ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii

Jak cyfrowa dystrybucja zabiła we mnie radość kupowania gier

Autor: Dominik Izydorczyk Kategoria: Rozrywka

Na początku chciałbym zaznaczyć pewną rzecz. Jest to tylko i wyłącznie mój punkt widzenia i przedstawiam to tak, jak widzę to ja sam. Cyfrowa dystrybucja gier to zdecydowanie ogromna wygoda oraz ułatwienie. Ponad 80% sprzedaży gier to sprzedaż cyfrowa, pudełka powoli odchodzą i zastępowane są właśnie przez cyfrową wygodę. Świat niewątpliwie się zmienia, a wraz z nim branża gier. Czy tego chcemy, czy nie wszystko zmierza ku cyfryzacji, ale czy naprawdę jest to tak duży problem? Z technicznego punktu widzenia nie, z psychologicznego jednak już wygląda to trochę inaczej.

Cyfrowa dystrybucja — Spis treści

Cyfrowa dystrybucja to przyszłość!

Raporty sprzedażowe, które pokazują udział kopii cyfrowych względem pudełkowych, jasno dają nam do myślenia. Sami zaczęliśmy powoli zapominać o pudełkach. Nie ma co mówić tutaj o grach na PC’ta. Steam zdominował rynek, nie ma nawet sensu obecnie patrzeć na gry pudełkowe w tym obszarze. W końcu w pudełku najczęściej nie ma nawet płyty. W środku znajdziemy tylko kod do aktywacji gry cyfrowo. Zauważcie, że zdecydowana większość obudów do komputerów, nie ma nawet miejsca na napęd. Powiedzmy sobie otwarcie — na komputerach dystrybucja pudełkowa już dawno przegrała i nawet nie wyobrażamy sobie kupowania gier w inny sposób.

Inaczej sprawa wygląda na konsolach. Tam kupowanie gry cyfrowej, nie ma nawet dużo sensu. W końcu powszechnym zjawiskiem jest sprzedaż czy wymiana gry, którą udało nam się już ograć. W kontekście kopii cyfrowej jest to niemożliwe. Osobiście znam wielu zagorzałych fanów pudełek, którzy twierdzą, że jeśli nie zostaną do tego zmuszeni, to zawsze będą wybierać gry w pudełku. W związku z tym postawiłem na raport Sony, który możecie przeczytać sobie tutaj:

94% wszystkich dochodów Sony, pochodzi ze źródeł cyfrowych. Dotyczy to zarówno sprzedaży gier, jak i dodatków oraz mikropłatności. Sprzedaż pudełek stanowi dla Sony jednie niewielki odsetek ich przychodów. Warto wspomnieć, że produkcja kopii pudełkowej jest po prostu droższa. Biorąc pod uwagę, że wersje cyfrowe są tańsze w dystrybucji oraz uniemożliwiają graczom ich odsprzedanie, to jest to dla deweloperów, oraz wydawców świetna wiadomość. Nie do końca jednak dla nas. Trzeba zauważyć, że cyfrówki są często droższe niż pudełkowe wydania, a do tego właśnie nie możemy ich odsprzedać.

Istnieje tutaj właśnie ta kwestia pewnej własności i radości z posiadania fizycznego wydania. Gra, którą zakupiliśmy w wersji pudełkowej, jest po prostu nasza i nikt nam jej już nie odbierze. Wystarczy popatrzeć na ostatnie poczynania Ubisoftu, który chciał odebrać graczom na Steam możliwość grania w gry, które legalnie zakupili w formie cyfrowej. Mimo tej wygody dużo to mówi o samej naturze nabywania cyfrówek.

Kiedyś to było…

Tutaj będzie trochę sekcji wspominkowej. Jak już wam wytłumaczyłem, staram się nie patrzeć na dystrybucję cyfrową, jak na drzazgę w oku branży gier. Zresztą, jakbym tak twierdził, to byłbym hipokrytą, ponieważ w komputerze nie mam napędu, a moją główną konsolą jest Xbox Series S, który również owego napędu nie posiada. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio wkładałem krążek do napędu. Patrzę jednak trochę z nostalgią na wcześniejsze lata. Osobiście wyznaje, że musiałem jako gracz po prostu zaadaptować się do nowych zasad w branży. Nikt w końcu nas nie pyta o zdanie, głosujemy naszymi portfelami, a jak pokazują dochody Sony, zdecydowanie głosujemy za cyfrową wygodą.

Osobiście gry najczęściej kupowałem na dwa sposoby. U siebie w Łodzi miałem kiedyś duże Tesco, które miało dział poświęcony grom. Przegrałem tam niezliczone godziny na PS3 czy Xbox 360, które zawsze znajdowały się na „wystawce”. Właśnie tam najczęściej kupowałem nowsze produkcje. Żadna sieciówka wtedy, nie miała takiego wyboru jak właśnie Tesco. Sieciówki również często mają tylko najnowsze produkcje, tam mogłem dostać gry, które były świetne, ale już jakiś czas zalegały na półce w dobrej cenie. Taki zakup gry wiązał się nie tyle z samym zakupem, co po prostu podróżą. Zawsze byłem zorientowany na konkretną grę, zawsze ową grę kończyłem. Często nawet po kilka razy.

Drugim źródłem gier był po prostu pobliski kiosk. Odwiedzałem go każdego miesiąca, aby nabyć kolejny numer CD-Action. To właśnie te gazetki były dla mnie wówczas źródłem wiedzy o nadchodzących grach, to właśnie tam również dawałem się przekonać do zakupu konkretnego tytułu. Największą atrakcją były jednak dołączane gry. Najczęściej były to solidne tytuły i właśnie dzięki CD-Action ukształtował mi się gust gracza. To właśnie za sprawą dema King’s Bounty Legend na jednej z płytek, stałem się wielkim fanem tej serii i każdą część ograłem na wszystkie możliwe sposoby.

Dziś rozpaczliwie próbuję odbudować swoją kolekcję. Kiedyś po prostu, bez większych refleksji wyrzuciłem wszystko, co miałem, ponieważ znacznie bardziej interesowały mnie inne rzeczy w życiu, niż gry. Później wróciłem do swojej pasji i do dziś nie mogę pogodzić się z tym faktem, jak dużej części kolekcji się pozbyłem. Takie zakupy przynosiły mi prawdziwą radość i dziś odnalezienie konkretnego egzemplarza CD-Action na portalu aukcyjnym, przynosi mi znacznie więcej szczęścia, niż zakup nowej gry. Nie dlatego, że zamierzam znów wracać do dawnego sposobu kupowania gier, tylko przez pryzmat tego, że ten tradycyjny sposób przynosił mi radość. Obecnie jest to przecież nawet zbyt wygodne — wchodzę na stronę sklepu, wpisuje dane karty, pobieram grę i gram. Nie ma tu większej refleksji.

Schyłek kupowania gier?

Najbardziej jest zastanawiające to, że nawet porządnie nie przeszliśmy tylko na erę cyfrówek, a już wchodzimy w kolejną erę dystrybucji. Wystarczy popatrzeć jakim zainteresowaniem cieszą się wszelakie abonamenty. Sam oczywiście gamepass’a sobie nie odmawiam. Jest to dla mnie niezwykle wygodne. Kiedyś jak już wspominałem, znacznie bardziej zastanawiałem się nad wyborem, grę zawsze kończyłem i to kilkukrotnie. Obecnie jednak, jak każdy dorosły człowiek tego czasu mam niewiele. Abonament pozwala mi wybrać coś dla siebie. Jak mi się nie spodoba, to nie muszę się zmuszać do grania, ponieważ już wydałem na nią swoje pieniądze. Po prostu wypróbuję kolejną grę.

Dzięki temu wychodzi to również lepiej finansowo. W cenie jednej nowej gry mamy mniej więcej 5 miesięcy abonamentu (GamePass Ultimate). Osobiście w 5 miesięcy przechodzę od deski do deski przynajmniej trzy gry, a wiele innych ogrywam w ramach krótkich sesji. Wychodzi to zatem znacznie korzystniej. Jak tak się głębiej zastanowię, to właśnie abonamenty są powodem, dla którego chce odrzucić stare sentymenty i cieszyć się cyfrową wygodą. Oczywiście, rozwiązanie to ma swoje liczne wady, ale każda metoda dystrybucji te wady posiada.

Jak już mam przechodzić z pudełek na cyfrówki to zdecydowanie wolę pominąć etap kupowania pojedynczych, konkretnych gier w formie cyfrowej i po prostu opłacać sobie abonament. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że tęsknię za ekscytacją z powodu zakupu nowej gry, tęsknię za mało wygodnym modelem ich dystrybucji i na pewno będzie to wszystko dla mnie miłym wspomnieniem.

Sprawdź najnowsze wpisy