ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii
dragon ball ranking filmow

Dragon Ball – wielki ranking filmów kinowych od najgorszego do najlepszego

Autor: Przemysław Dobrzyński Kategoria: Rozrywka

Już od 19 sierpnia 2022 także i polscy widzowie będą mogli obejrzeć film „Dragon Ball Super: Super Hero” na dużym ekranie w kinach! Z tej okazji postanowiłem uszeregować wszystkie dotychczasowe filmy kinowe z uniwersum Dragon Ball. Od najgorszego do najlepszego. Oczywiście nie uwzględniłem tutaj abominacji, czyli aktorskiego, hollywoodzkiego „Dragonballa”. Ten film jest poza wszelką skalą. W każdym razie. Zaczynamy!

Super Android 13

To bodaj jedyny film Dragon Ball, który mnie zanudził na śmierć. Filmowa alternatywa dla sagi androidów z serialu nie prezentuje nic ciekawego, wydaje się być zrobiona od niechcenia i czystego obowiązku. Fabuła to przetworzenie wątków z poprzednich filmów i serialu. Podobnie rzecz ma się z gagami. Sekwencje walk są nudne. Animacja jest w porządku, co najwyżej. Jeśli mielibyście ominąć których z filmów Dragon Balla, to ten byłby dobrym wyborem.

Śpiąca księżniczka w zamku zła

Z jednej strony mamy tu do czynienia ze standardową, sympatycznie głupkowatą historyjką przygodowo-komediową w stylu klasycznego “Dragon Balla”, która dodatkowo nawiązuje do pierwszych odcinków serii. Z drugiej strony fabuła zbyt często traci skupienie na głównym wątku i zdaje się być jedynie kiepskim pretekstem do pokazania na ekranie kolejnych postaci, które nie odgrywają zbyt wielkiej roli. Animacja oraz pojedynki również pozostawiają wiele do życzenia, nawet mając na uwadze, że jest to film z 1987 roku. Ale też nie jest to pierwszy, a drugi w kolejności film „Dragon Ball”, a poprzednik był i pod tym względem lepszy.

Bio-Broly

Po części doceniam fakt, że tym razem twórcy postanowili przedstawić nam coś trochę odmiennego w filmie z serii Dragon Ball. „Bio-Broly” nawiązuje bowiem do motywów z horrorów klasy B stawiając Gotena i Trunksa przeciwko błotno-szlamowemu potworowi. I choć animacja stoi na względnie niezłym poziomie, to jednak całość prezentuje się… dziwnie. Oglądając ten film miałem poczucie zmarnowanego potencjału, choć z drugiej strony przyszła mi do głowy myśl, że w sumie to chętnie zobaczyłbym serialowy spin-off Dragon Balla z Goten i Trunksem w rolach głównych.

Broly – Drugie starcie

Na poziomie ogólnym mamy tu do czynienia z klasycznymi elementami serii „Dragon Ball Z”. Do tego pomysł wyjściowy, by tym razem przeciwstawić potężnego Broly’ego z Gohanem, Gotenem, Trunksem i Videl, podczas gdy Goku jest nieobecny wydawał się ciekawy. Z tymże wykonanie kuleje. Przedstawione w filmie poszukiwanie Smoczych Kul jest na dobrą sprawę bezcelowe. Walki są dobrze animowane, ale strasznie krótkie, przez co nie dają widzowi zbyt wiele satysfakcji. A przecież „Dragon Balla” oglądamy głownie dla walk, a nie wybitnej fabuły.

Powrót Coolera

„Powrót Coolera” to nie był może fatalny film w żadnym stopniu, ale nie oferował nic ciekawego związanego zarówno z postaciami antagonistów jak i głównych bohaterów. Fabuła to na dobrą sprawę auto-plagiat Sagi Namek, w której to tym razem Cooler atakuje Nowe Namek wraz z siłami sługusów. W walkach brakuje napięcia, z którego znana jest cała seria, a i animacja czasami razi poważnymi niedoróbkami.

Drzewo Mocy

Ten film jest o tyle dziwny, że przez większość czasu nie jest w stanie skupić się na głównej fabule, zdaje się za to krążyć wokół niej. Rozkręca się dopiero w połowie, a i wtedy rozczarowuje dość przeciętnymi walkami, raczej słabą animacją, do tego design głównego przeciwnika jest po prostu leniwy (wygląda on praktycznie tak samo jak Goku).

Lord Slug

Film ten łączy w sobie elementy sagi o Piccolo Daimao z pierwszego „Dragon Balla” i sagi Radditza otwierającej „Dragon Ball Z”. Udaje mu się nieźle wydobyć to, co najlepsze z tych dwóch wątków i zespolić je w jeden. Tym niemniej nie jest to rzecz, do której chcę wracać, ani też coś, co oglądałem z zapartym tchem. Raczej do zapomnienia.

Broly – Legendarny Super Saiyan

To jeden z dłuższych filmów osadzonych w uniwersum Dragon Ball. Niestety ten czas trwania nie został sprawnie wykorzystany. Fabuła nie dość, że potrafi się dłużyć, to jeszcze sam powód, dla którego tytułowy Broly nienawidzi Goku jest tak idiotyczny, że psuję resztę zabawy. Aczkolwiek udało się temu filmowi wprowadzić do uniwersum Dragon Ball nową postać – Broly’ego – który zyskał status kultowego antybohatera.

Najeźdźcy z kosmosu

„Bojack Unbound” to kolejny film, w którym wojownicy Z muszą stawić czoła potężnemu przeciwnikowi podczas gdy Goku jest nieobecny. To zawsze poprawia dramaturgię, choć z drugiej strony chyba jednak większość fanów ogląda filmy i serię Dragon Ball dla Goku właśnie. W każdym razie animacja prezentuje się tu naprawdę nieźle, podobne jak sceny walk, które chwilami są naprawdę widowiskowe. Choć należy mieć na uwadze, że postaci Bojacka oraz jego pomocników są dość… przeciętne i nie zapadają w pamięć. No i sam finał starcia z Bojackiem to na dobrą sprawę zrzynka z pojedynku Gohana z Cellem z serialu.

Bitwa Bogów

“Bitwa Bogów” to skondensowana wersja pierwszych 15 odcinków serii “Dragon Ball Super”. A że nie jestem wielki fanem “Dragon Ball Super” (seria ta jest o wiele gorzej napisana, słabo animowana, o wiele bardziej głupkowata i skierowana, o dziwo, do młodszego niż serie wcześniejsze widza) to i nie jestem fanem tego filmu. Animacja, choć trochę lepsza niż w serii telewizyjnej, pozostawia wiele do życzenia I wypada blado w porównaniu zarówno z filmami jak i niektórymi odcinkami serii „Z” z lat 90. Fabuła jest bezsensowna, nawet jak na standardy Dragon Balla. Nowy poziom Super Saiyanina to jakiś nieudany żart. Jeśli jednak lubicie serię “Super” to spokojnie możecie wstawić ten film wyżej w tym rankingu.

Legenda Shenlona

„Legenda Shenlona” opowiada historię znaną z pierwszej sagi oryginalnego „Dragon Balla” w formie skondensowanej, z nowym, oryginalnym złoczyńcą zamiast Pilafa i paroma wątkami wziętymi z późniejszej sagi Armii Czerwonej Wstęgi. I w większości film ten wychodzi obronną ręką przedstawiając wszystkie najlepsze elementy Dragon Balla w trakcie swojego trwania. Tym niemiej jest to niestety kolejny remake opowieści znanej z serialu, także na tym etapie pojawia się pytanie o sens oglądania tych filmów o ile ktoś oczywiście nie jest ultra fanem serii albo jej nie oglądał.

Zmartwychwstanie F’

Drugi film związany z serią “Dragon Ball Super” także stanowi kondensację kilkunastu odcinków serialu. Moje zdanie o “Super” się nie zmieniło, więc nadal nie cenię tego filmu zanadto, ale przynamniej tym razem pretekst do walk jest o wiele bardziej sensowny (oczywiście cały czas w granicach uniwersum Dragon Ball). A i same walki są o wiele bardziej imponujące I ciekawsze niż w “Bitwie Bogów”. Ciągle mam też problem z tym “nowym” stylem animacji (nadal stwierdzam, że lata 90. górują pod każdym względem), ale w “Zmartwychwstaniu F’” poczyniono parę kroków w dobrym kierunku w tym temacie. Także całościowo jest to dość przyjemna w obyciu pozycja, którą polecam bardziej niż odpowiadające jej odcinki serii “Super”.

Mistyczna przygoda

O ile opisywana tutaj wcześniej “Legenda Shenlona” stanowiła względnie wierny remake serialu “Dragon Ball”, tak “Mistyczna przygoda” to kolejne opowiedzenie tej historii, z tymże tym razem zupełnie inaczej. Kilka kluczowych postaci, od Tiena i Chiaotzu po Tao Pai Paia, ma zupełnie inne role niż wcześniej, zmieniając całą historię na naprawdę zabawne i interesujące sposoby. Bitwy turniejowe filmu również dają masę frajdy z oglądania, a beztroski i głupkowaty charakter znany z serii jest w pełni widoczny. Naprawdę udana alternatywa dla serii.

Zemsta Coolera

Na dobrą sprawę filmy kinowe w uniwersum Dragon Ball to alternatywne historie, które przeważnie nie należą do kanonu serii i rzadko kiedy zapisują się w pamięci fanów. Podobnie jak złoczyńcy w nich przedstawieni. Spośród wszystkich kilkunastu filmów kinowych jedynie dwóch “złych” zapisało się na stałe w świadomości fandomu. Pierwszy to Broly, a drugi to Cooler. Brat Friezy, który postanawia pomścić jego śmierć z miejsca dołączył do panteonu Smoczych Kul. Szkoda tylko, że film z nim nie miał lepszej i bardziej wciągającej historii. Ale też nie jest tragicznie. To pierwszy film, w którym pokazano formę Super Saiyana. Design Coolera, choć nie powala oryginalnością, jest ciekawy, walki są dobrze animowane I wciągające. Czegóż chcieć więcej od tego typu produkcji?

Sposób, by stać się silniejszym

To już trzecie podejście do remaku pierwszego Dragon Balla, ale tym razem najbliższe oryginałowi (z paroma niedużymi zmianami) i z genialną, przepiękną animacją. Z miłą chęcią zobaczyłbym wszystkie poniższe I powyższe filmy z serii Dragon Ball w tym stylu. “Droga do władzy” to na dobrą sprawę idealny film startowy na zapoznanie się z uniwersum stworzonym przez Akirę Toriyamę. Znakomicie podsumowuje on pierwszą serię i stanowi udany wstęp do “Dragon Ball Z”.

Martwa strefa

To pierwszy film kinowy związany z serią “Dragon Ball Z” i udaje mu się sprawnie połączyć wszystko to, co najlepsze zarówno w wówczas startującej “Z-tce” jak i jej poprzedniku. Fabuła to na dobrą sprawę wariacja tego, co mogliśmy oglądać w pierwszych odcinkach serialu, tyle że z innymi przeciwnikami. Animacja jest jedną z najlepszych pośród wszystkich filmów kinowych DB, podobnie jak same sceny pojedynków.

Najsilniejszy wojownik na Ziemi

To jeden z pierwszych filmów serii Dragon Ball Z, którego fabuła mogłaby spokojnie posłużyć za całą sagę w serialu. Nie jest to może rzecz wybitna pod kątem scenariuszowym, ale otrzymujemy oryginalną historię, która nie trzyma się niewolniczo schematów zapożyczonych z serialu, co w przypadku “kinówek” Dragon Ball nie jest wcale oczywistością. No i animacja w tym filmie jest zdecydowanie w czołówce jeśli chodzi o filmy Dragon Ball. Zarówno jeśli chodzi o jej płynność jak i choreografię scen walk.

Broly

Trzeci spośród filmów kinowych powiązanych z serią “Dragon Ball Super” jest, na szczęście, tym razem oryginalną historią i nie porusza wątków z serialu. Pozwoliło to na świeże podejście twórców nie tylko w obrębie “Super”, ale w ogóle wszystkich filmów kinowych Dragon Ball. Jasne, “Broly” jest w pewnym stopniu remakiem filmu “Broly – Legendarny Super Saiyan”. Jednak w scenariuszu poczyniono sporo zmian na lepsze oraz pozwolono nam bardziej zagłębić się w historię Saiyan jak i w motywacje samego Broly’ego. Oczywiście to nadal nie Szekspir, tylko Dragon Ball, więc nie ma co spodziewać się nie wiadomo czego, natomiast w obrębie marki to jedno z najbardziej ambitnych dokonań. Także pod względem scen walk. A w “Broly” czeka nas nieprzerwany, trwający około 30 minut epicki pojedynek Goku i Vegety z Brolym. I “epicki” jest naprawdę dobrym określeniem dla tego, co możemy zobaczyć na ekranie. Walki prezentują się nieziemsko i jest to jeden z nielicznych przypadków, w których „kinówka” Dragon Ball dostarcza nam naprawdę maksimum wrażeń. Plus kreska jest wspaniała. Widocznie nawiązująca do uwielbianego przez fanów stylu z lat 90. “Broly” to pod każdym względem fan-service, ale jeśli chodzi o Dragon Balla to absolutnie udany.

Atak Smoka

Swego czasu “Atak Smoka” uznawany był za epilog całego Dragon Balla. Ostatni film i pożegnane z serią. Po latach oczywiście Dragon Ball powrócił, ale tak czy tak “Atak Smoka” pozostaje jednym z najciekawszych filmów w tym uniwersum. Jest też wyraźnie odmienny od innych opartych na serii “Z”. Fabularnie ma trochę większe ambicje niż tylko bycie pretekstem do scen walk obrazując nam tworzącą się relację przyjacielską między Trunksem i legendarnym wojownikiem Tapionem, który był do niedawna uwięziony w pozytywce. Elementy przygodowe łączą się tu z fantasy, co jest miłą odmianą. Do tego na koniec oglądamy bitwę, w której Goku walczy z olbrzymim stworem w stylu filmów o Godzilli, co również wprowadza miłą I świeżą odmianę. Szkoda, że twórcy zdecydowali się na tak kreatywne w obrębie serii ruchy dopiero jak wiedzieli, że, na tamtą chwilę, będzie to finałowy film. Tak czy tak, “Gniew Smoka” ogląda się znakomicie, to jeden z tych filmów w uniwersum Dragon Ball, który można polecić nawet osobom nie znających serii.

Fuzja

To bez dwóch zdań mój ulubiony film Dragon Ball ze wszystkich, które dotąd ujrzały światło dzienne. Pod względem jakości I płynności animacji pozostaje niedościgniony. Fabuła jest tak głupiutka jak tylko może być, nie przeszkadzając tym samym w oglądaniu I stanowiąc idealny pretekst do pokazania kapitalnych sekwencji walk. Wszystkie elementy “Fuzji” są tu po prostu dopieszczone do niemal perfekcji. Oczywiście historia jak I główny przeciwnik to niezbyt oryginalna zrzynka wątków z sagi Buu z serialu, ale kto by się tym przejmował w sytuacji gdy cały film daje taką masę dobrej zabawy I ekscytacji?

Filmowe rankingi, które warto przeczytać

Na naszym portalu znajdziecie także wiele innych rankingów oraz zestawień, które warte są przeczytania. Poniżej prezentujemy ich listę i zachęcamy do czytania.

Sprawdź najnowsze wpisy