Czy tego chcecie, czy nie – Assassin’s Creed wraca do korzeni!
Wspomniane przed chwilą unikanie walki zastąpiono podpuszczaniem do walki przeciwko całym hordom przeciwników, a bractwo Asasynów odeszło w cień, co najlepiej uwidocznił Black Flag. Oczywiście w zamian otrzymaliśmy potężne gry RPG, które wciągały nas na dziesiątki, a nawet setki godzin. Niemniej w całym tym przepychu zabrakło „duszy” serii Assassin’s Creed. Nie zrozumcie mnie źle – sam świetnie bawiłem się przy Origins, Odyssey czy Valhalli, jednak chyba wszyscy zgodzimy się ze stwierdzeniem, że były to gry przypominające trylogię Ezio tylko i wyłącznie z nazwy.
Co ciekawe okazuje się, że takich nostalgicznych graczy jak ja jest znacznie więcej, a Ubisoft nie udawał głuchego i ślepego na nasze prośby. Efektem tego jest Assassin’s Creed Mirage, czyli „mniejszy” tytuł, który skupia się na podstawowych założeniach serii i stanowi duchowy powrót do jej korzeni. W ramach fabuły przenosimy się do Bagdadu z IX wieku, a głównym motywem rozgrywki jest… unikanie walki, działanie w cieniu, skrytobójstwa oraz strategiczne planowanie akcji!
W Assassin’s Creed Mirage wcielasz się w Basima, sprytnego złodziejaszka nękanego koszmarnymi wizjami i poszukującego odpowiedzi oraz sprawiedliwości.
Opis gry
Dołącz do starożytnej organizacji i zrozum zasady nowego kreda, które odmieni los Basima w sposób, jakiego nie byłby sobie nawet w stanie wyobrazić.
Trochę klasyki i trochę nowości
Co kryje się pod takim stwierdzeniem? Cóż, przede wszystkim ze względu na promowanie działania w cieniu ponownie możemy wtapiać się w tłum, siadać na ławkach, chować się w szafach oraz wynajmować ludzi do odwracania uwagi. Oczywiście czasami wejście w otwarty konflikt jest nieuniknione, jednak przez większość misji to właśnie cierpliwe i strategiczne posuwanie się pomiędzy krzakami czy stogami siana staje się koniecznością. W związku z tym na drzewku umiejętności, które podzielono na trzy segmenty, znajdziemy całkiem dużo ułatwień, pomagających graczom w sprawniejszym „unikaniu walki”.
Co, jednak jeśli spór jest nieunikniony? Cóż, tutaj Mirage nie odkrywa Ameryki na nowo – lekkie i mocne uderzenia, parowanie ciosów i odskakiwanie przed atakiem przeciwnika. W zasadzie cały system walki można streścić w takim opisie. Naturalnie gracze kochający bójki mogą pokombinować z drzewkiem umiejętności i odblokowywać kolejne skille, jednak czuć, że twórcom chodziło o to, aby z tej rozgrywki wyciągnąć inne wrażenia.
Niestety segmentem, który całkowicie zaniedbano, jest parkour, ponieważ klasycznie jak na serię Assassin’s Creed przystało – nie zmienia się w nim nic. Ubisoft konsekwentnie od kilku gier używa tych samych animacji, jednak w tym przypadku twórcom należy oddać to, że przystosowali Bagdad do jak najczęstszego poruszania się dachami i murami. Z niemalże każdej większej konstrukcji wystają różnego rodzaju pale, lampy czy gzymsy, dzięki którym pokonanie całego „Kolistego miasta” w tak efektowny sposób wydaje się dosyć płynne i naturalne, co w przypadku członka Bractwa jest bardzo pożądane.
Niestety spędzając dłuższe sesje z Assassin’s Creed Mirage dosyć łatwo natknąć się na powtarzalne schematy w misjach. Za przykład może tu posłużyć, chociażby wykradnięcie jakiegoś ważnego dokumentu ze strzeżonej placówki. Wówczas na pewno najpierw trzeba będzie ominąć strażników, a następnie zdobyć klucze, które przetrzymuje szef szefów. Tutaj w grę wchodzi, albo skrytobójstwo, albo kradzież kieszonkowa. Co ciekawe w tym drugim przypadku wchodzimy w zręcznościową gierkę, która jest fajnym urozmaiceniem do tak prostej czynności.
Cóż, w Assassin’s Creed Mirage czuć, że twórcy faktycznie chcieli cofnąć się do pierwszych odsłon serii. Zapożyczenie z nich kilku klasycznych schematów na pewno jest ciekawym rozwiązaniem, jednak na równie duże brawa zasługują „małe nowości”. Mowa tu między innymi o możliwości… głaskania kota! Co ważne nie jest to nasza jedyna interakcja ze zwierzęciem, ponieważ grając w Mirage, praktycznie nie można się rozstać z naszym orłem, który patroluje okolicę z góry. Dodatkowo bardzo ważnym elementem gry jest wzrok orła, pozwalający nam dostrzegać przeciwników przez ściany oraz dostrzegać ukryte przedmioty.
Grafika, jaka jest każdy widzi
Nie da się ukryć, że bardzo ważnym elementem każdej gry z serii Assassin’s Creed jest oprawa audiowizualna. Ostatnie produkcje sygnowane tym logo przyzwyczaiły nas do zapierających dech w piersiach widoków, które śmiało mogłyby znaleźć się na niejednej pocztówce. Jak sprawa ma się z Mirage? Cóż, pomimo tego, że jest to mniejszy tytuł (będę to podkreślać) nie można zarzucić deweloperom cięcia kosztów. Grafika zdecydowanie spisuje się na piątkę z plusem, a Bagdad przepełnia kolorowe, jednak nieco zakurzone życie.
Mirage nie traci na wyjątkowości, nawet gdy opuścimy miasto, ponieważ pustkowia pomimo dosyć okrojonych możliwości również prezentują żywo i realistycznie. Tymczasem nasz główny bohater, który jest chyba bratem bliźniakiem Sandro Tonaliego najlepiej wypada w „filmowych cutscenkach”, które swoją drogą wykonano z ogromną pompą. Mowa tu o kilku konkretnych sekwencjach, które na ekranie wyglądają raczej jak sceny z filmu, akcji aniżeli gra wideo. Duża w tym zasługa kinowego montażu oraz czarnych pasków nadających całości wyjątkowego klimatu.
Co ważne, słowo „klimat” może okazać się kluczem w tej recenzji, ponieważ wylewa się on z każdego zakamarka gry – począwszy od rozgrywki, a skończywszy na tętniącym życiem Bagdadzie. Mitycznego klimatu zabawie dodaje także udźwiękowienie – krzyki na barzarze, dyszenie bohatera w trakcie sprintu, odgłosy zwierząt czy też świst broni w trakcie walki i agonalne jęki przeciwników – wszystko to sprawia, że wczucie się w świat przedstawiony jest wyjątkowo proste.
Klimat, klimat i jeszcze raz klimat
Skoro juz przy klimacie jesteśmy warto zaznaczyć, kto odczuje się w nim bardzo dobrze. Chyba nie zaskoczę nikogo, jeśli napiszę, że w Mirage zakochają się wszyscy wierni fani pierwszego Assassin’s Creed. W zasadzie momentami możemy się poczuć, jakbyśmy grali w remake pierwszej gry z serii. Wpływ na to mają także detele pokroju możliwości farbowania ubrań czy też zbierania różnego rodzaju historycznych „znajdziek”. Co ciekawe eksploracja mapy jest niezwykle przyjmena, ponieważ praktycznie co krok możemy natknąć się na różnego rodzaju relane miejsca oraz wydarzenia. Wówczas w dzienniku pojawiają się obszerne wpisy, z których można dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Cóż, jak to mawia klasyk „bawiąc uczy, ucząc bawi”!
Aby jednak nie było tak kolrowo należy zaznaczyć, że pomimo tego, iż Mirage jest mniejszą produkcją – świat jest aż za mały! W teorii na mapie prezentuje się on całkiem pokaźnie, jednak w praktyce pokonanie go z północy na południe wcale nie jest czasochłonnym zadaniem. Być może dzięki gęstej zabudowie Bagdadu nie jest to takie odczuwalne w mieście, jednak pustkowia wokół dzisiejszej stolicy Iraku są wręcz przytłaczająco małe. W praktyce oznacza to, że jeśli na sam start chcecie zabrać się za eksplorację mapy i zdobycie wszystkich punktów synchornizacji, wcale nie zajme wam to tak dużo czasu.
Kwestią, która często odpychała od niektórych gier z serii Assassin’s Creed było bardzo skomplikowane menu postaci. W przypadku Mirage twórcy zastosowali bardzo prosty i przejrzysty podział, dzięki któremu można w łatwy sposób kontrolować postęp śledztw, ulepszać postać, zmieniać odzienie, sprawdzać ciekawostki historyczne i kodeks Bractwa oraz naturalnie modyfikować bronie, które co by nie mówić – są ważnym elementem rozgrywki.
Na koniec tego segmentu chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na fabułę, która czasami bywa tylko dodatkiem do „młócki” w RPG. Scenarzyści Mirage zadbali o to, aby główny bohater nie był jednoliniowy, a cel jego podróży wcale nie jest taki jasny. Dodatkowo (w końcu) zwrócono większą uwagę na Bractwo Asasynów, które ostatnimi czasy z roku na rok konsekwentnie było coraz mniej istotne dla historii w Origins, Odyssey czy Valhalli. Na szczęście w porę się opamiętano i w Mirage stanowi ono centralną część opowieści.
Recenzja Assassin’s Creed Mirage – podsumowanie
Cóż, Assassin’s Creed Mirage to bardzo udana mieszanka klasyki i nowatorskich funkcji. Dodatkowo omawiany dziś tytuł może stanowić świenty papierek lakmusowy, aby Ubisoft sprawdził niektóre opcje rozgrywki oraz przede wszystkim przetestował nastroje graczy. W moim przypadku schemat, w którym raz na 3/4 lata na rynku pojawia się Assassin’s Creed skupiony na działaniu w cieniu i skrtybójstwie, a w pozostałych oknach wydawniczych Francuzi wypuszczają duże tytuły takie jak Odyssey czyValhalla jest co najmniej idealny.
Wówczas zadowoleni są fani potężnych RPG-ów z Bractwem Asasynów w tle oraz sympatycy klasycznej rozgrywki zaczerpniętej z podstaw serii. Mirage idealnie pokazuje, że nawet w dzisiejszych czasach niekoniecznie trzeba porywać się na zawrotną ilość nowości oraz wielkie rozbudowane fabuły, aby przyciągnąć gracza. Czasem wystarczy cofnąć się do korzenii, usprawnić schematy, które kiedyś pokochaliśmy, przygotować ciekawy scenariusz, a na koniec zwieńczyć to bardzo dobrą oprawą audiowizualną.
Zdaje sobię sprawę z tego, że nie wszyscy poczują taką mietę do Assassin’s Creed Mirage, co ja, jednak jest to tytuł, na który czekałem tak naprawdę od ponad dekady. Ubisoft idealnie trafił w moje gusta, więc ta recenzja zdecydowanie nie należy do najbardziej obiektywnych, jednak taki to już gatunek…
Grę otrzymaliśmy od Ubisoftu. Dostawca nie miał wpływu na treść materiału — prezentowana opinia jest niezależnym i subiektywnym poglądem autora tekstu. Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.