recenzja Głęboka woda amazon

Recenzja Głęboka woda – film jak świnka morska – ani świnka, ani morska

Bartosz Szczygielski Bartosz Szczygielski Recenzje

Recenzja filmu „Głęboka woda” mogłaby zamknąć się w dwóch stwierdzeniach. To nie jest thriller, a z całą pewnością nie erotyczny, jak go reklamowano. To zaprzepaszczona okazja do tego, by pokazać jak zmienia się związek dwójki ludzi. Zamiast napięcia mamy wiele niepotrzebnych scen, które sztucznie wydłużają produkcję zmierzającą do z góry znanego końca. Niestety, ale Adrian Lyne nie wrócił na reżyserski stołek w chwale.

Recenzja filmu Głęboka woda – miało być napięcie, ale o nim zapomniano

Głębowa woda Amazon Prime Video Ana de Armas

Adrian Lyne od wielu lat nie reżyserował i miał do tego absolutne prawo, bo w końcu ma osiemdziesiąt lat i emerytura mu się jak najbardziej należała. „Głęboka woda” miała być poniekąd powrotem reżysera, który zasłynął tym, że potrafi historie opowiadać tak, by widzowie przez cały czas czuli odpowiednie napięcie. Przykłady? Proszę bardzo – „9 i pół tygodnia”, „Fatalne zauroczenie”, „Lolita”, „Niemoralna propozycja” i coś z zupełnie innej półki, czyli „Drabina Jakubowa”. Każdy z wymienionych tytułów dziś może uchodzić za klasykę kina, a jednocześnie faktycznie były to produkcje, które wywoływały w widzach emocje. Dużo emocji, bo przecież „9 i pół tygodnia” stał się filmem, który na zawsze zmieniło to, jak spoglądamy na lodówki.

Kolejnym nazwiskiem, które trzeba wspomnieć w kontekście tego filmu, jest Mary Patricia Highsmith. To amerykańska pisarka, której już kilka książek zostało zekranizowanych, a wśród nich „Znajomi z pociągu” (jako „Nieznajomi z pociągu” Hitchcocka) czy „Utalentowany pan Ripley”. „Głęboka woda” jest więc kolejną ekranizacją, ale tym razem trudno mówić o dziele udanym. Highsmith twierdziła, że nie chce wtrącać się w pracę reżyserów i scenarzystów, ale w tym przypadku przydałoby się, żeby ktoś to jednak zrobił. Highsmith zmarła w 1995 roku, więc przynajmniej nie mogła zobaczyć tego, co stało się z jej powieścią. Nie czytałem jej książki, ale po seansie chętnie bym po nią sięgnął, by zobaczyć, czy to scenarzyści położyli ją po całości czy może od początku była dokładnie taka, jak film.

Zobacz też: Nowości od Amazon Prime Video na weekend.

„Głęboka woda” cierpi bowiem na absolutny brak napięcia, czyli największy z grzechów thrillerów. Sam pomysł wyjściowy daje obietnice, że faktycznie oglądając „Głęboką wodę” będziemy obgryzać paznokcie ze stresu. Może odrobinę przesadzam, ale są takie produkcje, które mimo braku czyhającego na bohaterów ogromnego niebezpieczeństwa, potrafią zaciekawić. Dobrym przykładem będzie tutaj „Zaginiona dziewczyna”, do której za chwilę jeszcze wrócę.

Głęboka woda – fabuła, która obiecuje dużo

recenzja Głęboka woda amazon

Żeby wyjaśnić, co moim zdaniem nie udało się w „Głębokiej wodzie”, muszę zdradzić to, co dzieje się w filmie. Sama zapowiedź produkcji i jej opis pokazują bowiem, że możemy oczekiwać naprawdę interesującego thrillera, ale w zderzeniu z rzeczywistością jest już gorzej. Tak więc uwaga na SPOILERY, które pojawią się w dalszej części tekstu. Sama historia jest dość prosta. Mamy bowiem małżeństwo i to na nich głównie skupia się cała akcja. Vic Van Allen (Ben Affleck) dorobił się sporego majątku na tym, że zaprojektował chip odpowiedzialny za identyfikację celów wojskowych i używany jest w dronach. Vic ma także żonę, czyli Melindę (Ana de Armas) oraz córkę, ale nie wydaje się być szczęśliwy. Jego żona nie kryje się bowiem z romansami. Zarówno przed mężem, jak i przed ich wspólnym towarzystwem.

Oczywiście istnieją związki, którym taki układ odpowiada, ale Vic ewidentnie ma z tym ogromny problem, który zresztą często manifestuje robiąc rzeczy… dziwne. Tutaj rzuci talerzem, palnie jakąś głupotę na przyjęciu i to właściwie tyle. Para niewiele ze sobą rozmawia i naprawdę trudno ocenić, dlaczego są dalej razem. Nie czuć między nimi „chemii”, co akurat jest spójne z fabułą, choć zachowanie Vica już niezupełnie. Zresztą Melindy także. Tak więc mamy nietypowy związek i sznurek kochanków żony, a część z nich znika w tajemniczych okolicznościach. Można więc powiedzieć, że fabuła „Głębokiej wody” dużo obiecuje, ale to wszystko nie ma przełożenia na napięcie w produkcji. Od samego początku wiemy praktycznie wszystko, czyli, że to Vic odpowiada za znikających kochanków żony. Widać to od pierwszych scen i nie jest to tajemnica, którą twórcy  próbują ukryć. Jednocześnie Vic popełnia tak wiele i tak głupich błędów w swoich akcjach, że aż trudno to czymkolwiek wytłumaczyć. Bo przecież to logiczne, że w momencie zamordowania kogoś, zabieramy jego portfel i chowamy go we własnym domu…

Takich nielogicznych przykładów jest jeszcze kilka, a scena z pościgiem na rowerze jest nimi tak wypełniona, że to po prostu trzeba zobaczyć, by „docenić” pomysły scenarzystów. Zachowanie Melindy można jeszcze w jakiś sposób wytłumaczyć, choć ona także cechuje się irracjonalnością. Tutaj można jednak podejrzewać pewnego rodzaju zaburzenia psychologiczne, które w samym filmie nie są jednak niczym podparte. Jest też wiele scen, które po prostu nic do opowieści nie wnoszą (np. kupno psa), a jedyne co częściowo ratuje film, to zakończenie. Jednak od samego początku widz doskonale wie, czym to wszystko się skończy, ponieważ inaczej cała historia skończyłaby się o wiele wcześniej.

Recenzja Głęboka woda – podsumowanie

Głęboka woda Ana de Armas

Odniosę się także do tego, że „Głęboka woda” miała być thrillerem erotycznym, czyli czymś w czym Lyne się wyspecjalizował przed laty. W produkcji znajdziemy kilka scen nagości czy seksu, ale trudno tutaj mówić o prawdziwym erotyzmie. Można podziwiać de Armas w odsłaniających ciało strojach, a nawet i zobaczyć sporo więcej, ale to w żaden sposób nie wpływa na odbiór filmu. Zdaje się, że tego typu sceny wprowadzono tam tylko dlatego, że Lyne kiedyś kręcił filmy takie, a nie inne. Niestety, ale „Głęboka woda” nie jest ani thrillerem, ani tym bardziej thrillerem erotycznym. Wielka szkoda, bo można było się spodziewać dużo dobrego po całej produkcji. Plusem jest to, że Ana de Armas gra doskonale, ale już Ben Affleck gra tak, jak zawsze, czyli nijako. W tej roli jednak pasuje, bo poniekąd powtarza to, co wiedzieliśmy w „Zaginionej dziewczynie”. Jeżeli jednak szukacie thrillera o związkach, to lepiej sięgnijcie po „Zaginioną dziewczynę”, ponieważ „Głęboka woda” nie daje tego, co obiecywała.

Sprawdź najlepsze prezenty na Komunię

Partner poradnika:

Kup prezent na Komunię z apką PAYBACK i zgarnij punkty
Impression Tag
Sprawdź najnowsze wpisy