy Bernsteina jako dyrygenta i rzucając światło na jego skomplikowane małżeństwo z Felicią (Carey Mulligan). „Maestro” stara się uchwycić wzloty i upadki ich intensywnego związku, naznaczonego romansami pozamałżeńskimi i problemami zdrowotnymi.

Maestro – aktorska i reżyserska uczta

maestro netflix film recenzja
Fot. Materiały prasowe/Netflix

Zacznijmy od pozytywów. „Maestro” to bez wątpienia aktorski i reżyserski (pod względem formalnym) sukces Bradleya Coopera. Cooper jako Leonard Bernstein jest momentami nie do poznania (jego charakteryzacja postarzająca, w której występuje w niektórych częściach filmu, jest absolutnie najlepsza jaką dotąd wyprodukowało Hollywood). Do tego naprawdę przypomina Bernsteina. Ale to nie wszystko, bo Cooper także gra go kapitalnie, z pasją, werwą, ale i inteligencją emocjonalną. Fantastyczna jest też Carey Mulligan wcielająca się w jego żonę Felicię.

Reżysersko Cooper również potrafi zachwycić interesującymi wyborami kadrów, prowadzeniem aktorów na pierwszym i drugim planie. Chwilami trochę szarżuje i wyraźnie celuje w to, by stworzyć wizualne arcydzieło, co mu się póki co nie udało, ale trudno powiedzieć, że „Maestro” to kiepsko wyreżyserowany film. Są w nim zarówno sekwencje niezwykle ciekawe, porywające i artystycznie spełnione, ale i takie, które krzyczą swoją pretensjonalnością. Po prostu brakuje mu jeszcze trochę szlifów i doświadczenia (to w końcu dopiero jego drugi film na stołku reżyserskim). Także jeszcze trochę pracy i nauki przed nim, zarówno jeśli chodzi o warstwę formalną, ale przede wszystkim w kwestii warstwy fabularnej. Mój główny problem z filmem „Maestro” jest taki, że jest on kolejną sztampową, pod kątem scenariusza, biografią znanego twórcy, która zamiast na twórczości danego artysty skupia się na jego życiu osobistym. Czy podchodząc do oglądania „Maestro” chciałem obejrzeć historię muzyka i tego, jak wyglądał proces tworzenia jego największych dzieł oraz co go ukształtowało, czy może bardziej interesowało mnie to, jakie relacje miał z żoną, dziećmi oraz to, jak bardzo jego żona się dla niego poświęciła, jak bardzo kochała i jak bardzo go wspierała?

Przeczytaj także: Netflix ma potężne plany. W drodze spin-offy Peaky Blinders, Stranger Things, Wednesday i wiele więcej.

Oglądając film o Leonardzie Bernsteinie, jednym z najwybitniejszych kompozytorów XX wieku, chciałem dostać film o Bernsteinie, a nie jego życiu osobistym i w dużej mierze o jego żonie, z całym szacunkiem. Ale taką opcję wybrał Cooper. Gdyby zrobił swój własny film, luźno oparty na biografii Bernsteina, ale opowiadający swoją własną historię to wtedy mógłby się skupić na stworzeniu dramatu obyczajowego i labiryntach uczuciowych małżeństwa z połowy XX wieku. Ale nie wybrał takiej opcji. Co więcej scenariusz „Maestro” jest na dobrą sprawę bardzo płytki i pełen banałów, aczkolwiek są one podane w wyrafinowany sposób i przykryte pod warstwą ogromnej ilości dialogów. Już dawno nie widziałem tak przegadanego filmu, który niósłby jednocześnie tak mało treści w porównaniu do ilości wypowiadanych słów.

Maestro – ocena filmu

maestro bradley cooper film netflix 2023
Fot. Materiały prasowe/Netflix

Reżyserskie wybory Bradleya Coopera nadają filmowi stylistycznego charakteru, z dynamicznymi ruchami kamery i przejściem między scenami kolorowymi i czarno-białymi. Początkowe momenty, w tym uderzające ujęcie triumfu Bernsteina w Carnegie Hall, nadawały ton reszcie filmu. Podczas gdy „Maestro” jest projektem pasjonującym Bradleya Coopera, ci, którzy oczekują obszernej retrospektywy kariery Bernsteina, mogą zaznać niedosytu. Zamiast tego film oferuje najważniejsze momenty, skupiające się przede wszystkim na zawiłościach życia osobistego Bernsteina, zwłaszcza na jego relacjach z Felicią i ich dziećmi. Całość okraszona jest muzyką skomponowaną przez Bernsteina, która jednak nie zawsze pasuje do oglądanych scen.

Przeczytaj także: Nosferatu w drodze na wielki ekran. Willem Dafoe prezentuje się przerażająco w nowej roli.

Ogólnie nie jest to film zły, warto go zobaczyć, choćby tylko dla kreacji aktorskich, które z pewnością powalczą o Oscary i inne tego typu nagrody. Wizualnie też, oczywiście uwzględniając parę uwag, o których pisałem wyżej, „Maestro” jest dziełem wartym uwagi. A fabularnie? Cóż, jeśli nie interesuje was biografia Bernsteina, tylko chcecie obejrzeć dramat o skomplikowanej relacji uczuciowej dwojga ludzi to wtedy może będziecie mniej rozczarowani niż ja. Miało być wielkie dzieło, wyszło co najwyżej niezłe.

Ogólna ocena

6/10

Zdjęcie otwierające: Netflix materiały prasowe

Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.