Huawei MateView recenzja test

[Recenzja] Huawei MateView — dla tych, którzy potrzebują porządnego monitora do pracy

Łukasz Pająk Recenzje 2021-08-04

Huawei staje się producentem, którego nie kojarzymy już wyłącznie z urządzeń mobilnych. Firma przeszła wyraźną przemianę, która opiera się na tworzeniu różnorakiej elektroniki. W marcu dotarł do Polski model Display 23.8, który był pierwszym monitorem Huawei na naszym rynku. Dzisiaj portfolio znacząco się rozszerza o kolejne propozycje, które tym razem aspirują znacznie wyżej. Ten materiał to recenzja Huawei MateView, ale równocześnie zachęcam Was do przeczytania testu propozycji dla graczy w postaci MateView GT. Serdecznie zapraszam do zapoznania się z oboma testami.

Zalety

  • Prostota obsługi — dotykowe sterowanie sprawdza się w większości sytuacji
  • Proporcje 3:2, wysoka rozdzielczość i szeroka paleta barw bardzo dobrze sprawdzają się w codziennej pracy
  • Mnogość dostępnych złączy i form przesyłania obrazu
  • To nie tylko monitor, ale też stacja dokująca z wbudowanymi portami, zasilaniem, mikrofonami i głośnikiem

Wady

  • Obudowa potrafi wyraźnie się nagrzewać
  • Współpraca ze smartfonami w ograniczonej rozdzielczości
  • Brak możliwości obracania ekranu

Recenzja Huawei MateView w trzech zdaniach podsumowania

Możliwości Huawei MateView są obłędne — to zdecydowanie coś więcej niż tylko monitor. W końcu pojawia się ponadprzeciętny głośnik, dwa udane mikrofony, cały zestaw przydatnych złączy i ciekawy system sterowania. Niemniej wraz z uniwersalizmem idą pewne wyrzeczenia w postaci kalibracji ekranu, która ostatecznie mogłaby wypaść lepiej.

Huawei MateView recenzja test
  • Zestaw 9
  • Budowa 8
  • Jakość obrazu 8
  • Wrażenia z użytkowania 8

Ogólna ocena

8.3/10

Zestaw, specyfikacja techniczna i cena Huawei MateView

Huawei MateView recenzja test

MateView to monitor, który potrzebuje sporo miejsca — zarówno podczas transportu, jak i po jego ustawieniu na biurku. Huawei postanowił nie przerzucać procesu montażu na użytkownika, więc po wyjęciu sprzętu z dużego opakowania możemy od razu postawić w docelowym miejscu. Bez zabawy w mocowanie podstawki, przykręcanie jej i inne czynności. Z mniejszego opakowania wyjmujemy zasilacz (135 W, kabel USB-C), który możemy wykorzystać także do innych urządzeń i teoretycznie już moglibyśmy zacząć pracować. Niemniej w tym samym, mniejszym pudełku znajdziemy jeszcze dwa kable: USB-C – USB-C i DisplayPort – Mini DisplayPort. Po cichu można by jeszcze liczyć na obsługę HDMI w formie przejściówki, ale to nowoczesny monitor przeznaczony dla nowoczesnych komputerów, więc teoretycznie nie powinno być problemów.

Nie przegap
Czy PAYBACK naprawdę pozwala oszczędzać? Sprawdzamy
czy-payback-pozwala-oszczedzac

Tym razem Huawei na poważnie podchodzi do tematów laptopów

Oczywiście nowoczesność i zaawansowanie Huawei MateView musi mieć odbicie w cenie, która wynosi 2999 złotych. W ramach premierowej promocji możemy liczyć dodatkowo na niższą cenę (2599 złotych) i smartwatch Huawei Watch GT 2 Pro w zestawie za symboliczną złotówkę. Jeśli uważacie, że to sporo, jak na monitor, to poznajcie, co tak naprawdę oferuje tytułowy produkt:

  • 28,2-calowy ekran IPS LCD
    • rozdzielczość: 3840×2560 (3:2)
    • 94% wypełnienia obudowy
    • podświetlenie W-LED
    • 10-bitowa paleta barw (1,07 mld kolorów)
    • częstotliwość odświeżania obrazu: 60 Hz
    • gamut:
      • 98% DCI-P3 (delta <2)
      • 100% sRGB (delta <1)
    • HDR400
    • jasność: do 500 nitów
    • kontrast: 1200:1
    • kąty widzenia: 178 stopni
  • obsługa za pomocą panelu Smart Bar lub zewnętrznej myszy i klawiatury
  • złącza:
    • USB-C do zasilania
    • USB-C do przekazywania obrazu, transferu danych i ładowania urządzeń zewnętrznych (do 65 W)
    • 2x USB-A (3.0)
    • HDMI 2.0
    • Mini DisplayPort (1.2)
    • gniazdo słuchawkowe Jack 3,5 mm
  • łączność:
    • Bluetooth 5.1
    • Wi-Fi 5 (802.11ac)
    • NFC
  • głośniki 2x 5 W, dwa mikrofony dalekosiężne
  • wsparcie dla projekcji bezprzewodowej
  • certyfikaty TÜV Rheinland (Low Bluelight i Flicker Free)
  • wymiary: 60,84 x 48,11 x 18,2 cm
    • regulacja wysokości: 11 cm
    • możliwość pochylenia ekranu od 5 stopni (do przodu) do 18 stopni (do tyłu)
  • waga: 6,2 kg

Jak sami widzicie, nie jest to prosty monitor, do którego podłączamy źródło obrazu i na tym koniec jego możliwości. W przypadku wielu osób może to być również stacja dokująca, która ma idealnie sprawdzać się w pracy. Tak brzmi teoria, więc przejdźmy do praktyki.

Budowa i jakość wykonania

Huawei MateView recenzja test

Od razu po wyjęciu z pudełka MateView można odnieść wrażenie, że to sprzęt, który chce dobrze wyglądać. Huawei zabezpieczył osobno każdą, najdrobniejszą powierzchnię, aby na pewno nie uszkodziła się w transporcie, więc po pozbyciu się ochraniaczy naszym oczom ukazują się proste, aczkolwiek eleganckie kształty wyciosane z aluminium. Praktycznie całość jest matowa i na swój sposób szorstka, co może się podobać. Jedynym wyjątkiem jest łącznik monitora z podstawką, który został pomalowany na połyskliwe srebro. Niemniej wszystko dobrze ze sobą współgra.

Teoretycznie przyczepić mogę się do wykończenia samej obudowy ekranu, która po bliższym przyjrzeniu widać, że nie została idealnie równo wycięta. Jednak to detal, który trzeba zauważyć i zapewne nie dotyczy każdego egzemplarza. Skoro o ramce mowa, to spokojnie, nie jest ona tak idealnie cienka, bo Huawei musiało jeszcze zostawić cienkie, bo cienkie, ale czarne pasy wokół ekranu. Proporcje 3:2 nie są przeznaczone do multimediów lub gier, a bardziej do pracy, co w głównej mierze świadczy o przeznaczeniu MateView.

Od tyłu recenzowany monitor przypomina, kto jest jego producentem za sprawą dumnego i błyszczącego loga Huawei. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na dostępne opcje regulacji. Przede wszystkim możemy pochylać ekran odpowiednio o 5 i 18 stopni do przodu i do tyłu. Możemy także regulować jego wysokość o 11 centymetrów, co przy tej skali monitora jest wyraźnym ruchem. Jednocześnie całość odbywa się płynnie, bez żadnych przeskoków i nie wymaga ogromnej siły, ale też nie ma obaw o samoczynne opadanie ekranu. Niestety firma nie przewidziała możliwości obracania go na boki lub całkowitego przekręcania (pivot).

Niecodzienna forma sterowania i pokaźny zestaw złączy wkomponowany w obudowę

Zanim przejdziemy do podstawki, zerknijmy jeszcze na MateView od spodu. Na dolnej krawędzi Huawei zamontował podłużny panel dotykowy, który ma wystarczyć nam do sterowania monitorem w większości przypadków. W rzeczywistości tak też jest, bo podstawowa funkcjonalność faktycznie została przygotowana tak, aby Smart Bar był jedynym sterowaniem, którego potrzebujemy. Do bardziej zaawansowanych funkcji będziemy musieli podłączyć myszkę i klawiaturę.

Tymczasem przygodę z podstawką zacznijmy od tyłu, gdzie ujrzymy podstawowe złącza — zasilania (USB-C), HDMI i Mini DisplayPort. Z prawej strony firma postawiła na gniazdo słuchawkowe, dodatkowe USB-C, 2x USB-A i przycisk zasilania. Szkoda, że poszczególne złącza nie zmieściły się z tyłu, gdyż pomogłoby to zachować swego rodzaju czystość w okablowaniu biurka. Niemniej to detal. Przód podstawki zdobią maskownice głośników, które grają całkiem nieźle, a na pewno donośnie. Ewidentnie nastawione są na średnie i wyższe częstotliwości, gdyż na pierwszym planie najczęściej rządzą wokale. Niskie tony są, ujmując to dyplomatycznie, wycofane. Na bocznych krawędziach dojrzymy jeszcze otwory mikrofonów, co do których działania nie mam żadnych uwag. Ostatnia, ale jedna z ciekawszych funkcjonalności podstawki to Huawei Share — poprzez moduł NFC możemy w szybki sposób bezprzewodowo połączyć się z monitorem.

Wrażenia z użytkowania i jakość obrazu

Huawei MateView recenzja test - 114

Przyznam szczerze, że początkowo nie przygotowałem się dokładnie do tego, czym tak naprawdę jest Huawei MateView. Niemniej pojawienie się frazy Mate w nazwie powinno zapalić lampkę. W tym momencie powinienem domyślić się, że będę miał do czynienia z wyżej notowanym monitorem. Jednak dotarło to do mnie w momencie, gdy podłączyłem sprzęt i uruchomiłem go, a ten wymagał początkowej konfiguracji. To już było zaskoczenie, więc szybka nauka Smart Bara i… faktycznie to wygodniejsze rozwiązanie od tradycyjnych klawiszy. Docelowo będziemy korzystać z panelu dotykowego do przełączania źródeł i regulacji natężenia dźwięku. Są to sytuacje, gdzie panel dotykowy rzeczywiście sprawdza się bardzo dobrze. Obsługa sprowadza się do przeciągnięć oraz pojedynczych i podwójnych kliknięć. Jedyna uwaga odnosi się do temperatury obudowy. Sprzęt potrafi się nagrzewać i wtedy korzystanie z panelu dotykowego nie jest zbyt przyjemne.

Monitor możemy też zdalnie konfigurować z pomocą doskonale znanej aplikacji AI Life. Niemniej możemy także podłączyć myszkę i klawiaturę, aby od razu przeprowadzić aktualizację oprogramowania lub podłączyć go do Wi-Fi. Nie jest to niezbędne, ale pozwala dogłębniej poznać MateView.

Wiecie już po omówieniu budowy, że możliwości podłączenia źródeł obrazu jest sporo. Zdecydowanie najlepszym wyborem jest USB-C, gdyż wtedy możemy w pełni skorzystać z dostępnych złączy w MateView. W większości przypadków nie będziemy musieli martwić się o zasilanie podłączanego laptopa.

Bezprzewodowa łączność też jest dobra, ale z gwiazdką

Oczywiście możemy w ogóle zrezygnować z przewodów do źródła obrazu (i dźwięku), ale wtedy musimy liczyć się z pewnymi ograniczeniami. MateView wspiera projekcję ekranową z Windowsa i tu jest wszystko w porządku, jeśli mamy dostępne w miarę stabilne łącze. Ok, trzeba liczyć się z odczuwalnymi opóźnieniami oraz minimalnie niższą rozdzielczością od natywnej (3240×2160 zamiast 3840×2560). Gorzej jest z Huawei Share, czyli po zbliżeniu urządzenia z EMUI do NFC. W tym wypadku rozdzielczość jest już wyraźnie niższa (w okolicach FullHD), co odbija się na ogólnej jakości. Niemniej sama współpraca ze smartfonem czy też tabletem (patrz: kolejna dzisiejsza premiera, czyli Huawei MatePad 11) jest świetna. EMUI Desktop jest dobrze przygotowane na współpracę z MateView.

Jakość obrazu nie jest idealna, ale i tak warta uwagi

Huawei MateView recenzja test

Tymczasem poznajmy w końcu sam ekran, który został otoczony wieloma technologiami i ciekawymi rozwiązaniami, ale nie taka jest jego główna rola. To sprzęt do pracy, ale czy dla grafików? Na papierze Huawei MateView wygląda bardzo dobrze, ale niestety w rzeczywistości aż tak dobrze nie jest. Może inaczej — jest dobrze, ale nie aż tak, jak moglibyśmy tego oczekiwać. Wykonując poszczególne pomiary, mające odwzorować paletę barw podawaną przez Huawei, widać pewne odstępstwa. Teoretycznie można by pokusić się o dostrojenie, ale tu pojawia się kolejna potencjalna niedogodność, czyli ograniczona konfiguracja parametrów prezentowanego obrazu. Możemy wybrać paletę barw i jasność, ale tylko przy natywnym ustawieniu dostosujemy dodatkowo kontrast, ostrość lub temperaturę barw. W przypadku tego ostatniego też tylko w ramach trzech predefiniowanych ustawień. Tymczasem uśrednione pomiary dla palety DCI-P3 kształtują się na poziomie ΔE <3, zamiast zapowiadanych <2, a dla sRGB bliżej im do <2 zamiast <1.

Niemniej to będzie w głównej mierze boleć grafików. Inni docenią wyraźny i ostry obraz, równie wyraźny kontrast, ale przede wszystkim wysoką jasność z równomiernym podświetleniem, która bez problemu przekracza 400 nitów, co pośrednio wiąże się z certyfikatem HDR400. Matowa powłoka skutecznie maskuje wszelkie refleksy świetlne.

Naturalnie proporcje obrazu 3:2 świetnie sprawdzają się przy przeglądaniu SIeci, pracy biurowej lub przy obrabianiu grafik. Do gier też może się nadawać, choć tutaj niektórym może brakować podniesionej częstotliwości odświeżania obrazu lub wsparcia dla technologii G-Sync od Nvidii i FreeSync od AMD.

Recenzja Huawei MateView – podsumowanie

Huawei MateView recenzja test

Huawei MateView to udany i bardzo dobry monitor do pracy. Graficy niewątpliwie będą musieli wziąć korektę na nie tak dobre parametry, jakie podaje producent i ograniczoną konfigurację, ale ostatecznie to naprawdę przyjemny dla oka sprzęt. Możliwości zastosowania tego ekranu są tak duże, że na pewno będziemy chcieli wykorzystać go na różne sposoby. Nie mamy przy sobie laptopa? Podłączmy telefon. Chcemy coś włączyć z daleka? Bezprzewodowe opcje także są dostępne. Funkcja stacji dokującej, wbudowane głośniki i mikrofony, a nawet taki detal jak szybkie łączenie z NFC pokazują, że to ciekawa propozycja w ogólnym rozrachunku.

Łukasz Pająk

Wieczny student informatyki, ale już magister inżynier, niedoszły żołnierz, pasjonat mobilnych technologii, motoryzacji i broni, jeden z nielicznych fanów polskiej koszykówki.

Sprawdź najnowsze recenzje