Google i Apple pokazują, że wojna na megapiksele nie ma sensu

mm Adam Lulek Artykuły 2019-11-06

Jakość zdjęć stała się jednym z decydujących czynników przy wyborze współczesnego smartfona. W związku z tym producentom zależy na wydawaniu flagowców wyposażonych w najlepsze możliwe aparaty. Google Pixel 4 i Apple iPhone 11 to urządzenia, które z pewnością mogą się pochwalić świetnymi modułami. Recenzenci zagraniczni wprost rozpływają się nad ich możliwościami fotograficznymi. Oczywiście za dobre zdjęcia odpowiada także oprogramowanie. Niektórzy klienci są jednak omamieni liczbami, w szczególności, jeżeli chodzi o megapiksele. Im więcej, tym lepiej, co nie jest prawdą.

Megapiksele dominują w średniakach

Rynek smartfonów premium i tych ze średniej półki prezentują dwa różne podejścia do kamer. Wiele bardziej przystępnych cenowo urządzeń oferuje bowiem urządzenia z aparatami: 48-, 64-, a także 108-megapikselowymi (patrz: Xiaomi CC9 Pro). Urządzenia te stosują starą teorię, że większe liczby muszą być lepsze. Jednak trzeba spojrzeć na flagowce Apple czy Google, żeby ją zweryfikować. Wystarczy bowiem 12 megapikseli, aby tworzyć fotografie, które mogą być świetne.

Xiaomi Mi CC9 Pro Premium Edition

Podczas gdy megapiksele wyglądają świetnie na papierze, przekształcanie ich w dobrze wyglądające obrazy to zupełnie inna bajka. Wiele aparatów o wysokiej rozdzielczości, które widzieliśmy na rynku, generuje bardzo rozmazane obrazy bez szczegółów. Powodem jest to, że liczy się więcej niż tylko liczenie pikseli, aby uzyskać dobrze wyglądające zdjęcie. Obejmuje to wysokiej jakości obiektyw i zaawansowane algorytmy przetwarzania obrazu. Wiele testów udowadnia, że 12 MPx aparat ze świetnym oprogramowaniem może zrobić lepsze zdjęcie niż 48 MPx matryca. Zobaczcie przykładowy test na portalu Androidauthority.

Głównym powodem jest to, że wszystkie te ogromne megapikselowe czujniki wykorzystują technologię zwaną „binningiem pikseli” zamiast tradycyjnego filtra kolorów Bayera. W rzeczywistości te kamery mają rozdzielczość kolorów zbliżoną do jednej czwartej liczby pikseli. Tak więc 48-megapikselowa kamera przypomina bardziej aparat 12 MPx, 64 MPx to w zasadzie 16 MPx a 108MP to prawie 27 MPx pod względem realnych rozdzielczości. Najważniejsze jest to, aby nie ufać liczbom, lecz obrazom. Jak dotąd te ogromne megapikselowe czujniki były głównie rozczarowaniem.

Google i Apple pokazują, że fotografia obliczeniowa to przyszłość

Podczas gdy wyścig megapikseli spowodował wiele rozczarowań, flagowce praktycznie nie zmieniły hardware’u przez kilka lat. Zamiast tego, wysokiej klasy produkty poprawiły swoje możliwości obrazowania dzięki zastosowaniu fotografii obliczeniowej. Ulepszenia w przetwarzaniu obrazu zapewniają lepszą szczegółowość, balans bieli i kolory zarówno w świetle dziennym, jak i przy słabym oświetleniu. Fotografia obliczeniowa zasila również wiele naszych ulubionych funkcji aparatu, w tym tryby nocne, efekty głębi czy wykrywanie scen AI. Aby zapoznać się z jej przykładami wystarczy zobaczyć doskonałą jakość zdjęć flagowców Apple i Google w słabym świetle, hybrydowego zoomu Huawei lub możliwości astrofotografii Pixela 4.

Co prawda możliwości przetwarzania obrazu są trudniejsze do przekazania klientom niż liczba megapikseli, ale Apple i Google udowadniają, że jest to droga we właściwym kierunku. Widzimy już kilka z tych technik, które trafiają do tańszych telefonów. Tryb nocny i funkcje bokeh oprogramowania można znaleźć w wielu tańszych urządzeniach zaledwie około roku po tym, jak stały się flagowymi wyłącznościami. Jednak koszt zaawansowanego sprzętu do przetwarzania obrazu i uczenia maszynowego utrzymuje obecnie najbardziej zaawansowane algorytmy obliczeniowe fotografii w droższych smartfonach, przynajmniej na razie.

Najlepsze dzisiejsze aparaty w telefonach używają najnowocześniejszych komponentów przetwarzania obrazu i uczenia maszynowego. Apple, Huawei i Samsung podwoiły możliwości swoich wewnętrznych procesorów, podczas gdy Google korzysta z dodatkowego procesora Neural Core. Te układy są niezbędne do wydajnego działania zaawansowanych algorytmów obrazowania bez wyczerpywania żywotności baterii.

Nowa wojna na megapiksele to chwilowy i głupi trend

Ostatecznie te możliwości trafią do bardziej przystępnych cenowo telefonów, a producenci będą mogli obniżyć rozdzielczości kamer, aby pomóc w bardziej wydajnym przetwarzaniu danych obrazu. W międzyczasie smartfony średniej klasy są zaopatrzone w czujniki o wyższej rozdzielczości, aby wyglądały na konkurencyjne. Przyszłość fotografii mobilnej zależy jednak od inteligentniejszych, bardziej zaawansowanych możliwości przetwarzania.

Źródło: androidauthority






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x