[Recenzja] Lenovo Moto Z Play powinien być hitem – testujemy reprezentanta najlepszej modułowej serii smartfonów

Łukasz Pająk Polecane 2016-12-14

lenovo_moto_z_play-1

 

W tym roku jedną z największych nowości technologicznych wśród smartfonów jest modułowość. Co prawda z wielkich graczy tylko LG i Lenovo postawiło na takie rozwiązanie, ale ewidentnie to Chińczycy wygrali całe starcie za sprawą dostępności jak i samej liczby opcjonalnych modułów.

 

Tym samym seria Moto Z pokazała się z naprawdę dobrej strony, pomimo że główny reprezentant nie posiada złącza słuchawkowego i rozwiązania w jego designie są kontrowersyjne. My postanowiliśmy wziąć na warsztat odmianę z dopiskiem „Play”, która posiada większość zalet pierwowzoru a przy okazji możemy podłączyć tradycyjne słuchawki. W takim razie przyjrzyjmy się bezpośredniemu następcy hitu w postaci Moto X Play.

 

Zestaw

 

lenovo_moto_z_play-25

 

Duże opakowanie, więc dużo może zmieścić się w środku? W takim razie otwieramy pudełko i wita nas sam smartfon. Poniżej sterta papierów z kluczykiem do tacki na kartę SIM i MicroSD. Jeszcze jedno piętro niżej i zaskoczenie. Jest tylko ładowarka (15 W) i to nie modułowa, a po prostu zasilacz połączony na sztywno z kablem USB-C. Ten typ złącza nie jest jeszcze na tyle popularny, żeby pozwolić sobie na taki ruch. Oczywiście to wszystko, co znajdziemy w pudełku.

 

 

Budowa

 

lenovo_moto_z_play-17

 

Szkło i metal. Moto Z Play z pewnością wygląda oryginalnie i można ten model zarówno pokochać jak i znienawidzić taki design. Ja polubiłem, ale ewidentnie irytował wystający aparat, który nie jest mały oraz zdecydowanie pogrubia całe urządzenie. Do tego szkło z tyłu bardzo lubi przyjmować wszelkie odciski palców. Z przodu problem nie jest aż tak widoczny. Za to poszczególne przyciski z dobrze wyczuwalnym skokiem zostały dobrze ułożone, co też przekłada się na ogólne wrażenia z użytkowania, które w gruncie rzeczy są pozytywne.

 

lenovo_moto_z_play-11

 

Na froncie znajdziemy… prostokątny czytnik linii papilarnych. Ewidentnie rzuca się on w oczy i nie wszystkim może przypasować do gustu. Jednak jego działanie oceniam bardzo dobrze. Mały minus jedynie za małą powierzchnię styku, co czasami sprawia, że nie zostaje nasz odcisk poprawnie rozpoznany. Ten element pełni również funkcję odblokowywania jak i blokowania urządzenia po przytrzymaniu. Można mieć pewne obawy, co do plastikowej maskownicy głośnika do rozmów, która sprawia wrażenie, że będzie się z niej szybko ścierał lakier (pełni także funkcję „nóżki”), ale to oczywiście przypuszczenia. Pod kątem rozmów nie mogę nic samemu głośnikowi zarzucić.

 

lenovo_moto_z_play-12

 

Mimo wszystko także dioda doświetlająca zdjęcia nad wyświetlaczem nie jest codziennym widokiem. Oczywiście nie zabrakło odpowiednika dla powiadomień, który niestety jest zablokowany i światło z tego miejsca możemy ujrzeć jedynie podczas uruchamiania urządzenia.

 

lenovo_moto_z_play-5

 

Po obróceniu urządzenia coś nowego, niespotykanego i ogólnie świeżego. Doceniam jak producenci starają się łamać schematy i wygląd pleców Moto Z Play ewidentnie to pokazuje. Gdyby nie ten wystający aparat, który w tym smartfonie wyjątkowo irytował. Jednak znalazło się na tej powierzchni również miejsce dla ogromnego złącza dedykowanego Moto Mods, o których za chwilę. Samo szkło jak wspomniałem lubi zbierać odciski palców, ale także ślady po Moto Mods i recenzowany egzemplarz już posiadał dodatkową otoczkę wokół aparatu, której nie mogłem doczyścić.

 

lenovo_moto_z_play-9

 

Poszczególne krawędzie już tak nie szokują – chyba, że szerokie wycięcia w aluminium nie przypadną Wam do gustu. Na górze Lenovo Moto Z Play znajdziemy dodatkowy mikrofon i tackę na kartę SIM oraz pamięci.

 

lenovo_moto_z_play-13

 

Po lewej stronie pustka, a po prawej wszystkie fizyczne klawisze, które na szczęście można bez problemu rozróżnić za sprawą frezowanego wzoru na przycisku odpowiedzialnym za blokowanie urządzenia.

 

lenovo_moto_z_play-8

 

Na dole zlokalizowano pozostałe złącza USB-C oraz słuchawkowe, z którego płynie przeciętnej jakości dźwięk. Zastanawiacie się gdzie jest głośnik multimedialny? Został zespolony z odpowiednikiem do rozmów i dźwięk również nie kaleczy naszych bębenków, aczkolwiek też nie wyróżnia się niczym szczególnym.

 

lenovo_moto_z_play-10

 

Lenovo Moto Z Play jak i cała seria to ewidentnie kontrowersyjne propozycje, do których trzeba się przyzwyczaić. Jeśli jednak przebrniemy przez poszczególne oryginalne rozwiązania to smartfon odpłaci się oryginalnością, której nie oferuje dzisiaj tak naprawdę żaden znany producent.

 

 

Moto Mods

 

lenovo_moto_z_play-28

 

Razem ze smartfonem trafił do mnie moduł w postaci głośnika sygnowanego logiem JBL. SoundBoost to nic innego jak większość tego typu akcesoriów dostępnych zazwyczaj z wbudowanym modułem Bluetooth, ale w tym wypadku podłączamy go do jednego z reprezentantów Moto Z na stałe. Skoro już przy tym jesteśmy to samo połączenie akcesoriów Moto Mods ze smartfonem jest banalnie proste. Wystarczy odpowiednio trafić aparatem w otwór i magnes zrobi swoje. Jest to rozwiązanie szybkie i bezproblemowe.

 

lenovo_moto_z_play-23

 

Sam moduł JBL jest duży, nawet bardzo duży. W sumie głośnik, a właściwie głośniki stereo mogą pochwalić się mocą po 3 W, która być może nie jest imponująca, ale jakość dźwięku jak i samo jego natężenie potrafi zaskoczyć. Oczywiście nie nagłośnimy takim zestawem domówki jak podają materiały promocyjne, ale w domu oglądanie chociażby poradników kucharskich z wykorzystaniem dedykowanej podpórki wydaje się idealnym rozwiązaniem.

 

lenovo_moto_z_play-21

 

Jednak to wszystko należy czymś zasilić i w tym momencie pojawia się wbudowany akumulator o pojemności 1000 mAh, który ma zapewnić pracę głośnika do 10 godzin. Jestem w stanie uwierzyć w tę wartość, gdyż po około jednej godziny pracy stan naładowania spadł o 10%. SoundBooster niestety nie może dzielić się swoją energią ze smartfonem.

 

lenovo_moto_z_play-30

 

Ładować moduł od JBL możemy na dwa sposoby: smartfonem lub osobno za pomocą złącza USB-C, które znalazło się na obudowie razem z przyciskiem i diodą. Ostatnie dwa elementy po prostu pokazują nam stan naładowania akumulatora. Sama regeneracja ogniwa trwa długo, gdyż możemy używać jedynie ładowarek z parametrami 5 V i 1 A.

 

lenovo_moto_z_play-19

 

Na koniec cena, która wynosi obecnie około 450 złotych. Czy to dużo? Tak, nawet bardzo, gdyż w tej cenie możemy dostać zdecydowanie lepsze głośniki wykorzystujące moduł Bluetooth i nie ucierpi na tym jakość dźwięku nawet wykorzystując bezprzewodowe połączenie.

 

 

Specyfikacja techniczna

 

lenovo_moto_z_play-4

 

Wracamy do opisu smartfonu i pamiętajmy, że dopisek „Play” w nomenklaturze Lenovo oznacza słabszą odmianę. Jednak Moto Z to topowa seria, więc testowany model z pewnością słaby być nie może toteż przyjrzyjmy się samej specyfikacji:

 

  •  5,5-calowy wyświetlacz Super AMOLED FullHD (403 pikseli na cal, 69% wypełnienia frontu);
  • układ Snapdragon 625;
  • GPU: Adreno 506;
  • 3 GB RAM;
  • 32 GB wbudowanej pamięci dla użytkownika (+MicroSD do 256 GB);
  • aparaty:
    • przód: 5 MPx (LED, f/2.2);
    • tył: 16 MPx (2x LED, PDAF, f/2.0);
  • akumulator o pojemności 3510 mAh;
  • NFC, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n, USB-C, czytnik linii papilarnych;
  • Android 6.0.1 Marshmallow;
  • wymiary: 156,4 x 76,4 x 7 mm;
  • waga: 165 g.

 

Stosunkowo duży akumulator, nie najgorszy procesor i optymalna przestrzeń na kod poszczególnych programów. Czego chcieć więcej? Być może Snapdragona 650/652, gdyż Lenovo zamyka sobie drogę do tego układu, ale oczywiście to kwestia tylko i wyłącznie marketingowa. Całość ostatecznie nie wygląda źle, więc przyjrzyjmy się poszczególnym elementom.

 

 

Wyświetlacz

 

lenovo_moto_z_play-18

 

Ekran od Samsunga w 5,5-calowym wydaniu, więc nie mogło się obyć bez określenia Super AMOLED. Niektórzy mogą się bać tego rozwiązania, ale mimo wszystko „cukierkowatość” już zniknęła. Wyświetlacz w Moto Z Play jest bardzo dobry jeśli chodzi o kolory -szczególnie, że w ustawieniach dostępny jest tryb „standardowy” prezentujący realistyczne barwy, co patrząc po robionych zdjęciach jestem w stanie potwierdzić. Dla innych jest opcja „jaskrawy” i to właśnie głównie z niej korzystałem. Jednak same kolory to nie wszystko – ważna jest jeszcze jasność. Dolny poziom jest odpowiedni – mógłby być niższy, ale i tak nie jest źle. Za to kiepsko prezentuje się drugi koniec skali, który jest po prostu za ciemny.

 

 

Akumulator

 

lenovo_moto_z_play-27

 

Z racji, że Lenovo Moto Z Play nie jest demonem wydajności to nie starałem się katować go możliwie najbardziej wymagającymi grami i to się opłacało. Mimo być może niewyróżniającej się pojemności akumulatora to 3510 mAh potrafi wystarczyć nawet na 2 dni spokojnej pracy, podczas której przez ponad 10 godzin włączony jest wyświetlacz. Jeśli jednak postanowimy uruchomić bardziej wymagające procesy to ostatnia wartość spada do około 6 godzin, co i tak jest świetnym rezultatem. To oznacza, że więcej czasu spędzimy podłączeni do ładowarki, gdyż pełna regeneracja akumulatora trwa ponad dwie i pół godziny.

 

 

Aparat

 

lenovo_moto_z_play-6

 

Zacznijmy od plusów – bardzo prosta i intuicyjna, a zarazem przyjemna dla oka aplikacja z trybem manualnym („dla profesjonalistów”) to ewidentnie coś, co zapamiętam po testach Moto Z Play. Jednak jeśli skupimy się na zdjęciach i filmach, które są tworzone za pomocą tego smartfonu to możemy, co najwyżej streścić to w słowie „przeciętniak”.

 

 

Fotografie niczym szczególnym się nie wyróżniają, ale też nie można powiedzieć, że jest fatalnie. Ostrość łapana jest stosunkowo szybko, ale jedynie w dobrych warunkach. W innym wypadku odpowiednie algorytmy wykonywane są długo i nie mamy gwarancji, że zdjęcie nie zostanie rozmazane. Po prostu jest dobrze, aczkolwiek jakością do innych smartfonów w podobnej cenie trochę odstaje. Ostateczna ocena należy do Was:

 

img_20161214_171730241 img_20161214_171703398 img_20161214_171624042 img_20161214_171538975 img_20161214_171502647 img_20161214_171422699 img_20161214_171348656 img_20161214_171330123 img_20161214_171316516 img_20161214_171252701 img_20161214_171100511 img_20161214_092304080

 

 

 

Oprogramowanie i wydajność

 

 

Ostatni smartfon z serii Moto jaki testowałem to Moto X z 2014 roku i zapamiętałem świetne, gdyż niemalże czyste oprogramowanie. W tej kwestii nic się nie zmieniło do dzisiaj. System jest po prostu dopracowany w każdym calu, podobnie jak wszelkie dodatki od Lenovo: aktywny wyświetlacz, integracja z Google Now, świetnie działające gesty i asystent głosowy.

 

 

Po prostu nie mogę się do niczego doczepić, gdyż wszystko pracuje jak należy i nie miałem żadnych problemów związanych z oprogramowaniem. Jednak, co z grami? Cóż, tutaj przypominamy sobie, że z flagowymi smartfonami wspólna jest tylko nazwa, ale spójrzmy najpierw na wykresy:

 

Im wyższy wynik, tym lepszy. Snapdragon 625 nie jest słaby, ale też już zaczyna mu brakować mocy obliczeniowej jeśli uruchomimy wymagające gry. Nie jest to wyraźne, ale jeśli gra obsługuje regulację poziomu grafiki to lepiej nie wybierać najlepszej opcji.

 

 

Podsumowanie

 

lenovo_moto_z_play-2

 

Do Moto Z Play należy się przyzwyczaić. Przeżyć fakt wystającego aparatu, nakleić folię na tył, żeby się nie brudziła i nie zbierała odcisków palców i okaże się, że to całkiem niezły smartfon ze świetnym akumulatorem i jeszcze lepszym oprogramowaniem. Mało tego, ruch Lenovo z wprowadzeniem modułów do urządzenia ze średniej półki jest bardzo dobry, ale w tym momencie dochodzimy do kosztów, które niestety na razie są ewidentnie za wysokie. Jednak jak sam smartfon stanieje z poziomu 2000 złotych i same Moto Mods staną się bardziej atrakcyjne cenowo to mamy przepis na sukces.

 

 

Plusy:

 

  • oprogramowanie;
  • akumulator;
  • Moto Mods.

 

Minusy:

 

  • szklana powierzchnia z tyłu;
  • zestaw;
  • w tej cenie oczekiwałbym Snapdragona 650.




x