Kena: Bridge of Spirits recenzja PS5

[Recenzja] Kena: Bridge of Spirits – zachwycająca, wciągająca i… zwyczajna

Bartosz Szczygielski Recenzje 2021-09-27

Kena: Bridge of Spirits to pierwsza gra od Ember Lab i jeżeli kolejna będzie lepsza, to wyrośnie na rynku naprawdę ciekawe studio. Recenzja tej produkcji mam nadzieję, że przybliży Wam, czym tak naprawdę jest tytuł. Można się nim zachwycić, ale też czasem lekko znudzić, choć finalnie to kawał bardzo dobrego czasoumilacza. Bo tym właśnie jest Kena: Bridge of Spirits, produkcja, która ukazała się na konsole PlayStation (PS5 i PS4) oraz na PC-ty.

Zalety

  • Klimat
  • Doskonały umilacz czasu
  • Wciąga
  • Doskonale „sklejona” przygoda z rzeczy, które znamy aż za dobrze

Wady

  • Fabuła mogłaby się bardziej rozwinąć
  • Czasem pojawiały się kłopoty z poruszaniem

Kena: Bridge of Spirits w trzech zdaniach podsumowania

Bajkowa przygoda w pięknym świecie. Dobrze wyważona produkcja, choć chciałoby się więcej. Tytuł, który wciąga i potrafi zachwycić, ale nie oferuje też nic nowego, co wcale nie jest zarzutem.

Kena: Bridge of Spirits recenzja PS5
  • Grafika 8
  • Muzyka i dźwięk 9
  • Fabuła 7

Ogólna ocena

8/10

Kena dobra na wszystko

Kena: Bridge of Spirits recenzja PS5

Sony chwaliło się Kena: Bridge of Spirits podczas swoich pokazów i Japończycy mieli rację. Wprawdzie gra ukazała się odrobinę później, niż pierwotnie zakładano, to i tak warto było czekać. To jeden z ciekawszych tytułów, który ostatnio pojawił się na PlayStation 5 i choć jest do bólu zwyczajny, to można przy nim spędzić kilkanaście naprawdę przyjemnych godzin. Mi dojście do napisów końcowych zajęło około 12-13 godzin, ale można do tego dołożyć jeszcze kilka, jeżeli zajmiemy się szukaniem dodatkowej zawartości. O tym jednak za chwilę, bo najpierw zajmijmy się przez chwilę fabułą.

Nie przegap
Co sprawia, że wykończenie realme GT Master Edition jest tak wyjątkowe?

Kena jest przewodniczką dusz, czyli osobą, która wysyła niespokojne duchy do zaświatów. O samej bohaterce nie dowiadujemy się za dużo, ale wydaje mi się, że taki był właśnie zamysł twórców. Kena jest bowiem przekaźnikiem, łącznikiem dwóch światów i jej historia nie jest tutaj najważniejsza. Owszem, kilka szczegółów z jej życia zostaje nam wyjawionych podczas gry, ale jest tego niewiele. Niewykluczone, ze Ember Lab zdecydowało się na toki ruch licząc na kontynuację. I mam nadzieję, że takowa się pojawi, bo czas spędzony przed konsolą nie był stracony. W grze Kena musi odesłać w zaświaty kilka wyjątkowo paskudnych dusz, a raczej takich, które paskudnymi się stały. Wioska, do której przybywa, jest bowiem skażona złą energią, a po wysłaniu dusz w zaświaty, świat wraca do swojego pierwotnego kształtu.

Zobacz też: Recenzja Life is Strange: True Colors – emocje, kiedy nic nie robisz.

Fabularnie Kena: Bridge of Spirits nie wnosi wielkiego powiewu świeżości. Można powiedzieć, że aż chciałoby się czegoś więcej, ale postaci są dobrze nakreślone i wszystkie z dusz, którymi się zajmujemy, mają zupełnie inne charaktery oraz motywacje. Twórcy dobrze to wszystko wyważyli i przerywniki filmowe oglądało się z przyjemnością. Te zresztą „pachną” produkcją, która spokojnie mogłaby się znaleźć w portfolio Pixara, więc tym bardziej miło się doprowadzało sprawy w grze do końca.

Zwyczajna-niezwyczajna

Kena: Bridge of Spirits recenzja PS5

Pierwsze co przyciąga w grze, to jej klimat. Lekko baśniowy, a do tego dochodzi cała bajkowa stylistyka. Nie ma tutaj miejsca na dosadną przemoc, ale walki są wyjątkowo widowiskowe. Jednak całość sprawia wrażenie opowieści stworzonej dla młodszego odbiorcy, a to wrażenie potęgują jeszcze stworzonka, które nazwano Rot. Małe, słodkie i wyjątkowo przydatne. Będą towarzyszyć głównej bohaterce praktycznie przez całą podróż, a z czasem będzie ich jeszcze przybywać, więc za Keną będzie w pewnej chwili deptało ich kilkadziesiąt. Z ich pomocą można przesuwać obiekty czy wykorzystywać w walce lub nawet formować w „małego smoka”. Tutaj jednak trzeba pamiętać o tym, że Roty są strachliwe, więc musimy zbierać Odwagę, którą można potem wykorzystać, by posłać je do walki. Punkty Odwagi wypadają z zabitych przeciwników, więc warto najpierw pozbywać się „mięsa armatniego” zanim zaczniemy walkę z mocniejszym przeciwnikiem.

Tych w grze jest naprawdę dużo i różnych rodzajów. Walki są odpowiednio urozmaicone, a sam poziom trudności naprawdę wymagający. I to w trybie, który można uznać za „normalny” (do wyboru są trzy opcje, a po przejściu dochodzi jeszcze jedna). Pierwsza potyczka z potężnym przeciwnikiem pokazuje, że twórcy mieli pomysł na to, jak przyspawać gracza do konsoli. Kena ma kilka podstawowych ciosów, a z czasem dochodzą kolejne możliwości, ale nie ma tego zbyt dużo. Zresztą sam rozwój umiejętności postaci także nie oferuje zbyt wiele, ale to też na tyle krótki tytuł, że trudno zaliczyć to do minusów produkcji. W jej trakcie możemy także zbierać kryształy, za które później… kupimy czapki dla naszych stworzonek. Kiepska to nagroda dla gracza i z czasem zbieranie tych kryształów robi się po prostu z przyzwyczajenia. Kena: Bridge of Spirts to coś, co widzieliśmy już wielokrotnie, ale Ember Lab tak połączyło znane składniki, że rozgrywka się nie nudzi. A to już coś wyjątkowego.

Świat i możliwości PS5

Kena: Bridge of Spirits recenzja PS5

W Kena: Bridge of Spirits nie mamy otwartego świata. Mapa jest duża, więc można eksplorować jej zakamarki, ale w wiele miejsc się nie dostaniemy. Konstrukcja przypomina trochę plansze z ostatniego God of War, czyli korytarzówka, choć odrobinę większa. Czasem można się tutaj pogubić, bo twórcy nie za każdym razem jasno wyznaczali ścieżkę lub dawali podpowiedzi, co zrobić, by otworzyć jakieś przejście. Trochę trzeba pogłówkować, ale to całkiem przyjemne. Będziemy się też odrobinę wspinać, bo elementów zręcznościowych w grze jest całkiem sporo. Niestety, ale tutaj można mieć zarzut do twórców, że Kena… kiepsko skacze. Wiele razy musiałem powtarzać jakieś sekwencje, kiedy bohaterka niby była na półce skalnej, ale nie do końca. Czasem nawet zwykły skok na skrzynię trzeba było powtarzać, bo nie da się tego zrobić stojąc bezpośrednio przy niej, a trzeba się odrobinę odsunąć.

Gra na PS5 korzysta z dobrodziejstw kontrolera DualSense. Czasem czujemy wibracje, kiedy jesteśmy obok przedmiotów, które mogą nas zainteresować, a podczas korzystania z łuku, czujemy napinającą się cięciwę. Gra może działać w dwóch trybach (60 klatek i dynamiczne 4K oraz 30 klatek z natywnym 4K), ale trudno doszukać się różnic podczas rozgrywki. Gra doczytuje się błyskawicznie, więc powtarzanie jakiegoś elementu rozgrywki nie dłuży się w nieskończoność. Muzyka w grze wprowadza w sielski nastrój, a i same dźwięki stoją na bardzo wysokim poziomie.

Recenzja Kena: Bridge of Spirits – podsumowanie

Kena: Bridge of Spirits recenzja PS5

Kena: Bridge of Spirits to krótka, ale wciągająca przygoda. Można powiedzieć, że to tytuł skrojony z dobrze znanych schematów, ale dobrze ze sobą połączonych. Czasu przed konsolą czy komputerem nie zmarnujecie i chciałoby się, żeby produkcja była trochę dłuższa. Wtedy jednak należałoby do niej sporo dołożyć, bo stałaby się zbyt powtarzalna. Teraz jest po prostu dobrze wyważona.

Grę do recenzji otrzymaliśmy bezpośrednio od Ember Lab.

Bartosz Szczygielski

Nowymi technologiami zajmuje się od kilku lat. Kiedy o nich nie pisze, to pewnie pisze kolejną książkę. Jeżeli nie pisze kolejnej książki, to pewnie ogląda seriale, a jeżeli nie ogląda seriali, to najprawdopodobniej śpi.

Sprawdź najnowsze recenzje