Szybcy i wściekli fast X

Wstydliwe wyznania: lubię serię Szybcy i wściekli i nie rozumiem rozłamu wśród fanów

Bartosz Szczygielski Bartosz Szczygielski Filmy

Szybcy i wściekli, czyli seria filmów akcji, to jeden z tych filmowych cyklów, który mógł szybko odejść w zapomnienie, ale jego popularność stale rośnie. Wiadomo, że nowsze odsłony serii mają już niewiele wspólnego z tymi pierwszymi, co wśród fanów budzi mieszane uczucia. Jednak ja należę do tych, którzy czekają na kolejną część, bo uważam, że seria Szybcy i wściekli robi dokładnie to, co powinna, czyli daje czystą, nieskomplikowaną rozrywkę.

Seria Szybcy i wściekli – gigantyczne pieniądze i coraz mniej logiki

Szybcy i wściekli

Ostatnio dowiedzieliśmy się, że kolejna część serii będzie nazywać się Fast X i będzie to przed ostatnia część cyklu, a raczej film podzielony na dwa. Czeka nas więc wielkie zamknięcie historii, która rozpoczęła się jeszcze w 2001 roku. Wtedy nic nie zapowiadało tak wielkiego sukcesu, ponieważ pierwsza część zarobiła około 200 milionów dolarów. Owszem, to gigantyczna kwota i to nawet po odjęciu kosztów marketingu oraz produkcji. Jednak zestawiając ją z ostatnimi częściami, które potrafiły zarobić grubo ponad miliard dolarów (Furious 7 – 1,5 mld dolarów) to wydaje się to kroplą w morzu. Trzeba nadmienić jednak to, że tak wielka popularność siódmej części serii spowodowana była w dużej mierze przez śmierć Paula Walkera. Aktor zginął w wypadku samochodowym i nie zdążył nagrać nawet wszystkich scen potrzebnych do filmu. Dobrze wiemy, że śmierć aktora wpływa na popularność filmu, co obserwowaliśmy na przykładzie Kruka (Brandon Lee) czy nawet Mrocznego Rycerza (Heath Ledger).

Zapewne siódma część Szybkich i wściekłych zarobiłaby sporo w kinach, ale na pewno mniej, gdyby Walker dalej żył. Fani dostali piękne pożegnanie z postacią, a ci, którzy byli ciekawi jak wypadły dokrętki po prostu poszli do kina. Ósma część także zarobiła ponad miliard dolarów, a wypuszczona jeszcze w pandemii dziewiąta niewiele ponad 700 milionów. Dalej jednak to gigantyczne pieniądze, które nie są generowane z powietrza. Fani chodzą do kina na kolejne części, choć doskonale wiedzą, że te z logiką nie będą już miały nic wspólnego. To się jednak zmieniało powoli i dopiero kilka ostatnich odsłon sprawiło, że nie da się do serii podchodzić już na poważnie. Zanim jednak przejdę dalej, warto wiedzieć w jakiej kolejności oglądać filmy z serii.

Zobacz też: Nie wiesz co oglądać na Netflix, HBO Max i Amazon – sprawdź nasze podpowiedzi.

Chronologiczna kolejność filmów z serii Szybcy i wściekli

  • Szybcy i wściekli (2001)
  • Za szybcy, za wściekli (2003)
  • Szybko i wściekle (2009)
  • Szybcy i wściekli 5 (2011)
  • Szybcy i wściekli 6 (2013)
  • Szybcy i wściekli: Tokio Drift (2006)
  • Szybcy i wściekli 7 (2015)
  • Szybcy i wściekli 8 (2017)
  • Szybcy i wściekli 9 (2021)

Loty w kosmos, łodzie podwodne i rodzina

Cała seria filmów zaczęła się dość klasycznie. Pierwsza część nie opowiadała historii, której nie znalibyśmy z podobnych produkcji. Można nawet powiedzieć, że Szybcy i wściekli to po prostu Na fali (Point break) w innym środowisku. Zamiast surferów napadających na banki mamy mechaników napadających na ciężarówki ze sprzętem. Do tego dochodzi jeszcze policjant, który ma zinfiltrować ich środowisko, a między dwoma głównymi postaciami rodzi się dziwna, braterska więź. Oczywiście oba filmy różnią się od siebie szczegółami, ale ogólny zarys jest niemal taki sam. Nic więc nie zapowiadało takiego sukcesu finansowego, bo większe zarobki seria zaczęła notować dopiero przy piątej odsłonie. Tej, gdzie logika niektórych działań, a w tym i fizyka, przestawały powoli obowiązywać. W szóstej odsłonie serii, która zarobiła prawie 800 milionów dolarów, fizyką już mało kto się przejmował. I to chyba zaważyło o sukcesie, ale też sprawiło, że fani pierwszych odsłon zaczęli coraz głośniej marudzić na kierunek obrany przez twórców.

Szybcy i wściekli zmienili się w bajkę, gdzie na pierwszy plan wysuwają się wartości rodzinne. W nowych odsłonach brakuje tylko czarodzieja, który wyczarowywałby nowe samochody, ale nawet jak taki pojawi się w Fast X, to nikogo to już chyba nie zdziwi.  Taką konwencję można przyjąć i po prostu cieszyć się z rozwałki na ekranie lub doszukiwać się na siłę logiki. Nie jestem może wielkim czy oddanym fanem serii, ale traktuję ją jako guilty pleasure. Można powiedzieć, że to taki rodzaj odskoczni i odprężenia, od którego nie wymagam zbyt wiele. Z każdą kolejną odsłoną serii moje wymagania malały i nawet już nie zastanawiam się, co takiego pojawi się w Fast X, bo wiem, że będzie to bezdennie głupie. Co nie zmienia tego, że i tak pewnie wybiorę się na film do kina.

Kiedy żartowano w sieci, że w kolejnej części filmu jego bohaterowie powinni polecieć w kosmos, twórcy wzięli to na poważnie. Dziewiąta część cyklu jest wypełniona scenami, które po prostu urągają inteligencji widza, ale od początku ten widz wie, że dokładnie na to się pisał. Gdyby filmy od samego początku przedstawiały taką wizję świata, skończyłoby się na jednej odsłonie, maksymalnie dwóch. Nie wiem, czy to była w pełni zaplanowana droga przez studio filmowe, ale ta się opłaciła. Nie dziwię się jednak, że Fast X będzie już ostatnią z odsłon, ponieważ nawet w tym całym szaleństwie, można się już poczuć znudzonym.

Fani dalej będą narzekać, a karawana jedzie dalej

Szybcy i wściekli ewoluowali przez lata, co nie każdemu musi się podobać. Nie rozumiem jednak osób, które narzekają na obrany przez twórców kierunek. Od początku było wiadomo, że to filmy, które nie mają na celu nic więcej, jak dawać widzowi odrobinę relaksu w kinowym fotelu. Dalej jednak w produkcjach widać znaki szczególne, które od początku grały dużą rolę. Szybkie samochody i dużo akcji. To, że samochody zaczęły latać, a bohaterowie stali się nieśmiertelni niewiele tutaj zmienia moim zdaniem. To dalej nieskomplikowane kino, które takie miało być i takie dalej będzie.

Ja Fast X obejrzę już raczej z przyzwyczajenia, ponieważ jestem ciekawy, jak daleko można się jeszcze posunąć w absurdach i przekłamywaniu praw fizyki. I wiem, że nie będę jedyny, ponieważ filmy zamykające serię z całą pewnością zarobią gigantyczne pieniądze. Nie wiem czy to możliwe, ale podejrzewam, że w Fast X twórcy w jakiś sposób przywrócą na ekran postać graną przez Walkera. To zresztą było poniekąd zapowiedziane w części dziewiątej. I powiedzcie mi, że z czystej ciekawości nie będziecie chcieli zobaczyć, jak to zostanie nakręcone?

    Sprawdź najlepsze prezenty na Komunię

    Partner poradnika:

    Kup prezent na Komunię z apką PAYBACK i zgarnij punkty
    Impression Tag
    Sprawdź najnowsze wpisy