ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii
predator prey recenzja filmu

Predator: Prey – oceniamy prequel filmu Predator dostępny na Disney+

Autor: Przemysław Dobrzyński Kategoria: Rozrywka

Prequel filmu „Predator” dostępny jest już na Disney+. Przyznaję, że nie sądziłem, że kiedyś napiszę takie zdanie. Ale rzeczywistość po raz kolejny zaskakuje. A czy sam film „Predator: Prey” zaskakuje pozytywnie? Przekonacie się niżej.

Spis treści:

Predator: Prey – o czym opowiada prequel Predatora?

predator prey recenzja film

Na wstępie zaznaczam, że w tym tekście znajdą się drobne, acz istotne dla fabuły, spoilery. Postanowiłem o nich wspomnieć, gdyż potrzebne są do uzasadnienia oceny filmu. Miejcie to więc na uwadze. „Predator” to seria, która, jak wszyscy chyba wiedzą, nie ma skomplikowanej fabuły. Także i „Predator: Prey” nie wyłamuje się z tego schematu. Akcja filmu rozgrywa się w 1719 roku na Północnych Wielkich Równinach i koncentruje się na początkującej łowczyni plemienia Komanczów o imieniu Naru (w tej roli Amber Midthunder). Chociaż jest utalentowaną uzdrowicielką, Naru desperacko chce być myśliwym i przywódcą, jak jej brat Taabe (Dakota Beavers) i nieustannie buntuje się względem oczekiwań stawianych wobec niej. Trenuje z bronią na własną rękę, pcha się na polowanie, a na pytanie, dlaczego tak bardzo tego chce, mówi po prostu: „ponieważ wszyscy myślicie, że nie mogę”. Akurat w tym samym momencie na Ziemi ląduje statek kosmiczny z łowcą na pokładzie, który ma w planach polowanie na miejscową zwierzynę (w tym ludność).

Predator: Prey – powrót do korzeni serii?

W przeważającej części „Predator: Prey” od strony fabularnej stanowi powolne i stopniowe przygotowanie do ostatecznego starcia między Naru a Predatorem. Z jednej strony widzimy, jak Naru powoli dojrzewa, ucząc się ufać swoim instynktom, nawet gdy nikt nie wydaje się jej wierzyć (ani w nią – z wyjątkiem jej wspierającego brata). Jest w równym stopniu niecierpliwa, zdeterminowana i zaradna. Tymczasem obcy stale testuje się w tym nowym krajobrazie. Zaczyna od krojenia małych zwierząt, zanim przejdzie do większych trofeów, takich jak niedźwiedzie i, ostatecznie, ludzie.

I pod tym względem „Predator: Prey” ogląda się całkiem nieźle. Twórcy w końcu wrócili do sedna i serca tej franczyzy, a mianowicie do motywu polowania. W pewnym momencie obie strony na siebie polują. Umiejscowienie akcji 300 lat w przeszłości, w nieskalanych cywilizacją stepach i lasach tylko dodaje całości kapitalnej, surowej atmosfery. Fani serii pod wieloma względami powinni być usatysfakcjonowani tym, w jaki sposób ukazano w tym filmie Predatora. Parę scen egzekucji w jego wydaniu naprawdę potrafi zjeżyć niejeden włos na głowie. Wcielająca się w Naru Amber Midthunder udanie ogrywa swoją rolę i unosi film na swoich barkach – jest przekonująca i ma wystarczającą charyzmę.

predator prey film recenzja

Przez sporą część seansu „Predator: Prey” wydaje się być pierwszą od lat udaną częścią serii „Predator”, która dotąd miała potwornego pecha do kontynuacji (choć osobiście podobał mi się „Predators” z 2010 roku). Najważniejsze, że twórcy, w końcu, postawili na prostotę, klarowność i widać, że wiedzą na czym polega fenomen sukcesu Predatora jako postaci.

Czy Predator: Prey to dobry film?

Odpowiedź na powyższe pytanie nie jest jednoznaczna. Sporo rzeczy, o których pisałem wyżej, się udało. Do tego połączenie survivalowego filmu akcji o plemieniu rdzennych Amerykanów z XVIII wieku z elementami science-fiction (i horroru) to nieczęsto spotykana mieszanka, a wyszła ona twórcom całkiem nieźle. Niestety jednak im bliżej finału, tym „Predator: Prey” zaczął się trochę wykolejać. I niestety upatruję w tym feministyczny przekaz zaszyty w omawianym filmie. Nie żebym był przeciwnikiem postulatów feministycznych ani kobiecych bohaterek w kinie w ogóle, natomiast zaczynam mieć z tym problem, gdy rzeczone postulaty i polityczne agendy zaczynają negatywnie wpływać na fabułę. Tutaj też przechodzę do zasygnalizowanych wcześniej spoilerów. Otóż twórcy tak zbudowali linię fabularną swego filmu, że jego bohaterka na dobrą sprawę nie nadaje się do starcia z Predatorem, ale i tak ostatecznie staje z nim oko w oko. Podczas gdy jej silniejsi i sprawniejsi towarzysze przepadną w pojedynku z kosmicznym łowcą ona zawsze szczęśliwym trafem uniknie śmierci. Z jednej strony jest to zabieg fabularny, który odkłada ostateczny pojedynek Naru z Predatorem na finał i tym samym tworzy niezłe napięcie, ale równocześnie potrafi irytować. Tym bardziej, że po którymś już razie, gdy Naru w wyniku odpowiedniego zbiegu okoliczności uchodzi z życiem, całość zaczyna przypominać fabułę kreskówki z disnejowską księżniczką, która musi wygrać za wszelką cenę, nie ważne co by się miało wydarzyć. W finałowej walce jest nawet moment, w którym Naru walczy z Predatorem wraz z pomocą swojego uroczego psa… Chyba więcej komentarza nie potrzeba.

predator prey film 2022

Ale i to nie wszystko, bo twórcy tak to sobie wymyślili, że Naru często okazuje się faworytką danego starcia, gdyż Predator… nie uznaje jej za zagrożenie. W związku z czym nie atakuje. Tak, proszę państwa, autorzy „Predator: Prey” uczynili Predatora kosmicznym męskim szowinistą, który lekceważy kobiety. Za co przyjdzie mu zapłacić sporą cenę. Brzmi to, i prezentuje się na ekranie, jak dość łopatologiczna bajka z chwilami krindżowym poprawnym politycznie morałem dla większych dzieci. I jeszcze raz, nie twierdzę, że morał ten nie jest słuszny, natomiast wszystko rozbija się o to, czy ma on ręce i nogi i pasuje do całości. Nie mam problemu z oglądaniem filmu o kobietach-maszynach do zabijania. Jeśli jednak oglądam postać, która wielu rzeczy jeszcze nie potrafi i nie jest u szczytu swojej sprawności, a ostatecznie pokonuje w pojedynkę niemal perfekcyjnego zabójcę z kosmosu o nadludzkich siłach, to trudno mi taki film traktować w pełni poważnie. Choćbym chciał. Przepraszam za te spoilery, ale ostrzegałem na początku i jak pisałem, wiążą się one z moją oceną filmu.

Predator: Prey – ocena filmu

Jak więc wypadł film „Predator: Prey”. Mimo wszystko nieźle. Doceniam formę (niezła reżyseria), powrót do korzeni i prostotę przekazu przez większość filmu; pokazanie Predatora jakiego fani kochają i pomysł na miejsce oraz czas akcji. Mimo wszystko jednak scenariusz mógł być trochę bardziej dopracowany, trzeci akt wydaje się jakby powstał na kolanie w celu podkreślenia feministycznego przekazu, który wcale nie musiał być szyty tak grubymi nićmi. Nie wiem czy w ogóle był potrzebny w filmie o Predatorze. Ale może dziś wszędzie musi być wrzucony? W każdym razie „Predator: Prey” to film warty uwagi, zarówno dla fanów serii jak i tych, którzy dopiero mieliby zaczynać z nią przygodę. Przez dwie-trzecie seansu powinniście się nieźle bawić, o ile lubicie takie kino.

Ogólna ocena

6/10

Sprawdź najnowsze wpisy