Google Nexus 6 – recenzja najlepszego smartfonu Motoroli, który możecie kupić

Łukasz Pająk Polecane 2015-02-19

IMG_9236

 

Po przedstawieniu moich pierwszych wrażeń i wideorecenzji przygotowanej razem z Kacprem Bąkiem, przyszła pora przedstawić Wam moją pełną opinię na temat smartfonu, który po części można nazwać rewolucyjnym. Nexus 6 – o nim mowa – to urządzenie stworzone przy udziale Google i Motoroli, co też wieńczy współpracę tych dwóch firm. Dzisiaj amerykański producent telefonów komórkowych, niegdyś lider swojej kategorii, trafił w chińskie sidła. Mimo wszystko, dzisiejszy bohater niewiele wspólnego ma z Państwem Środka, co też doskonale widać po samej cenie wynoszącej za najtańszy model około 2400 złotych. Jednak czy jest ona adekwatna do możliwości? Przekonajcie się czytając poniższą recenzję Nexusa 6 – smartfonu łamiącego standardy serii.

 

 

Zestaw

 

IMG_9212

 

Motorola postanowiła zapakować Nexusa 6 w całkiem ładne i oryginalne pudełko. Najwięcej charakteru dodaje mu wyżłobiona cyfra na górze oraz oczywiście wszechobecne czerwone akcenty, które mają nawiązywać do ożywienia samego systemu Android 5.0 Lollipop. Przy zakupie najnowszego smartfonu z tej rodziny otrzymujemy niewiele, ale to akurat nie powinno nikogo dziwić – seria Nexus po prostu taka jest. Tak oto pod samym urządzeniem w pudełku znajdziemy opakowanie z zebraną makulaturą oraz kluczykiem do szuflady na kartę NanoSIM, a jeszcze niżej modułową ładowarkę Motoroli „Turbo Charger”, o której opowiem więcej przy omawianiu akumulatora. Czy czegoś brakuje w zestawie? Z pewnością słuchawek, gdyż jakość dźwięku wydobywająca się z Nexusa 6 zasługuje na odpowiednie wykorzystanie gniazda Jack.

 

 

Budowa

 

IMG_9242

 

Motorola nie napracowała się przy tworzeniu smartfonu, który dołączył do rodziny Google. Wzięto na warsztat model Moto X i przeskalowano go oraz nieco zubożono. Przede wszystkim nie mamy dostępnych wielu materiałów, z których mógłby być wykonany tył urządzenia. Postawiono na tworzywa sztuczne z aluminiowymi wstawkami. Do wyboru są dwie wersje kolorystyczne: testowana niebieska oraz biała. Mimo wszystko, design jest doskonale znany każdemu, kto pamięta chociaż jeden model amerykańskiego producenta. Czy to źle? Kwestia gustu, mi osobiście bardzo podobają się smartfony Motoroli i dodatkowo świetnie dopasowują się do mojej dłoni niezależnie od rozmiaru, a jak wiemy Nexus 6 do najmniejszych urządzeń nie należy. To jednak nie przeszkadza i bez problemu mogłem obsługiwać telefon jedną ręką, ale duży wpływ ma tutaj fakt, że na co dzień korzystam z minimalnie większego smartfonu toteż najzwyklej w świecie jestem do tego przyzwyczajony. Niestety, wykorzystanie tworzywa sztucznego z tyłu sprawia, że mając wilgotne dłonie, telefon może się wysunąć. W takim wypadku trzeba liczyć na szkło Gorilla Glass 3, które pokrywa cały przód Nexusa 6, a dodatkowo jest ono zaokrąglone na rogach.

 

IMG_9188

 

Tym samym z przodu, przy wyłączonym wyświetlaczu nie ujrzymy zbyt wiele. W oczy rzucają się wystające minimalnie ponad taflę szkła plastikowe maskownice głośników stereo, które według mnie są naprawdę dobre i bez problemu można usłyszeć dźwięk wydobywający się z nich przebywając w hałaśliwych miejscach. Mało tego, sama jakość stoi na wysokim poziomie i BoomSound od HTC nie jest już zbytnio wyjątkowe pod tym względem. Niestety, nie ma róży bez kolców i zdarzało mi się słyszeć różne szumy wydobywające się spod maskownic pomimo że telefon był wyciszony. Wracając, górnemu głośnikowi Nexusa 6 towarzyszą nieodłączne już w smartfonach czujniki (zbliżeniowy oraz światła). Nie mogło także zabraknąć przedniego aparatu, którego rozdzielczość jest mniejsza niż ta prezentowana przez wielki wyświetlacz. Ten z kolei zajmuje 74% przedniego panelu, co sprawia, że 5,5-calowy Redmi Note jest zbliżonych rozmiarów. Oczywiście wszystko ładnie wygląda, ale do czasu, aż… nie zostawimy na marnej powłoce oleofobicznej swoich odcisków palców. Nie są one widoczne, gdy włączymy ekran, ale czarna tafla i odpowiednie światło sprawiają, że zebranie linii papilarnych nie stanowi najmniejszego problemu.

 

IMG_9177

 

Z tyłu widzimy Moto X z aluminiowym napisem Nexus. To samo rozmieszczenie mikrofonów, aparatu, diod doświetlających oraz loga Motoroli sprawia, że ciężko ominąć porównanie właśnie z flagowym smartfonem amerykańskiego producenta. Zaokrąglenie całej powierzchni ułatwia trzymanie całego urządzenia, ale równocześnie zwiększa jego grubość. Tylko czy przy tak dużych rozmiarach ma to większe znaczenie?

 

IMG_9184

 

Poszczególne krawędzie to ponownie znana nam już doskonale Motorola Moto X i ciężko doszukiwać się tutaj jakichś niedociągnięć. Wszystko jest na swoim miejscu, a zastosowanie chropowatego oraz aluminiowego klawisza odpowiedzialnego za blokadę urządzenia zasługuje na duży plus – łatwo odróżnić przeznaczenie przycisków.

 

IMG_9180

 

Podsumowując budowę Nexusa 6, bez zwątpienia mogę powiedzieć, że jest to smartfon wykonany tak jak powinno przystawać na urządzenie tej klasy. Wszystko jest doskonale spasowane, a i same materiały stoją na wysokim poziomie – nawet pomimo że zastosowano głównie tworzywa sztuczne. Oczywiście można przyczepić się do pozostających odcisków palców oraz ślizgającego się tyłu, ale do obu tych nieudogodnień idzie się przyzwyczaić.

 

 

Specyfikacja techniczna

 

IMG_9242

 

Nexusy mają to do siebie, że za niską cenę oferują ogromną moc obliczeniową. Niestety już w pierwszym akapicie wspomniałem, że nie jest to tani telefon, ale z pewnością wydajności odmówić mu nie można, o której opowiem w dalszym etapie. Oto, co ukrywa w sobie pierwszy phablet w historii serii Nexus:

 

  • 5,96-calowy wyświetlacz AMOLED QHD (2560×1440) – 493 ppi;
  • układ Qualcomm Snapdragon 805 (4x 2,7 GHz);
  • GPU: Adreno 420;
  • 3 GB RAM;
  • 32/64 GB wbudowanej pamięci dla użytkownika (brak slotu na kartę MicroSD);
  • aparaty: 13 MPx (2x LED) i 2,1 MPx;
  • akumulator: 3220 mAh;
  • NFC, LTE, WiFi 802.11 ac;
  • Android 5.0.1 Lollipop;
  • wymiary: 159,3 x 83 x 10,1 mm;
  • waga: 184 g.

 

W momencie premiery, testowane przeze mnie urządzenie należało do ścisłej czołówki jeśli chodzi o parametry na papierze. Dopiero niedawno poznaliśmy urządzenia mogące powiedzieć, że mają lepsze podzespoły w postaci chociażby Snapdragona 810, ale to nie zmienia faktu, że Nexus 6 jest bardzo dobrze wyposażony i jeszcze przez długi czas będzie stanowił czołówkę pod tym względem. Czy można się na tym etapie czegoś doczepić? Ogromna moc obliczeniowa, wielki wyświetlacz z nie do końca wiadomo czemu tak dużą rozdzielczością, a na przeciwko akumulator o wiadomej pojemności. W tych trzech elementach tkwi największy problem najnowszego smartfonu Google. Brakuje również slotu na kartę pamięci, ale do tego seria Nexus zdążyła nas przyzwyczaić.

 

Wyświetlacz

 

IMG_9223

 

Poprzednia kategoria zdradziła już, że mamy do czynienia z phabletem w pełnym tego słowa znaczeniu. Niemalże 6-calowy wyświetlacz AMOLED, a do tego rozdzielczość QHD. Czy to nie za dużo? Rozmiar to kwestia sporna – osobiście jestem przyzwyczajony do tak dużych urządzeń, ale co do samej ilości pikseli prezentowanych przez Nexusa 6 to mam pewne obiekcję. Podobne smartfony z ekranami FullHD nie sprawiają żadnych problemów użytkownikom to w takim razie po co dawać ich zdecydowanie więcej? Ja znam tylko jedną odpowiedź: marketing, reklama i świetnie prezentujące się cyfry na papierze.

 

Wracając jednak do testowanego egzemplarza to dla tego typu wyświetlaczy można być pewnym, że jakość czerni stoi na najwyższym poziomie. Reszta kolorów również może się podobać, ale tutaj stoi odwieczna walka na tle odwzorowania i przyjemności oglądania. Osobiście uważam, że wyświetlacz Nexusa 6 jest godny uwagi pod warunkiem, że nie zmniejszymy jasności do dolnych granic. Wtedy niejako pojawia się różowy filtr barwiący biel właśnie na ten jakże kobiecy kolor. To największa wada tego ekranu, ale nie jedyna. Drugim problemem, który stosunkowo rzadko mi dokuczał dotyczy panelu dotykowego. Moje polecenia podczas wykonywania szybkich ruchów bywały ignorowane. Około 75% takich zachowań występowało podczas ładowania akumulatora, co może przypominać początki wyświetlaczy dotykowych w telefonach komórkowych.

 

Przy okazji przedstawienia Wam moich pierwszych wrażeń, wspomnieliście o wypalających się pikselach. W moim modelu, który jest urządzeniem testowym, niemającym najlżejszego życia, nie zauważyłem żadnego tego typu problemu. Tak samo jasność wyświetlacza nie sprawiała, że musiałem męczyć wzrok podczas najsłoneczniejszego dnia minionych dwóch tygodni.

 

 

Akumulator

 

IMG_9217

 

Przy przedstawianiu specyfikacji wspomniałem, że akumulator nie ma lekkiego życia. Tego każdy zapewne się spodziewał już podczas prezentacji Nexusa 6, ale ja osobiście nie domyśliłem się, że będzie aż tak tragicznie. Niestety, pojemność 3220 mAh to może nie tyle, co za mało, ale sam układ Snapdragon 805 oraz omówiony przed chwilą wyświetlacz wymagają zdecydowanie zbyt wiele. Do tego dochodzi nadmierne przegrzewanie się nie tylko podczas wymagającego traktowania urządzenia i tak oto często wspominane przeze mnie powerbanki były zawsze ze mną. Nie jeden, a dwa. Pierwszy zawsze w kieszeni lub torbie, a drugi ładowany a to w samochodzie, a to w domu na wszelki wypadek, gdyby któryś powiedział, że ma już dość. Nadmienię jeszcze tylko, że oba moje przenośne źródła energii posiadają pojemność ponad 10000 mAh. Reasumując, akumulator Nexusa 6 jest w stanie wytrzymać średnio 3 (słownie: trzy) godziny (!) jeśli z urządzenia korzystamy w sposób stosunkowo normalny. W moim przypadku na ten czas składa się zwykle: 40 minut gry w mniej oraz bardziej wymagający tytuł (po 20 minut), a także drugie tyle krążenia po Internecie. Byłem przyzwyczajony do ładowania smartfonów raz, góra dwa razy dziennie. Niestety, Nexus 6 nauczył mnie, żeby w każdej wolnej chwili i w ramach możliwości szukać gniazdka z prądem. Jeżeli odpuścimy sobie wykorzystywanie mocy układu Qualcomma to smartfon uzna, że potrzebuje dodatkowej energii dopiero po 6-7 godzinach. Tutaj jednak nieco ratuje sytuację ładowarka Motorli „Turbo Charger”, która faktycznie jest w stanie naładować akumulator do 60% w 30-40 min, a do pełna w niecałe 1,5 godziny. Normalna wtyczka do kontaktu sprawia, że 3220 mAh zostaje uzupełnione w czasie do 2,5-3 godzin.

 

 

Aparat

 

IMG_9208

 

Podobnie jak brak slotu na kartę pamięci tak i przeciętny aparat to niemalże wyznaczniki Nexusów. Jakość zdjęć oraz filmów, które możecie obejrzeć poniżej nie należą do czołówki, ale także nie można powiedzieć, że jest to tragiczna jakość. Tradycyjnie: dobre oświetlenie to ładne zdjęcie, mniej światła to szumy i średnio radzące sobie diody. Android 5.0 Lollipop wprowadza kilka udogodnień takich jak chociażby tryb HDR+, który faktycznie pozwala na wyciągnięcie z fotografii jeszcze więcej, ale to wiąże się ze stosunkowo długim przetwarzaniem. Sama prędkość migawki w automatycznym trybie też nie należy do czołówki, ale pod tym względem tylko zapaleni fotografowie mogą czuć niedosyt. Identycznie wygląda sytuacja z szybkością łapania ostrości – Xperia Z3 pod tym względem radziła sobie o wiele lepiej, ale nigdy nie miałem problemu z racji tego, że Nexus 6 za długo myślał nad ustawieniem ostrości, a później wykonaniem zdjęcia. Z kolei filmy ratuje optyczna stabilizacja obrazu, ale nie polecam nagrywać ich zbyt długo – więcej w przedostatniej kategorii.

 

Oto kilka przykładowych zdjęć oraz film wykonany w rozdzielczości 4K :

 

 

 

Link do pobrania filmu oraz zdjęć w pełnej rozdzielczości: Klik!

 

Oprogramowanie

 

Screenshot_2015-02-09-14-48-18

 

Po fatalnej i przeciętnej kategorii, pora ponownie zacząć zasłużenie wychwalać Nexusa 6. Jak wiadomo, rodzina urządzeń Google w pierwszej kolejności i niemal z marszu po prezentacji otrzymuje najnowsze wersje Androida – nie licząc ostatniej wpadki z 7-calowym tabletem Asusa korzystającym z kart SIM. Dodatkowo jest to czysta wersja systemu z nakładką Google Now. Według mnie to idealne zestawienie. Testowany przeze mnie egzemplarz pracował pod kontrolą Androida 5.0.1 Lollipop i uważam, że ten system stanowi jedną z największych rewolucji jakie zaszły w całej historii rozwoju pomiędzy dwoma bezpośrednio następującymi po sobie wersjami oprogramowania. Mamy nowy wygląd (Material Design) oraz szereg usprawnień w kwestii optymalizacji, wydajności i zabezpieczeń. Same wrażenia wizualne są bardzo miłe dla oka w stosunku do starszych ciemnych i nieco nudnych wydań Androida, a dodatkowo widoczna poprawa szybkości wielu urządzeń sprawia, że „Lizak” doskonale się sprawdza. Wiele osób narzekało na problemy z kompatybilnościami aplikacji – ja osobiście z żadną nie miałem problemów, podobnie jak ze wszystkimi usługami, które wykorzystuje, a trochę ich jest.

 

Screenshot_2015-02-10-03-07-23

 

Niestety, ale nie ma róży bez kolców i tak oto Android 5.0 Lollipop w Nexusie 6 zbyt często sprawiał, że traciłem zasięg, ewentualnie miałem problem z odbieraniem SMS’ów. Być może jest to wina sprzętowa, ale tego nie byłem w stanie ustalić. Dodatkowo, dwa, trzy razy zdarzyło mi się, że telefon ot tak postanowił uruchomić się ponownie. Nieco częściej aplikacje były restartowane – również bez przyczyny, ale w tym przypadku upatrywałbym się problemów z nie do końca dobrą optymalizacją samych programów. Nie do końca też mogłem zrozumieć trybu oszczędzania energii zastosowanego w „Lizaku”. Co prawda, widać było zdecydowany spadek wydajności, ograniczenie wszelkich animacji systemu, a także wydłużony czas pracy na ostatnich tchnieniach akumulatora, ale czemu czarne elementy (typu pasek notyfikacji i tło klawiszy wirtualnych) stają się pomarańczowe? W przypadku urządzeń wyposażonych w wyświetlacze AMOLED to lekkie nieporozumienie, ale to można jednak potraktować tylko jako luźną uwagę.

 

Screenshot_2015-02-10-03-07-06

 

Reasumując, Nexus 6 pod kątem oprogramowania to z pewnością świetne zestawienie: bardzo szybkich aktualizacji, braku zbędnych dodatków oraz, co równie ważne, szerokiego i pewnego nieoficjalnego wsparcia. Co prawda, w obecnej formie jest kilka problemów, ale miejmy nadzieję, że zbliżająca się większa aktualizacja w postaci Androida 5.1 Lollipop rozwiąże większość z nich.

 

 

Wydajność

 

IMG_9188

 

Podczas omawiania specyfikacji wspomniałem o trzech punktach mogących niekorzystnie wpłynąć na ostateczną ocenę Nexusa 6. Za nami już opis wyświetlacza oraz akumulatora, a teraz przyszła pora na zastosowanie mocy obliczeniowej. Trudno ukryć, że bohater tego tekstu jest wydajny. Topowe podzespoły i szybki system operacyjny sprawiają, że wykresy, które za chwilę ujrzycie zostały pod pewnym kątem zdominowane przez Nexusa 6. Dla porównania postanowiłem zostawić urządzenia pracujące pod kontrolą poprzedniej wersji systemu Android, aby zobaczyć jak duże znaczenie ma między innymi zmiana środowiska uruchomieniowego (z Dalvik na ART):

 

 

  • SunSpider 1.0.2 – wykonywanie skryptów w JavaScript – mniej = lepiej
  • Peacekeeper – test uniwersalny, który testuje zarówno JavaScript, jak i HTML – więcej = lepiej
  • Mozilla Kraken 1.1 – wykonywanie skryptów JavaScript, mniej = lepiej
  • Google Octane 2.0 – test uniwersalny, który testuje zarówno JavaScript, jak i HTML – więcej = lepiej
  • BaseMark OS II – mierzy wydajność każdej części i uśrednia wynik
  • 3DMark Unlimited – test wydajności w wymagających aplikachach graficznych, gdzie dużo zależy od wydajności samego procesora
  • GeekBench 3 – wydajność procesora w trybie jedno oraz wielo-wątkowym
  • PCMark – mierzy wydajność każdej części i uśrednia wynik
  • Antutu – słynny benchmark którego nie mogło zabraknąć, mierzy wydajność każdej części i uśrednia wynik
  • Linpack – wydajność jednostki zmiennoprzecinkowej procesora w trybie jedno oraz wielo-wątkowym
  • BaseMark X – wydajność układu graficznego w trybie małej i dużej szczegółowości obrazu

 

Otrzymane wyniki jasno pokazują, że Nexus 6 jest topowym smartfonem, a w momencie swojej premiery wręcz bezkonkurencyjny za sprawą Androida 5.0 Lollipop. Dzisiaj coraz więcej urządzeń korzysta już z „Lizaka”, a co za tym idzie produkt Motoroli zaczyna mieć konkurentów. Mimo wszystko jest to taki poziom, że jeszcze przez długi czas ciężko będzie sprawić, żeby Nexus 6 złapał zadyszkę.

 

 

Wysokie temperatury

 

IMG_9186

 

Zwykle nie widzicie kategorii taka jak ta, ale postanowiłem, że Nexus 6 niestety zasługuje na nią. Wysoka wydajność z poprzedniego punktu ma swoje wady i jeżeli weźmiemy pod uwagę osobiste odczucia z wykorzystania potęgi Snapdragona 805 to stwierdzimy, że nie jest dobrze. Wystarczy kilka, maksymalnie kilkanaście minut wykorzystywania większej ilości mocy obliczeniowej tej jednostki i możemy wyłączyć kaloryfery w pokoju. Odprowadzanie ciepła, a co w związku z tym samo nagrzewanie się urządzenia mnie osobiście zszokowały. Przyzwyczajony byłem do urządzeń minimalnie słabszych, ale również topowych, że potrafią osiągnąć wyższą temperaturę. Tylko, że w przypadku Nexusa 6 możemy mówić o bardzo wysokiej. Zwykle jeśli czujemy, że urządzenie nagrzało się to ma to miejsce w okolicach aparatu, czyli tam gdzie zazwyczaj znajduje się najważniejszy układ scalony. Testowany przeze mnie egzemplarz potrafił grzać również moje palce obsługujące wyświetlacz, na całej powierzchni – w tym czasie napis Nexus mógł oparzyć. Muszę także wtrącić tutaj odnośnik wspomniany przy opisywaniu aparatu. Po nagrywaniu stosunkowo długiego filmu – telefon leżał w jednym miejscu – wziąłem Nexusa 6 do ręki i od razu go odłożyłem, gdyż mnie… oparzył mimo że jestem „ciepłolubnym”. Temperatura z pewnością nie była akceptowalna dla nikogo i ten właśnie incydent sprawdzony później ponownie kilka razy – z na szczęście niższymi temperaturami – sprawił, że powstała ta kategoria. Jedyne, co może bronić urządzenia to warunki, w których pracowałem, a dokładniej to brak ruchu powietrza i niewielkie pomieszczenie. Jestem przyzwyczajony, że korzystanie z aparatu oraz wykonywanie wymagających procesów obliczeniowych wiąże się z większym niż normalnie wydzielaniem ciepła, ale Snapdragon 805 połączony z obudową Nexusa 6 to nie jest dobre rozwiązanie jeśli chodzi o przyjemność z użytkowania. W takim razie czy kłopoty Snapdragona 810 faktycznie nie są bezpodstawne? Nie ukrywam, że zorientowałem się szerzej w tym temacie i poniekąd wyjaśniłem sobie tę sytuację. Problem faktycznie występuje w tym modelu i może mieć on związek z rozklejaniem się obudowy (czego nie doświadczyłem), ale podobno jest to tego typu fala urządzeń. Smarfon wciąż będzie się nagrzewał i po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić.

 

 

Podsumowanie

 

IMG_9239

 

Nexus 6 jest urządzeniem, które przypadło mi do gustu już w momencie premiery, gdyż była to dla mnie idealna wersja lubianej przeze mnie Moto X. Motorola jednak ulepszyła to, czego brakowało mi w ich flagowym modelu, ale też nieco namieszała. Nie rozumiem tak wysokiej rozdzielczości wyświetlacza, irytuje mnie bardzo krótki czas pracy na jednym ładowaniu akumulatora, a na dodatek omówione przed chwilą nagrzewanie się urządzenia woła o pomstę do nieba. Zakładając, że do dwóch z tych trzech wad można się przyzwyczaić to cały czas pozostaje konieczność szukania zewnętrznych źródeł energii. To sprawia, że Nexus 6 z pewnością spodoba się osobom, które dużo podróżują, ale na przykład samochodem, w którym mogą podłączyć ładowarkę. Może jednak wybrać konkurencję? Tylko czy ona istnieje? Samsungi z serii Galaxy Note stawiają na szeroką obsługę tak dużego wyświetlacza, a smartfon Motoroli nie jest traktowany tak naprawdę jako phablet. To tradycyjny telefon komórkowy naszych czasów tylko, że z ogromnym ekranem. Tym samym nie znajdziemy drugiego tak wydajnego urządzenia z błyskawicznymi aktualizacjami systemu, który z kolei nie został skażony żadnymi dodatkami, a ma upodobanie u nieoficjalnych deweloperów. Mimo wszystko uważam, że na razie jest to za drogi model. Kwota 2400 złotych za wersję 32 GB to zdecydowanie za dużo, a pamiętajmy, że jeśli chcemy mieć dwa razy więcej pamięci to trzeba naszykować kolejne 400 złotych. Po prostu jak na Nexusa to za dużo i warto poczekać, aż rynek zweryfikuje te wartości.

 

Plusy:

  • wydajność;
  • system – działanie, aktualizacje, wsparcie;
  • wykonanie.

 

Minusy:

  • czas pracy na jednym ładowaniu;
  • nagrzewanie.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x