ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii

Recenzja Outriders Worldslayer – krótko, ale intensywnie. Brakowało mi takich produkcji

Autor: Bartosz Szczygielski Kategoria: Rozrywka

Outriders Worldslayer to pierwsze DLC do całkiem dobrze przyjętego tytułu stworzonego przez polskie studio, czyli People Can Fly. To też było moje pierwsze spotkanie z Outriders i muszę przyznać, że całkiem udane, choć dość krótkie. Nie dlatego, że tytuł mnie odrzucił lub zniechęcił, ale dlatego, że tak został zaprojektowany. Patrząc więc na jego cenę, można poczuć się zawiedzionym. Ale do tego jeszcze przejdziemy.

Zalety

  • Różnorodność lokacji
  • Dużo nowego sprzętu i dodatków
  • Wciąga

Wady

  • Jak na cenę, to DLC jest zwyczajnie za krótkie
  • Czasem pojawiają się nieprzetłumaczone elementy, więc lokalizacja trochę „leży”

Recenzja Outriders Worldslayer w trzech zdaniach podsumowania

Wciągający shooter, który jednak kończy się w momencie, gdy już zaczynam się w niego mocniej wciągać. Wymagający system walki, choć niekoniecznie dobrze przemyślany. Jest dobrze, ale uczucie niedosytu pozostaje.

  • Grafika 8
  • Fabuła 5
  • Udźwiękowienie 7
  • Radość z gry 7

Ogólna ocena

6.8/10

Recenzja Outriders Worldslayer na PS5 – fabuła jest, ale mogłoby jej nie być

Zacznijmy może od tego, o czym w ogóle opowiada dodatek do Outriders i o czym opowiadała sama gra. To drugie jest dość istotne, a szczególnie wtedy, kiedy zasiadamy do samego DLC nie znając wcześniej wydarzeń z podstawki. Wprawdzie nie jest to wymagane do samej gry, ale wiele ułatwia. Otóż Outriders skupia się na historii ludzkości, która musiała opuścić Ziemię, by znaleźć dla siebie nowy dom. Tak też część osadników znalazła się na planecie Enoch, ale wbrew wcześniejszym zapewnieniom naukowców, ta wcale nie okazała się rajem, a wręcz przeciwnie. Na planecie występuje bowiem Anomalia, która nie tylko ją niszczy, ale daje też niektórym nadnaturalne zdolności. My, jako gracze, wcielamy się w jednego z pierwszych osadników, który po pierwszym kontakcie z Anomalią został zahibernowany na kilkadziesiąt lat i budzi się już w zupełnie nowym środowisku.

Podstawowa wersja gry oczywiście ten wątek rozwija, ale nawet bez jego znajomości, da się grać w Outriders Worldslayer bez większych problemów. Rozmowy, które możemy prowadzić z postaciami dość dobrze tłumaczą to, co wydarzyło się wcześniej i dlaczego znajdujemy się w tym, a nie innym miejscu. No właśnie, sama fabuła Worldslayer nie należy do specjalnie wyszukanych. Otóż nasz bohater udaje się w miejsce na planecie, z którego pochodzi dziwny sygnał dający nadzieję na to, że z Anomalią da się wygrać. Do tego mamy także złowieszczą przeciwniczkę Ereshkigal, która z jednej strony staje nam na drodze, a z drugiej chciałaby połączyć z nami siły. Niby jest ciekawie, bo w końcu mamy przed sobą jakieś wyzwanie, ale finalnie nasza przeciwniczka niewiele wnosi do samej fabuły, choć samo DLC już tak. Trudno to wyjaśnić bez zdradzania samego zakończenia, ale to jest całkiem satysfakcjonujące. I tutaj pojawia się problem i to chyba największy, który dotyczy Outriders Worldslayer.

Worldslayer jest krótkie – za krótkie

Przejście dodatku fabularnego powinno zająć około 4-5 godzin. Wiele też zależy od stopnia trudności, ponieważ im wyższy, tym ten czas może się odrobinę wydłużyć, ale też nie na tyle, by rekompensować cenę. Outriders Worldslayer kosztuje bowiem 165 złotych w wersji na PC-ty i 179 złotych na konsolę PlayStation. W obu przypadkach mamy więc ponad 150 złotych za grę, która trwa raptem kilka godzin. Owszem, godzin intensywnych i wypakowanych akcją, ale dość powtarzalną jak na lootbox shootera. Po skończeniu fabularnej kampanii czeka nas jeszcze endgame, co w tym przypadku oznacza dostęp do Próby Tarya Gratara. To dość duży loch, gdzie przyjdzie nam zmierzyć się z kilkoma bossami i ich podopiecznymi, a do tego dostajemy sporo dobroci w postaci lootu. Jest to całkiem ciekawe, ale zbyt mało różnorodne i niekoniecznie wciągające. Przynajmniej mnie nie przyciągnęło na tyle, by do próby wracać.

Samo Outriders Worldslayer rzuca graczy już przygotowanych do walki. Do dodatku otrzymujemy bowiem dostęp po ukończeniu kampanii głównej w podstawowej wersji gry lub możemy ją zacząć z bohaterem na 30 poziomie. Podobnie jak w podstawowej wersji, mamy cztery klasy postaci do wyboru, a od tego, którą z nich wybierzemy, dostajemy dostęp do specjalnych mocy. Można spopielać wrogów czy też bawić się czasem. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by przechodzić tytuł wielokrotnie, ale z inną klasą postaci, co zmienia oczywiście sposób rozgrywki. Siadając do Worldslayer i to na 30 poziomie, dostaje się od razu możliwość korzystania ze wszystkich mocy specjalnych, więc trochę to zabija element zabawy, czyli budowania postaci od zera. Właściwie to nie musimy nic robić, a zbierane przedmioty posłużą nam wprawdzie do ulepszania postaci czy broni, ale progres nie będzie bardzo zauważalny.

Walka w Outriders Worldslayer jest wymagająca

Outriders Worldslayer recenzja PS5 kadr z gry w lokacji zimowej

Czy można wczuć się w DLC bez znajomości podstawki? Jak najbardziej, choć nie będzie to łatwe, a szczególnie na początku. Ponieważ praktycznie od samego startu kampanii na głowę zwalą nam się hordy przeciwników. Walka z nimi polegać będzie głównie na tym, że szukamy osłony, czekamy aż skille się zregenerują i walczymy dalej. W niektórych lokacjach jest to ułatwione, ponieważ faktycznie mamy tych osłon trochę, ale są też takie, gdzie lądujemy na dużej i otwartej przestrzeni, gdzie trzeba się solidnie nabiegać, by nie dać się dopaść. A przeciwnicy potrafią być zawzięci i w momencie, kiedy jesteśmy atakowani z powietrza i ziemi jednocześnie, potrafi być to frustrujące. Szczególnie na wyższych poziomach apokalipsy, czyli trudności.

Jednak pomimo wyżej wymienionych wad, bawiłem się przy Outriders Worldslayer naprawdę nieźle. Brakowało mi takich prostych aktywności, czyli tak naprawdę napierania do przodu i pozbywania się przeciwników. Daje to sporo satysfakcji, a szczególnie, że mamy tutaj dużą różnorodność względem lokacji. Raz jest deszczowo, raz toniemy w śniegu po kolana, by za chwilę wylądować w przestrzeni tak kolorowej, że wygląda jak inna gra. Mnie osobiście zbieranie dodatkowych pancerzy czy broni niespecjalnie bawi, ale tutaj wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Porównując jednak Outriders Worldslayer do chociażby Tiny Tina’s Wonderlands, to w tej pierwszej produkcji jest wyjątkowo mało wyskakującego zewsząd lootu. Szczególnie na początku.

Recenzja Outriders Worldslayer na PS5 – czy warto?

Czy warto zagrać w Outriders Worldslayer na PS5? Cóż, nie jest to proste pytanie. Bez znajomości podstawowej wersji gry, sporo się jednak traci, a sama długość kampanii jest trochę rozczarowująca. Dalej to jednak dobrze skrojona gra pod konkretne wymagania. Dzieje się dużo i jest efektownie, choć potrafi być powtarzalnie. Outriders Worldslayer to nierówna produkcja, która fanów podstawowej wersji może zawieść, ale siadając do niej na świeżo, można się nieźle bawić. Szkoda tylko, że tak krótko.

Sprawdź najnowsze recenzje