Karta pamięci 128 GB za 30 zł? Uważajcie na oszustów!

Adrian Celej Artykuły 2017-03-16

Nie jest tajemnicą, że kupując zawsze szukamy najniższej ceny. W ten sposób często oszczędzamy ale czasem możemy zostać oszukani. Ładne opisy na Allegro i opinie kupujących często mylnie nas uspokajają, a efekty są opłakane. Na cel wziąłem bardzo tanie karty pamięci, w moim przypadku był to nośnik 128 GB za 26 zł + wysyłka.

Sytuację obserwowałem od bardzo dawna. Typowa, markowa karta pamięci 16 GB kosztuje 20-28 zł, tymczasem internetowi sprzedawcy w magiczny sposób zeszli do kilkukrotnie niższych cen. Nie trzeba być ekspertem aby wiedzieć, że gdzieś jest haczyk. Z drugiej strony aukcje cieszą się ogromnym powodzeniem, czasem sprzedaż osiąga setki sztuk. Te same karty widywałem w stacjonarnych sklepach, w nieco bardziej „rynkowej” cenie. Ostatecznie postanowiłem sam poznać prawdę i zamówić taką w wersji 128 GB.

Dość szybko otrzymałem paczkę. W środku znalazłem kartę bez żadnych oznaczeń producenta. Na obudowie znalazło się jedynie oznaczenie, informujące o klasie 10. Nie da się nie zauważyć naklejki 128 GB z gwiazdką na końcu. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co ta gwizdka oznacza. Zamontowałem nośnik w laptopie, ten wykrył 134 GB wolnej pamięci. Tutaj zapaliła mi się czerwona lampka, ktoś mógł sztucznie ustawić pojemność. Być może ten ktoś ustawiał ją z myślą o Windowsie podczas gdy ja używam Debiana, a ten z kolei oblicza pojemność w nieco inny sposób. Postanowiłem zastąpić obecnie używaną kartę 16 GB na nowy nabytek i rozpocząłem kopiowanie danych. Przeniesienie 12 GB plików trwało… 3 godziny. Poza wydajnością na poziomie dyskietki nośnik zachowywał się prawidłowo. Nadszedł moment, w którym musiałem skorzystać z danych i tu pojawiła się niespodzianka, plik był uszkodzony.

Musicie wybaczyć mi jakość zdjęcia, wtedy jeszcze nie planowałem tego tekstu. W tym momencie wszystko stało się jasne, karta ma pojemność mniejszą, niż 12 GB (prawdopodobnie 8 GB) i przeprogramowany kontroler „udający” inną wartość. Podczas zapisywania danych te zaczęły się nadpisywać, co spowodowało wywołanie powyższego błędu. Postanowiłem nie poddawać się i wyzerować kartę. Proces przerwałem po niecałej dobie, wyniki widzicie poniżej

Udało się skopiować 66 GB zer, osiągnięty transfer to 877 kB/s. Po wszystkim utworzyłem nową tablicę partycji i partycję. Efekt mocno mnie zaskoczył.

System raportuje jednocześnie brak zawartości oraz ponad połowę zajętego miejsca. Niestety, wytłumaczenie chińskiej myśli technicznej lekko mnie przerasta. Na tym etapie dalsze ratowanie karty nie ma już sensu. Podjąłem jeszcze kilka prób, co skończyło się całkowitym ubiciem nośnika – przy każdym wyjęciu z czytnika znikała tablica partycji. Postanowiłem odezwać się do sprzedawcy w sprawie reklamacji. Według aukcji karta objęta jest 12 miesięczną gwarancją i z tego prawa postanowiłem skorzystać. Po wymianie kilku maili oraz zapewnieniu mnie o tym, że karty były testowane (ciekawe jak potem zamykają je w fabryczne opakowanie) sprzedawca zgodził się przyjąć zwrot. Tutaj nie mogę nic zarzucić, ponieważ odzyskałem pieniądze za towar oraz przesyłkę w jedną stronę.

Czy warto?

Mógłbym zaryzykować ponownie, być może trafiłbym na sprawny egzemplarz. Warto jednak wiedzieć skąd bierze się cena tych kart. Są to najprawdopodobniej odpady z fabryk. Układy które nie przechodzą testów są odrzucane i powinny zostać wyrzucone. Niestety, ktoś jednak postanowił je wykorzystać, czego efekty właśnie obserwujemy. Z tego powodu niektórzy zachwalają te karty a inni skarżą się, że pamięć przestała działać po tygodniu. W moim przypadku prawdopodobnie miałem do czynienia z oszustwem. To co dostałem było bezużytecznym kawałkiem plastiku ponieważ ktoś sztucznie zawyżył pojemność i dopuścił do nadpisywania danych.

fot. Marek Socha

Obie sytuacje grożą utratą danych. Niestety, w takim wypadku sami już nic nie zrobimy. To jednak nieprawda, że w takich sytuacjach nic nie można zrobić. Jedyne wyjście to udanie się do specjalistycznej firmy zajmującej się odzyskiem danych. Niestety, odzysk jest bardzo czasochłonny, wymaga specjalistycznej wiedzy, a z punktu widzenia posiadacza karty jest bardzo kosztowny. Ceny wahają się w okolicy tysiąca złotych o ile karta nie jest uszkodzona do tego stopnia, że nic nie można z nią zrobić. Sam proces został przedstawiony na powyższym obrazku.

Czy warto oszczędzać? Zdecydowanie nie. Warto dołożyć do markowej karty pamięci, niż potem walczyć z utratą danych. Owszem, markowe nośniki również ulegają awariom, jednak zdarza się to zdecydowanie rzadziej.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x