Wyginane smartfony to rewolucja, ale już dzisiaj dostępne są „alternatywy”

Łukasz Pająk Artykuły 2017-10-18

W zeszłym roku producenci nie zachwycili nas żadnymi rewolucjami. Coraz częściej pojawiały się podwójne aparaty i rozwijano doskonale znane nam już cechy. Firmy zauważyły potencjał w wodoszczelności, zrozumiały błąd wystających aparatów i udoskonali poprzedników. Jedynie Xiaomi pod koniec roku zaskoczyło wszystkich. Mi Mix na zdecydowanie szerszą skalę wykorzystał trend na bezramkowe ekrany, co pośrednio stało się wzorem dla wielu firmy w tym roku. Tym tropem poszło większość producentów – Samsung, LG, Huawei, Google i mnóstwo chińskich marek. Mimo wszystko to wciąż to samo.

Ja jednak wciąż czekam na rewolucję – na zmiany czy też nowości, które sprawią, że urządzenia mobilne pozwolą na więcej zamiast być po prostu lepszymi. Wielu użytkowników nie wykorzystuje nawet połowy mocy obliczeniowej swoich urządzeń. Oczywiście układy muszą być coraz szybsze, oferować większe możliwości programistom, ale zbyt często wiąże się to z niedbałością o optymalizację. Aparaty robią lepsze zdjęcia i nagrywają ładniejsze filmy. Jeszcze wiele aspektów fotografii jest do poprawy i firmy starają się znaleźć alternatywy dla małych obiektywów. Akumulatory? W tej kwestii możemy czekać na rewolucję, ale czekamy na nią już kilka lat. Przez ten czas wiele razy mogliśmy usłyszeć, że wkrótce nadejdzie nowa technologia. Duży potencjał ma grafen i… asfalt. Na ten temat więcej dowiecie się z filmu Dawida:

Samsung zapowiedział, że rewolucja w akumulatorach nadejdzie dopiero w 2019 roku. Pod warunkiem, że nic wcześniej nie stanie na przeszkodzie. W takim razie, gdzie szukać tych rewolucji? Wyświetlacze holograficzne? Ok, czekamy na smartfona od RED i zobaczymy, czy faktycznie warto wydać co najmniej 1200 dolarów. Ja również widzę w ekranach największe szanse na dodanie nowych możliwości smartfonom. Hologramy zostawmy jeszcze z boku, gdyż na co dzień użyteczność ich nie będzie duża. Potencjał widzę w elastycznych panelach.

Cofnijmy się do 2013 roku. LG i Samsung szykują rewolucję. Koreańczycy zawsze rywalizowali ze sobą w rozwoju zupełnie nowych rozwiązań. Cztery lata temu poznaliśmy takie modele jak G Flex i Galaxy Round. Wygięty do środka model był jedynie badaniem rynku – dostępność była mała i sam kształt okazał się klapą. Wygrało rozwiązanie LG – banan – które doczekało się też następcy. Niestety, firma nie spisała się w kwestii wsparcia użytkowników obu urządzeń i słuch o następcy zaginął kilka lat temu. W pewnym stopniu mogliśmy prostować wygiętego już smartfona. Jego obudowa za sprawą ciepła mogła się regenerować z drobnych rys – w praktyce nie sprawdziło się to dobrze. To było coś, a dzisiaj? Nic się nie dzieje. LG zrezygnowało z wyginania wyświetlaczy.

Zobacz też: Internet w telefonie będzie piekielnie szybki!

Samsung stworzył odmiany Edge flagowych urządzeń, aby dzisiaj stały się standardem. Jednak nie niosą one ze sobą żadnych rewolucyjnych zmian. Galaxy S8 obsługuje się identycznie jak G6 czy też OnePlus 5. Zagięty na krawędziach ekran to jedynie stylistyczna zagrywka. Dlatego Samsung szykuje coś zdecydowanie ciekawszego – Galaxy X znany też jako Project Valley.

W pełni elastyczne urządzenia to wciąż przyszłość, która nie wiadomo, kiedy nadejdzie. Ogranicza nas konieczność stosowania niewyginających się podzespołów. Istnieją jedynie elastyczne wyświetlacze i akumulatory (w formie nitek). Rozwojem tego rynku zainteresowanych jest wiele firm – wspomniany Samsung, Lenovo, Meizu i kilka innych marek z Państwa Środka. Po cichu liczę, że również LG rozwija swoją propozycję. Na pewno Apple opatentowało swój pomysł na budowę elastycznego urządzenia. Jednak najwięcej wiemy na temat Galaxy X. Wizja smartfona, który po rozłożeniu może zamienić się w tablet? To jest naprawdę rewolucja.

Urządzenie 2w1 sprawia, że zwykły telefon pozwala na wygodniejszą pracę, przeglądanie stron internetowych i oglądanie filmów. Nie trzeba sięgać po tablet. Ta gałąź rynku już umiera, jeśli spojrzymy na wyniki sprzedaży. Jedynie Apple udało się zanotować dobry wynik. Project Valley oraz spółka będą jedynie gwoździem do trumny tabletów. Na pewno na początku nie będą to idealne urządzenia. Wśród wad najczęściej wymienia się „pogięte” ekrany, które w miejscu zgięcia wyglądają na zniszczone.

Wszystko wygląda naprawdę imponująco, ale dzisiaj również znajdziemy urządzenia, które w jednej chwili zamieniają się ze smartfona w tablet. Problem polega na tym, że są to dwa osobne wyświetlacze, które dzielą ramki. Przykład z ostatniej chwili – ZTE Axon M, który najprawdopodobniej nie zawita do Polski. Jest to hybrydowy smartfon, który kosztuje 725 dolarów. Producent w obudowie zmieścił topowe podzespoły z zeszłego roku (Snapdragon 821, 4 GB RAM, Android 7.1.2 Nougat).

Jednak najważniejsze są wyświetlacze. Podstawowy mierzy po przekątnej 5,2-cala (FullHD, LCD), ale po rozłożeniu – sumarycznie – mamy dostęp do 6,75-calowego ekranu. Dostępne są cztery tryby pracy:

  • Dual Mode – każdy z wyświetlaczy prezentuje inną aplikację
  • Extended Mode – jeden, duży wyświetlacz
  • Mirror Mode – lustrzane odbicie, możliwość oglądania tego samego obrazu z przodu i z tyłu, gdy dodatkowy wyświetlacz jest złożony
  • Traditional Mode – dodatkowy wyświetlacz jest wyłączony.

Zapewne podobne funkcje będą oferować modele z elastycznymi wyświetlaczami. Jednak propozycja ZTE nie jest niczym nowym. Podobny pomysł pojawił się w 2011 roku, gdy świat ujrzał model Kyocera Echo.

Jeśli wierzyć zapewnieniom Samsunga, Galaxy X zostanie zaprezentowany za rok. Być może konkurencja wcześniej postanowi przedstawić swoje propozycje. Trzeba uzbroić się w cierpliwość.

 

PS. Nazwa Galaxy X pojawiła się wcześniej w Sieci niż iPhone X. Nie wiemy, czy ten smartfon ostatecznie będzie się tak nazywał.

 

 

źródło: Droid-life, Phone Arena, The Verge



x