ANDROID.COM.PL – społeczność entuzjastów technologii

Recenzja The Terminal List – lista śmierci robiona jakby przez Reachera i Punishera

Autor: Bartosz Szczygielski Kategoria: Rozrywka

The Terminal List to nowy serial od Amazon Prime Video, którego pierwszy sezon zadebiutował 1 lipca i w całości dostępny jest już na platformie. The Terminal List, czy po polsku Lista śmierci, to produkcja, która powinna spodobać się fanom takich bohaterów, jak Reacher czy nawet Punisher, ponieważ mają oni sporo wspólnego z protagonistą serialu, Jamesa Reece’a, w którego wciela się tutaj Chris Pratt. Jak wypada całość i czy warto poświęcić na nią osiem godzin naszego życia?

Recenzja The Terminal List – o czym opowiada serial Amazon Prime Video

The Terminal List Chris Pratt jako James Reece

Nie każde kino sensacyjne czy akcji musi nieść ze sobą jakieś przesłanie. Czasem potrzebujemy po prostu czegoś… prostego. I The Terminal List mogłoby być taką właśnie opowieścią, ale jednak twórcy postanowili całą historię trochę ubarwić, co niekoniecznie wyszło jej na dobre. Trudno mieć jednak do nich pretensje o niektóre wątki fabularne, skoro serial jest dość wierną ekranizacją powieści Jacka Carra. Ta ukazała się w Polsce w zeszłym roku, a w maju tego roku wyszła jej kontynuacja. Jeżeli więc ktoś czytał książkę, to może odetchnąć, ponieważ adaptacja jest względnie wierna oryginałowi. Mamy wprawdzie trochę zmian, a niektóre wątki przebiegają inaczej, ale finalnie Carra powinien być zadowoleni. Widzowie zresztą też.

Jeżeli chodzi o samą fabułę, to The Terminal List jest idealnym przykładem tzw. kina zemsty. Mamy więc naszego głównego bohatera, czyli w tym przypadku komandora elitarnej jednostki Neavy SEALs. James Reece razem ze swoimi żołnierzami bierze udział w tajnej misji w Afganistanie, ale okazuje się, że to pułapka. Praktycznie wszyscy jego żołnierze w niej giną, a on wraca do USA, by odpowiedzieć na pytania dowództwa. Reece dość mocno oberwał podczas samej akcji, a z jego pamięcią i wspomnieniami nie jest dobrze. Niewiele osób chce mu wierzyć w to, jak przebiegała sama akcja, a i wokół niego zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Wygląda na to, że ktoś chce uciszyć pozostałych przy życiu żołnierzy i nie zawaha się nawet przed tym, by zaatakować ich rodziny.

Lista śmierci, czyli odhaczone punkty fabularne

Sam opis fabuły nie zapowiada niczego rewelacyjnego, a przynajmniej niczego, czego wcześniej nie widzielibyśmy wielokrotnie. Kino zemsty wiąże się z pewnymi schematami i The Terminal List nie zamierza ich ignorować, a raczej skrupulatnie odhacza jeden po drugim. Mamy bohatera, który musi mierzyć się z traumą, ale jednocześnie jest doskonale wyszkolony. Mamy też jego zaufanych pomocników i oczywiście tych złych, którzy w tym przypadku nie są najlepiej nakreśleni. Owszem, możemy nawet zrozumieć ich motywacje, ale finalnie i tak nie mają one większego znaczenia. Reece po prostu mści się na wszystkich, którzy byli zamieszani w feralną akcję i to, co wydarzyło się po niej.

Warto tutaj dodać, że w serialu dodano też trochę rzeczy, których w samej książce nie było, ale te miały za zadanie podbić to, co przeżywa bohater. Wyszło to całkiem nieźle i trudno się o to na twórców serialu złościć. The Terminal List jednak w żaden sposób nie zaskakuje widza, a miejscami może go nawet… znużyć. Szczególnie na zbyt długim początku, czyli pierwszych dwóch, a nawet trzech odcinkach, kiedy wiemy do czego zmierza już akcja, a tej dalej nie otrzymujemy. Przesadne rozciągnięcie serialu na osiem odcinków (każdy po około godzinę), nie wyszło The Terminal List na dobre. Większe skondensowanie akcji byłoby nawet wskazane, ponieważ kiedy już przebrniemy przez początek, zaczyna robić się ciekawie. Jednak część widzów może się poddać po pierwszych odcinkach i nie doczeka do tych, gdzie naprawdę jest widowiskowo.

Żołnierze, zemsta i akcja

Na pochwałę zasługują tutaj sceny akcji, a szczególnie te, gdzie widać to, jak poważnie twórcy podeszli do wyszkolenia aktorów. Ci zachowują się tak, jak powinni żołnierze elitarnych jednostek, a przynajmniej widz odnosi takie wrażenie. Duża też tutaj dbałość o szczegóły, a i sam Chris Pratt zdaje się, że przeszedł długie szkolenie przygotowawcze pod okiem profesjonalistów. Jest taka scena w The Terminal List, gdzie akcja odbywa się w Meksyku i tam widać to bardzo wyraźnie. Postać, w którą wcielił się Pratt, ciężko jednak polubić, ale można ją zrozumieć. Reece jest małomówny, konkretny i skupiony na swoim celu.

Tutaj przypomina trochę Reachera, ale bez poczucia humoru i ciętych ripost. Jego wendeta za to może zbliżać go do Franka Castle, czyli Punishera. Tych łączy podobne origin story, ale jest między nimi też różnica. Punisher skupiał się na bandziorach, a Reece już niekoniecznie. Uwaga, tutaj będzie mały SPOILER odnośnie fabuły. Otóż w pewnym momencie nasz bohater jest już tak zaślepiony zemstą, że bez wahania zabija… ochroniarzy. Bez wątpienia byłych żołnierzy, którzy po prostu wykonują swoją pracę i nie są w ogóle związani z całą sprawą. Reece nie waha się nawet przed tym, by strzelić do człowieka, który się poddał i złożył broń. Trudno mu wtedy kibicować.

Recenzja The Terminal List – czy warto obejrzeć serial na Amazon Prime Video?

The Terminal List Amazon Prime Video plakat promocyjny

The Terminal List długo się rozkręca tak, by pod koniec nabrać już przyzwoitego tempa. Brakuje tutaj fabularnych zaskoczeń, ale serial broni się scenami akcji i walk. Jest też kilka naprawdę brutalnych scen (znowu Meksyk) i widać, że twórcy przyłożyli się do roboty przy ich kręceniu. Nie jest to może poziom The Boys, ale raz jest blisko. Pratt w tej roli sprawdza się nieźle, ale kiedy na ekranie pojawia się Taylor Kitsch, to na nim skupia się uwaga widza.

Finalnie The Terminal List jest serialem, którego nie będziemy pamiętać zbyt długo. Ogląda się go całkiem przyjemnie, kiedy już nabierze odpowiedniego tempa. Widz otrzymuje kilka mocnych i bardzo dobrze zrealizowanych scen akcji (Meksyk i San Francisco), więc fani tego typu obrazów powinni być w pełni usatysfakcjonowani. The Terminal List to typowe kino sensacyjne , które niczym się może nie wyróżnia, ale po skończonym sensie widz nie ma też poczucia, że zupełnie zmarnował czas. Najlepiej serial dopisać do listy i sprawdzić wtedy, kiedy nic ciekawszego nie wpadanie nam w oko.

Sprawdź najnowsze wpisy