vernee-apollo-lite-grey

Vernee stara się, by cały świat o nim usłyszał. Ten młody chiński producent swój najnowszy smartfon, jakim jest Mars bardzo często przyrównuje do iPhone’a 7. Nawet z myślą o nim zdecydował się na wrześniową datę premiery. To jednak nie jedyne urządzenie w portfolio producenta – znamy Thor, którego recenzja pojawiła się już na portalu. Tym razem przyszła kolej na model Apollo Lite. Czy imię greckiego boga piękna w tytule ma znaczenie?

Nie przegap
Wywiad z CEO realme w Europie – Madhav Sheth zapowiada zmiany
Madhav Sheth
Nowy wiceprezes oraz CEO realme w Europie i Indiach, czyli Madhav Sheth, znalazł chwilę czasu dla nas i zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań. Ostatnie dni dla marki były wyjątkowo zajęte, bo firma po raz pierwszy pojawiła się na międzynarodowych targach IFA w Berlinie. W związku z tym postanowiliśmy porozmawiać o planach na przyszłość, rozwoju […]

 

Zestaw

 

 

Znajduje się w nim wszystko to, co potrzebne jest do korzystania ze smartfonu. Nic więcej, nic mniej. Oprócz samego urządzenia w pudełku znajdziemy makulaturę, kluczyk do tacki SIM oraz microSD, szybką ładowarkę 2A z gniazdem europejskim i kablem USB typu C. To wszystko, trochę boli brak słuchawek z nowym USB, gdyż samo urządzenie oferuje odtwarzanie muzyki z wykorzystaniem tego portu.

 

Budowa

 

 

Vernee Apollo Lite charakteryzuje się metalową obudową typu unibody. Oznacza to, że smartfon jest nierozbieralny. Muszę przyznać, że jak na 5,5-calowe urządzenie, całkiem nieźle leży w dłoni. Krawędzie smartfonu są ścięte tak, by zapewnić mocny chwyt. Sam telefon wydaje się być odpowiedniej grubości – myślę, że gdyby był nieco cieńszy ręką nie układałaby się tak dobrze. Nic nie trzeszczy, a klawisze są dobrze spasowane. Jeśli chodzi o rozmieszczenie przycisków, portów i gniazd, na górze Vernee zastosowało wejście słuchawkowe Jack 3.5 mm, dół został wykorzystany dla portu ładowania USB typu C oraz dwóch maskownic (pod jednej z nich kryje się głośnik, pod drugiej mikrofon). Na lewym boku znajdują się zaś gniazda na karty SIM oraz microSD. Po drugiej stronie umieszczono przycisk blokady i regulacji głośności.

 

Frontowy panel jest całkowicie gładki. Na ekranie znajduje się Gorilla Glass 3 oraz folia ochronna nałożona przez producenta. Na górze z lewej strony mruga malutka dioda powiadomień, obok niej mieszczą się czujniki zbliżeniowe, światła oraz kamerka selfie.

 

Tył Apollo Lite został przecięty dwiema liniami antenowymi. Górna, środkowa część została oddana minimalnie wystającemu aparatowi z diodą doświetlającą LED. Tuż pod nim producent zaimplementował skaner linii papilarnych. Rozwiązanie bliźniaczo podobne do Honora 7.

 

Smartfon nie posiada fizycznych klawiszy.

 

Specyfikacja techniczna

 

  • Ekran: 5,5 cali IGZOLCD Sharp; rozdzielczość Full HD
  • Procesor: MediaTek Helio X20
  • GPU: Mali-T880
  • 4 GB RAM
  • Pamięć wewnętrzna: 32 GB (z możliwością rozszerzenia o 128 GB za pomocą karty microSD)
  • Aparaty: tył 16 MP (Samsung S5K3P3), przód 5 MP (Samsung S5K5E2)
  • Akumulator: 3180 mAh
  • Android 6.0 Marshmallow

 

Na papierze Apollo Lite prezentuje się całkiem nieźle. Prawdziwe oblicze widoczne jest dopiero po bliższym poznaniu. Jak zatem smartfon radzi sobie z codziennymi zadaniami?

 

Wyświetlacz

 

 

Dobry. To chyba najlepsze określenie na obecny w tym telefonie ekran. Kąty widzenia są rewelacyjne, mam jedynie wrażenie, że same barwy są zbyt zimne, a kontrast mógłby być większy. Mimo wszystko do codziennych zadań nadaje się bez wątpliwości. Ważna jest tutaj również jasność, która zarówno w nocy na minimalnych ustawieniach, jak i w słoneczny dzień przy maksymalnej wartości pozwala na swobodne i wygodne korzystanie. Oglądanie filmów polecałbym jednak osobom, które nie zwracają uwagi na głębię kolorów. 5,5-calowy ekran o rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli świetnie sprawdza się przy youtube’owej jakości, lecz podziwianie piękna rafy koralowej w 4K może być okrojone.

 

Akumulator

 

screenshot_20160925-211834

 

Zastosowanie baterii o pojemności 3180 mAh na pierwszy rzut oka wydaje się świetnym pomysłem. Połączenie tego z rozdzielczością Full HD a nie QHD również można zaliczyć in plus. Co więcej, czysty Android bez bateriożernych i wodotryskowych nakładek dodatkowo powinien pomóc. W praktyce sprawa wygląda po prostu zwyczajnie. W smartfonie wykorzystałem dual SIM. Będąc cały dzień w zasięgu LTE, często się przemieszczając (a co za tym idzie – łącząc się z kolejnymi nadajnikami) i wyłączeniu Wi-Fi w domu udało mi się osiągnąć niecałe 3 godziny z 15-procentowym zapasem. Wynik ten jest satysfakcjonujący, gdyż inne telefony radziły sobie nieco gorzej. Bardzo podoba mi się tutaj zachowanie baterii, kiedy smartfon nie jest używany. Przez noc może zniknąć maksymalnie kilka procent – zachowując przy tym jednocześnie synchronizację danych. Jedna karta SIM na LTE i Wi-Fi z pewnością zaoferują dłuższą pracę w trakcie dnia.

 

Aparat

 

W urządzeniu znajdziemy 16-megapikseowy aparat główny. Cyferki jednak to nie wszystko i Apollo Lite jest tego dowodem. O ile fotografie na smartfonie wyglądają „po prostu ok”, o tyle na komputerze widać ziarnistość, słabe odwzorowanie kolorów i problemy ze szczegółami. W galerii znajdziecie zdjęcia z oraz bez HDR – różnica? Podobnie jest z kamerką selfie – ta w słabym oświetleniu cofa nas kilka lat wstecz. Zastosowanie dla tego aparatu jednak jest – zdjęcie szybkie, czegoś pod ręką, czegoś do zapamiętania, czegoś do sprawdzenia na później. Nie liczyłbym jednak na niego podczas wakacyjnych wakacji w Portugalii czy nawet przechadzając się po ulicach Wąchocka.

 

 

Ustawienia są minimalne i wszystko, co jest dla nas dostępne możecie zobaczyć na zrzutach ekranu. Fajną opcją jest jedna odczytania znaku „V” zrobionymi dwoma palcami – wydamy tym gestem polecenie zrobienia zdjęcia, nieważne czy aparatem głównym, czy selfie.

 

 

 

Oprogramowanie i wydajność

 

Tu miłe zaskoczenie, ponieważ Vernee po raz kolejny dostarczył nam czystego Android 6.0 Marshmallow. Na smartfonie nie znajduje się żaden bloatware producenta, a jego konfiguracja oraz dobór programów zależy wyłącznie od nas. Interfejs chodzi sprawnie i szybko, nie zacina się, a 4 GB RAM są widoczne – YouTube w tle jest w stanie przez długi czas utrzymać dla nas otwarte wideo, a Facebook zaczętą, acz nieskończoną operację. Nie ma tutaj żadnych bajerów. Możemy sobie jedynie dostosować, jak ma wyglądać nasz pasek nawigacji, w jakim ułożeniu mają być klawisze i zdecydować o ich ilości.

 

 

W kwestii wydajności jest nieźle. Telefonowi zdarza się zgrzać, ale nie są to bardzo wysokie temperatury (pojawiają się one za to podczas ładowania smartfonu, nie polecam wtedy korzystania, gdyż jest odczuwalny dyskomfort). W AnTuTu po najnowszej aktualizacji, która pojawiła się wczoraj i przyniosła kilka poprawek, Apollo Lite osiąga 86290 punktów.

 

Skaner linii papilarnych oraz zasięg

 

Przyłożenie palucha jeden raz zdarza się w około 7 przypadkach na 10. Czasami smartfon wariuje i nie chce zeskanować, czasami robi to niedokładnie, ale jak się uda to jest szybki i automatycznie wybudza urządzenie. Gorzej z zasięgiem. Mimo LTE miałem sytuacje, w których smartfon wskazywał na korzystanie jedynie z 3G. Tam, gdzie inne telefony dawały radę, Apollo Lite nieco zawodził. Nie było tych miejsc jednak na tyle dużo, by się martwić. Raczej wnętrza sklepów i obrzeża miast. Jakość połączeń bardzo dobra.

 

Podsumowanie

 

Vernee Apollo Lite można kupić za mniej 230 dolarów. Za około 880 złotych dostajemy smartfon, który naładuje się w lekko ponad godzinę, zapewni cały dzień pracy na dwóch kartach SIM, posiada USB typu C z możliwością przesyłania dźwięku, przyzwoity ekran oraz zabezpieczenie w postaci skanera linii papilarnych. Pogodzić się jedynie trzeba z gorszym aparatem i słabym głośnikiem zewnętrznym. Telefon do codziennej aktywności w postaci maila, pogody i facebooka nadaje się bardzo dobrze. Nie jest to jednak multimedialna maszynka do robienia zdjęć i oglądania widowiskowych filmów.

 

Vernee Apollo Lite możecie zakupić bezpośrednio od producenta na jego stronie.




Kamil Lewicki

Pasjonat dobrej kuchni i technologiczny geek. Mówi, że grywa w squasha, choć to raczej squash pogrywa z nim. Niegdyś zapalony fan ROMów i kerneli. Niezmiennie esteta.