doktor strange w multiwersum obledu recenzja

Doktor Strange w multiwersum obłędu to marvelowski horror klasy B

Przemysław Dobrzyński Przemysław Dobrzyński Filmy

Równo 20 lat od premiery „Spider-Mana” Sama Raimi powraca na stołek reżyserski, tym razem filmu „Doktor Strange w multiwersum obłędu”. Czy to udany powrót?

Doktor Strange w multiwersum obłędu – fabuła 28. filmu Marvel Cinematic Universe

benedict cumberbatch doctor strange w multiwersum obledu

Jakiś czas po wydarzeniach z filmu „Spider-Man: Bez drogi do domu” Stephen Strange spotyka na swojej drodze młodą dziewczynę, której grozi śmiertelne niebezpieczeństwo ze strony… przypominającego ośmiornicę stwora. To abstrakcyjne wydarzenie jest dopiero początkiem szalonej przygody. Dziewczyna ma na imię America Chavez i potrafi podróżować między alternatywnymi wszechświatami. Okazuje się jednak, że jej moce chce także wykorzystać Wanda Maximoff – Scarlet Witch.

Doktor Strange w multiwersum obłędu – opinia o nowym filmie Marvela

Ostatecznie „Doktor Strange w multiwersum obłędu” rozczarowuje. I to pod wieloma względami. Przede wszystkim film ten jest chaotyczny, i nie do końca wydaje mi się, by było to zamierzone. Akcja biegnie do przodu niczym Quicksilver po zażyciu środków na pobudzenie, ale sensu w tym nie ma zbyt wiele. Rami i reszta ekipy już w tytule obiecują nam multiwersum, ale to, co oglądamy na ekranie jest po prostu festiwalem zmarnowanych szans.

Przedstawione w filmie alternatywne światy są pozbawione wyobraźni i jakiejkolwiek inwencji, a za to sprawiają wrażenie banalnych tworów rodem z seriali animowanych dla dzieci w wieku 8 lat. Z jednej strony czego się spodziewać po produkcji, w której swe paluchy maczała disneyowska Myszka Miki, ale z drugiej, ten film jest też jak dotąd najbardziej brutalnym spośród wszystkich produkcji Marvela i Disneya.

doktor strange w multiwersum obledu film 2022

Założę się, że gdy trafi on do serwisu Disney+ nie obejdzie się bez cenzury sporej ilości scen. Im bliżej finału tym „Doktor Strange w multiwersum obłędu” staje się horrorem. Są tu wręcz sceny przypominające niektóre hiperbrutalne sekwencje z serii Amazona „Invicible”. Byłem szczerze zaskoczony, że studio zgodziło się na coś takiego. Nie wiem tylko czy było to zaskoczenie pozytywne.

Przeczytaj także: Filmy i seriale Marvel Cinematic Universe w kolejności chronologicznej

Ostatecznie „Doktor Strange w multiwersum obłędu” jest horrorem, przynajmniej w trzecim akcie, ale nie jest to horror na poziomie „Dziedzictwa Hereditary” ani nawet „Martwego zła” od Raimiego. To raczej tylko filmowy straszak klasy B, bliższy „Wrotom do piekieł” tego samego reżysera. Jeśli oczekujecie też tuzina niespodziewanych cameo, to, nie zdradzając szczegółów, poza kilkoma potwierdzonymi już przed premierą postaciami, nie czeka tu na was wiele. A i sam film, jako całość, też w sumie nie raczy nas niczym, czego nie pokazałby wcześniej zwiastun. Ale Marvel i Disney sprytnie wykorzystali okazję, by podsycić apetyty i hype widowni, tym bardziej niedługo po premierze „Spider-Man: Bez drogi do domu”. I gdy wielu z was pewnie myśli, że zwiastun to tylko urywek całości, a w filmie skrywa się masa niespodzianek, to na dobrą sprawę prawda wygląda tak, że pokazuje on większość kluczowych scen.

Sam Raimi w multiwersum obłędu

scarlet witch doctor strange w multiwersum obledu

„Doktor Strange w multiwersum obłędu” jest oczywiście na swój sposób także dziełem również kapitalizującym nostalgię, tyle że na poziomie meta. Reżyserem jest w końcu Sam Raimi, który jest jednym z pionierów nowoczesnego amerykańskiego horroru lat 80. (oczywiście mowa tu o „Martwym źle”),oraz kina superbohaterskiego XXI wieku („Spider-Man”). Te dwie wrażliwości połączyły się ze sobą w nowej produkcji Marvela, z tymże choć na papierze brzmi to intrygująco, to efekt końcowy jest taki, że „Doktor Strange w multiwersum obłędu” jest raczej obłędnie schizofrenicznym dziełem, które trochę nie wie co chce pokazać. Na dobrą sprawę, fabularnie, ten film to domknięcie wątku głównego z serialu „WandaVision” (którego przydałoby się obejrzeć przed seansem, choć w Polsce nie ma jeszcze oficjalnie Disney+) plus, w mniejszym stopniu, kontynuacja wątków z pierwszego „Doktora Strange’a”. Reszta to przedstawienie nowej postaci Ameriki Chavez i podróże po nudnych i kuriozalnych multiwersach. Przez cały seans miałem wrażenie, że film ten jest wstępem do czegoś większego, choć po seansie stwierdzam, że trochę nie wiem do czego.

Przeczytaj także: Najgorsze filmy Marvel Cinematic Universe

Reżysersko, o dziwo, „Doktor Strange w multiwersum obłędu” nie powala. Jest tu kilka ciekawych sekwencji, ale żadna nie zapada w pamięć na długo. Cała reszta to albo formalna przeciętność, albo wręcz montażowa nieudolność. Parę scen robi wrażenie od strony wizualnej przy okazji mentalnych potyczek Strange’a i Wandy, ale nie brakuje również takich, z których wieje potwornym kiczem i słabym CGI.

Koniec końców „Doktor Strange w multiwersum obłędu” to co najwyżej marvelowski średniak. Gdzieś tak w okolicach „Thor: Mroczny świat”. Choć nie wątpię, że masa fanboyów zakocha się w nim na zabój i doceni horrorowe wstawki. Dla mnie to jednak było zbyt płytkie i chaotyczne. Tym samym ciągle czwarta faza Marvel Cinematic Universe nie zdołała przekonać mnie do swojego istnienia.

Ogólna ocena

4/10

Sprawdź najlepsze prezenty na Komunię

Partner poradnika:

Kup prezent na Komunię z apką PAYBACK i zgarnij punkty
Impression Tag
Sprawdź najnowsze wpisy