Jaką jakość oferują tanie zamienniki części do smartfonów?

Adrian Celej Artykuły 2017-08-27

Czasem już tak się zdarza, że nasz smartfon wypada z ręki, a wyświetlacz zamienia się w piękną pajęczynkę. Co w takim wypadku robić? Możliwości są 3 – wymienić telefon, oddać do serwisu lub podjąć się samodzielnej naprawy. Czy jednak telefon po naprawie będzie taki sam, jak przed uszkodzeniem? I tu pojawia się problem…

Zbity digitizer

Pierwszym przykładem który chcę przedstawić jest tablet GoClever Orion 70. Tak, wiem że to urządzenie jest beznadziejne pod każdym względem, jednak naprawiałem go z myślą o zastosowaniach multimedialnych w samochodzie. Po instalacji CyanogenModa radzi sobie z tym całkiem dobrze. Wracając do tematu – uszkodzeniu uległ digitizer. W tym tablecie wierzchnia warstwa jest wykonana z grubej folii, pod nią znajduje się szyba, która właśnie uległa uszkodzeniu. Bez zastanowienia zamówiłem najtańszy możliwy digitizer (nie chciałem zbyt dużo inwestować w ten sprzęt) i podjąłem się naprawy. Demontaż był dosyć łatwy, największym problemem było odklejenie wbudowanej baterii od wyświetlacza. Ten krok można było pominąć, jednak na dłuższą metę akumulator przeszkadzałby podczas naprawy. Konieczne było odklejenie starego digitizera od ramki urządzenia, do czego potrzebna była wysoka temperatura. Sam wyświetlacz nie był klejony, wystarczało wypiąć go z zatrzasków. Bez wątpienia pewnym problemem było równe wklejenie nowego digitizera w ramkę, można powiedzieć, że prawie mi się to udało.

Jak to działa?

Reakcja na dotyk jest prawidłowa, nie widać różnicy w porównaniu z oryginałem. Przez cały czas przeszkadzała mi folia naklejona na digitizer, nie miała żadnego poślizgu, znacznie utrudniała korzystanie z urządzenia. Zdecydowałem się ją zerwać, poprzedni digitizer nie był nią chroniony przez około rok i nie miałem przez to problemów. Następnego dnia zrozumiałem, że był to okropny błąd, na wyświetlaczu pojawiło się kilka wyraźnych rys. Dziś, po około miesiącu można dostrzec nawet duże przetarcia.

Wyświetlacz w telefonie

Kolejnym przypadkiem jest Motorola Moto E2. Telefon dział świetnie, aż pewnego dnia w skutek małego wypadku uszkodzeniu uległ wyświetlacz. Co prawda sam digitizer był sprawny, jednak na Allegro znalazłem tylko zestawy zawierające digitizer lub wyświetlacz i digitizer. Ponownie wybrałem możliwie najtańszy zestaw. Powód? Może to i jest dobry telefon, jednak jego rynkowa wartość nie powala. Samo zamówienie go było dużym problemem. Pierwszy sprzedawca następnego dnia po zakupie poprosił o dane do wysłania zwrotu pieniędzy, ponieważ dostali uszkodzoną partię. Tego samego dnia zamówiłem następny ekran, skończyło się w ten sam sposób – następnego dnia obudził mnie dzwonek telefonu, ostatnia sztuka uległa uszkodzeniu, zamówienie anulowane. Ostatecznie wydzwaniałem do sprzedawców z pytaniem, czy aby na pewno mają tą część na stanie. Wymiana była prostsza niż w przypadku tabletu. Podgrzałem stary wyświetlacz, podważyłem i wyciągnąłem przy pomocy przyssawki. Niestety, podczas szukania przyczyny innej usterki urwałem gniazdo baterii, co mocno opóźniło całą naprawę. Tu warta zapamiętania uwaga – te złącza są naprawdę delikatne, lepiej ich nie ruszać. Następnie podłączyłem nowy ekran w celu przetestowania. Takie było zalecenie sprzedawcy, sam wiedząc o istnieniu wadliwych egzemplarzy wolałem się upewnić przed samym montażem. Tak, wyświetlacz pracował bezbłędnie, zdecydowałem się go przykleić.

Co jest nie tak?

Wyświetlacz prezentuje nieco blade kolory, brakuje im kontrastu. Przy dłuższym wyświetlaniu jednego elementu potrafi się on wypalić, co jest widoczne na ciemnym tle. Wypalenie samo znika po pewnym czasie. Oryginalny digitizer dosyć dobrze radził sobie z wodą, zdarzało mi się pisać SMS-y pod prysznicem. Zamiennik z wodą radzi sobie fatalnie, w zasadzie musi być przez cały czas idealnie suchy. Podczas deszczu korzystanie z telefonu jest tragedią, nie pomoże nawet wytarcie o lekko wilgotne spodnie. Sam dotyk potrafi zgłupieć sam z siebie, zdarza się to rzadko, nie znam czynnika wywołującego problemy, przez co nie jestem w stanie tego zareklamować. Mogę pochwalić odporność na zarysowania, szkło jest tak samo odporne jak w oryginalnej części, mam wrażenie, że nieco gorsza jest powłoka oleofobowa, wyświetlacz chętniej zbiera odciski palców.

A co z nieautoryzowanym serwisami?

Istnieje jeszcze jeden sposób na tanią naprawę – skorzystanie z usług nieautoryzowanego serwisu. Tu możemy spodziewać się wszystkiego, większe punkty często zatrudniają profesjonalistów, nie ma problemu z dostępem do specjalistycznego sprzętu. Niestety, największą popularnością cieszą się małe punkty, w których liczy się cena, nie jakość. Rzadko mam z nimi kontakt, zazwyczaj sam zajmuję się naprawą własnej elektroniki. Nie było tak zawsze, dawno temu zostawiłem w takim punkcie Sony Ericssona k770. Problemem była urwana optyka aparatu. Z korpusu wypadł plastikowy element, który chronił soczewkę przed rozsuwaną klapką aparatu. W efekcie doszło do urwania optyki. Jak wiadomo jest to ruchomy element, otoczony został zwojami działającymi jak silnik. W wyniku uszkodzenia po umieszczeniu optyki na miejscu możliwe było wykonanie zdjęcia, jednak aparat nie mógł złapać ostrości. Naprawa jest prosta, polega na wymianie uszkodzonego modułu. Pewien serwis wycenił to na 40 zł, telefon miał być gotowy do odbioru następnego dnia. Po tygodniu okazało się, że nadal nie został naprawiony, serwisant tłumaczył się „roztrzaskaniem płyty głównej” i wycenił naprawę na 120 zł. Telefon został zwrócony bez starej kamery, w jej miejscu została dziura. Montaż innej kamery poza tym profesjonalnym serwisem nie pomógł, aparat definitywnie przestał działać. A więc mamy tu uszkodzenie telefonu klienta i próbę wyłudzenia. Później dowiedziałem się, że ten punkt jest znany z takich zagrywek, zdarzyło im się nawet pomylić telefony i oddać klientowi ten sam model, jednak całkowicie zdezelowany.

Wniosek?

Jeśli zależy nam na urządzeniu, warto zastanowić się nad odesłaniem do autoryzowanego serwisu lub dużej firmy zajmującej się tego typu naprawami. Możemy naprawić taki telefon sami, jednak będzie to wyglądało jak naprawa samochodu po wypadku – może i działa, ale już nigdy nie będzie taki jak kiedyś. Możemy oddać telefon do małego, nieautoryzowanego punktu, jednak oni zrobią to samo co my. W przypadku tanich urządzeń ma to może sens, jednak nie warto traktować tak flagowców, ponieważ możemy być bardzo rozczarowani efektami.



  • pesymik

    Autoryzowany serwis na pewno ale nie wtedy gdy pośrednikiem jest ubezpieczyciel np. Digital Care. W umowie mają że mogą być użyte refabrykowane części i np stłuczony ekran wymienią na taki który ma uszkodzoną powłokę oleofobową. Niby niewiele ale objawia się to białymi plamami, kreskami jak tylko dotknę ekranu więc raczej wybrałbym nieautoryzowany serwis bo miałbym szansę na 100% naprawę