ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii

Wszyscy jesteśmy złodziejami. Opłata reprograficzna subiektywnym okiem

Autor: Marek Janiak Kategoria: Technologia

Opłata reprograficzna powraca jak bumerang, tym razem w postaci daniny uiszczanej także przy zakupie wszelkiej maści elektroniki – w tej rundzie załapały się telewizory, komputery, tablety oraz pamięć masowa. To dobry moment, by na sprawę spojrzeć nie tylko od strony faktów, ale również subiektywnym okiem.

Wszyscy jesteśmy złodziejami. O tym jak wylać dziecko z kąpielą i położyć łapę na kasie – spis treści:

  1. Opłata reprograficzna była potrzebna. Lata dziewięćdziesiąte plagą piractwa
  2. Polski konsument XXI wieku. Dlaczego ZAiKS i państwo nadal traktuje nas jak złodziei?
  3. Artyści – czy faktycznie powinni być grupą uprzywilejowaną?
  4. Co na to sam ZAiKS? Jaka jest w tym wszystkim perspektywa środowiska reprezentującego artystów?
opłata reprograficzna felieton

Opłata reprograficzna była potrzebna. Lata dziewięćdziesiąte plagą piractwa

O nowym kształcie opłaty reprograficznej wyczerpująco pisał już Mateusz. Pozwolę więc sobie na rozwinięcie tematu od strony wcześniejszych zakusów ZAiKS-u w tej materii, aspektu moralnego takich działań, perspektywy z drugiej strony barykady i wreszcie – własnej opinii odnośnie podejścia prezentowanego przez część artystów i instytucję ich reprezentującą.

Na wstępie warto zaznaczyć, że opłata reprograficzna to relikt z czasów, w których piractwo i nielegalne kopiowanie treści było na porządku dziennym. Popularne były chociażby giełdy komputerowe, na których mogliśmy kupić składankę najnowszych gier czy muzyki, a legalne oprogramowanie, nie oszukujmy się – było wykorzystywane głównie w firmach.

giełda komputerowa piractwo lata dziewięćdziesiąte

Wprowadzenie w lutym 1994 r. ustawy, która regulowała w tamtym czasie kwestie związane z prawem autorskim i zabezpieczała interes twórców, było absolutną koniecznością. Ówczesne zapisy prawne nie nadążały za zachodnimi standardami, w czym zapewne nie pomagała dopiero kształtująca się świadomość konsumentów powiązana z taką, a nie inną stopą życiową i panującymi realiami.

W tych szczególnych warunkach powołanie do życia opłaty reprograficznej stanowiącej rekompensatę z tytułu potencjalnej straty, jaką twórcy mogliby ponieść w związku z kopiowaniem utworów chronionych prawem autorskim przez osoby fizyczne, miało wszelkie przesłanki logiczne i było zwykłą przyzwoitością. Od tego czasu upłynęło jednak sporo wody w Wiśle…

Polski konsument XXI wieku. Dlaczego ZAiKS i państwo nadal traktuje nas jak złodziei?

W myśl proponowanych zmian podrożeje spory segment rynku elektroniki użytkowej i tylko naiwni zaryzykują stwierdzenie, że producenci nie przerzucą kosztów na klientów. Tak było już zresztą w przypadku urządzeń służących do kopiowania, takich jak kserokopiarki czy nagrywarki płyt. Warto więc zadać pytanie – w imię walki z czym mamy płacić więcej? Na pewno nie z piractwem, które dzisiaj jest zjawiskiem marginalnym. Na dobrą sprawę nie chce nam się już nawet ściągać z torrentów seriali, filmów czy muzyki, o czym świadczą miliony subskrypcji polskich użytkowników w platformach streamingowych. Stawiamy na wygodę i nowoczesne rozwiązania, w które nie wpisuje się kopiowanie pojedynczych plików mp3 czy szukanie cracka do gierki na podejrzanej stronie.

Wspomnianej wcześniej przyzwoitości ewidentnie dzisiaj brakuje, tyle, że tym razem po drugiej stronie barykady. Konsument w niczym nie przypomina tego z lat dziewięćdziesiątych, a jednocześnie ZAiKS (Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych), nieustannie daje o sobie znać. Dość powiedzieć, że sławetne smartfony, które po lawinie krytyki w nowej odsłonie ustawy zostały zamienione na telewizory, komputery, tablety oraz pamięć masową, nie były wcale jedyną zmianą forsowaną przez środowisko reprezentujące twórców.

W 2014 roku katalog urządzeń objętych nowym podatkiem nową opłatą (to odrobinę zabawne, że danina zyskała niedawno miano podatku od smartfona, a nacechowanego pejoratywnie słowa podatek ZAiKS wystrzega się jak ognia), próbowano rozszerzyć nie tylko o telewizory czy tablety, ale także o… aparaty i kamery cyfrowe. Po przeprowadzeniu przez producentów sprzętu akcji „Nie płacę za pałace”, pomysł określono wówczas jako absurdalny, ale jak widać czasy się zmieniają, a obecnie nam panujący są bardziej elastyczni i przychylni zmianom.

Można więc powiedzieć, że w kwestii doboru sprzętu objętego przepisami, panowie w garniturach nie mają żadnych granic i zahamowań, wyznając przy tym starą dobrą zasadę Pecunia non olet (w innej wersji – „jak nie wpuszczają drzwiami, to wchodzimy oknami”). Jestem absolutnie przekonany, że nawet pomyślne przeprowadzenie tej operacji nie kupi nam zbyt wiele czasu i znajdą się kolejne obszary do zagospodarowania. Równie dobrze za niedługo dopłacimy za posiadanie oczu, ostatecznie możemy na coś spojrzeć i to zapamiętać…

Artyści – czy faktycznie powinni być grupą uprzywilejowaną?

Argumentem abstrahującym od walki z piractwem jest wspieranie twórców, którzy mają otrzymywać przywileje za samo przynależenie do tej grupy zawodowej. Przygotowana przez Ministerstwo Kultury Ustawa o artystach zawodowych zapewni m.in. takie bonusy: zwolnienie z oskładkowania umów cywilno-prawnych, dofinansowanie do ubezpieczenia, stypendia oraz zapomogi.

Wszystko finansowane z pieniędzy konsumentów, niezależnie od tego, jaki dana osoba ma rzeczywisty wkład w kulturę czy jaki poziom prezentuje jej twórczość. Z tym właśnie mam największy problem – jeśli usuwamy z równania kapitalizm weryfikujący wartość danej pracy, to doprowadzamy do sytuacji, w której premiowana może być nawet bylejakość.

Utrzymywanie na kroplówce kasty osób, z której część nie potrafi de facto tworzyć, jest sytuacją patologiczną. Ostatecznie jeśli nie wykonujemy swojej pracy na tyle dobrze, by ktoś chciał nam za nią odpowiednio zapłacić, powinniśmy zająć się czymś innym. Przynajmniej do czasu, aż ciężką pracą dojdziemy do poziomu, który nam takie wynagrodzenie zapewni – tak przecież funkcjonuje dorosły świat i witamy w nim artystów.

Pieniądze z opłaty reprograficznej zasilą Fundusz Wsparcia Artystów Zawodowych i organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i pokrewnymi artystów wykonawców (11,5 proc.), producentów fonogramów i wideogramów (11,5 proc.) oraz wydawców (5 proc.) – to prawdziwi zwycięzcy tej ustawy, którzy nawet nie muszą niczego tworzyć, by całkiem nieźle na tym interesie zarobić.

Co na to sam ZAiKS? Jaka jest w tym wszystkim perspektywa środowiska reprezentującego artystów?

Opłata reprograficzna budzi duże emocje i sam Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych zdaje sobie z tego sprawę. Jeśli chcecie poznać perspektywę drugiej strony, warto zapoznać się z groteskowym tekstem Sidneya Polaka zatytułowanym „Artyści, nie bójcie się!”.

Dowiadujemy się z niego m.in., że nieprzychylne komentarze internautów tworzone są przez farmy trolli, za wszystkim stoją snujący intrygi importerzy, a ich działania wspierają z kolei przekupni dziennikarze (bardzo chętnie wyślę komuś numer do przelewu, bo niestety ta część bycia beneficjentem tej kampanii mnie ominęła!).

opłata reprograficzna subiektywnym okiem zaiks

W apelu tym na próżno szukać suchych danych czy odniesień do weryfikowalnych źródeł, ale nie brakuje patetycznych ogólników i głodnych kawałków w stylu – „Goebbelsowsko powtarzane słowa „podatek od smartfonów”, „podwyżka” mają podprogowo uwiarygadniać ich kłamliwy przekaz”. Gdy pojawia się wątek funduszu, autor podkreśla – „(…) rozwiąże palące problemy socjalne naszego środowiska. I to bezkosztowo wobec budżetu państwa!”. Super, kosztem nas wszystkich, bo firmy się na ten jakże szczytny cel raczej nie zrzucą.

Osobiście nie dziwią mnie mocne reakcje związane z tą ustawą. Nie wiem jak Ty, drogi czytelniku, ale ja mam dość traktowania mnie jak potencjalnego złodzieja. Nie kupuję sprzętu po to, by powielać treści chronione prawem autorskim i byłoby miło, gdyby organizacje pokroju ZAiKS-u przestały rościć sobie prawo do traktowania mnie w tak absurdalny sposób, wykorzystując przy tym archaiczne przepisy* i dobrze na tym zarabiając.

* – na marginesie, z podobnych regulacji wycofały się już m.in. Wielka Brytania, Finlandia i Hiszpania. W uzasadnieniu decyzji stwierdzono, że artyści nie ponoszą szkody w wyniku kopiowania ich utworów na prywatny użytek.

Sprawdź najnowsze wpisy