xblitx go se recenzja test

[Recenzja] Xblitz GO SE, czyli jak wiele dostajemy za niewiele (bonus: rozdzielacz R7)

Łukasz Pająk Recenzje 2021-04-16

Rynek wideorejestratorów jest dosyć spokojny, jeśli chodzi o wprowadzanie rewolucji. Naszym głównym wymaganiem musi być jakość obrazu, a dodatkowe funkcje rzadko są w stanie przeważyć szalę wyboru. Patrząc na Xblitz GO SE, faktycznie firma kierowała się takim podejściem, bo w stosunkowo niskiej cenie otrzymujemy przede wszystkim rozwiązania, które mają poprawić jakość obrazu. Tym sposobem zobaczmy, co to dokładnie oznacza w praktyce – serdecznie zapraszam Was do recenzji. Przy okazji przedstawię Wam również rozdzielacz Xblitz R7 Quick Charge.

Zalety

  • Jak na tę cenę naprawdę niezła jakość obrazu
  • Akumulator, który pozwala kamerze pracować na postoju bez dodatkowego zasilania
  • Bogactwo złączy (nawet jest HDMI i analogowe wyjście AV)
  • Rozbudowany uchwyt jest przydatny, gdy często wyjmujemy kamerę z samochodu

Wady

  • Mała kamera, ale z ogromnym uchwytem
  • Brak automatycznego kasowania najstarszych materiałów
  • Fatalny interfejs użytkownika

Recenzja Xblitz GO SE w trzech zdaniach podsumowania

Testowany wideorejestrator niewątpliwie spełnia swoje podstawowe zadanie. Oferowana jakość nagrań w tej cenie jest więcej niż zadowalająca. Jeśli przymknąć oko na kwestię obsługi, tak Xblitz GO SE to niewątpliwie propozycja warta rozważenia.

xblitx go se recenzja test
  • Zestaw 8
  • Budowa 7
  • Jakość filmów 8
  • Obsługa 5

Ogólna ocena

7/10

Zestaw, specyfikacja techniczna i cena Xblitz GO SE

xblitx go se recenzja test

Na pierwszy rzut oka Xblitz GO SE dostajemy w kartonie jakich wiele. Jest on połyskliwy i wewnątrz dosyć upchnięty, ale zostańmy jeszcze na zewnątrz. Chciałem docenić QR Code, który pozwala ocenić przykładowe nagranie z wideorejestratora. Bardzo chętnie zamieściłbym Wam je poniżej, ale niestety… strona już wygasła. Dlatego przejdźmy już do środka, gdzie obok kamery znajdziemy całkiem sporo. Oczywiście pojawia się kamera z uchwytem, ale także zespolony zasilacz 12 V z wtyczką MiniUSB oraz osobny kabel MiniUSB – USB-A. Za ten ostatni szczególne brawa, bo mimo kiepskiego standardu firma nie ogranicza się do gniazd zapalniczek. Na deser w pudełku znalazłem czytnik kart MicroSD, co też jest miłym dodatkiem. Niemniej w samą pamięć musimy wyposażyć się niezależnie.

Nie przegap
HMS dwa lata temu i dzisiaj — Huawei udowodnił, że potrafi sprostać ambitnym celom
huawei mobile services konto google chmura

Xblitz GO SE to stosunkowo tani wideorejestrator, bo kosztuje niecałe 350 złotych, więc nie można od niego wymagać zbyt wiele.

Do końca kwietnia możecie też kupić ten produkt w Euro w niższej cenie z kodem GOSE80 – obniżka o 80 złotych do 269 złotych.

Producent w tej kwocie postawił na następującą specyfikację techniczną:

  • sensor Sony IMX323 z obiektywem o kącie widzenia 170 stopni
  • procesor NT96658
  • 2-calowy wyświetlacz TFT
  • rozdzielczość nagrywanych materiałów: FullHD w 30 kl./s.
  • czujnik ruchu, tryb parkingowy, możliwość robienia zdjęć
  • złącza: Mini HDMI, MiniUSB, AV-IN, MicroSD

Budowa i jakość wykonania

xblitx go se recenzja test

Xblitz GO SE to kamera, która na pierwszy rzut oka jest mała, a na pierwszy kontakt fizyczny dosyć plastikowa. Zastosowane tworzywo sztuczne jest połyskliwe i śliskie, ale to w żaden sposób nie przeszkadza w codziennym użytkowaniu. Nie narzekałem na spasowanie, a to w tego typu sprzęcie jest najważniejsze. Co ciekawe – wystający obiektyw otoczony jest materiałem, który jest na tyle twardy, że sprawia wrażenie aluminium. Niewykluczone, że tak właśnie jest. Wokół samego obiektywu rozmieszczono 8 diod IR, które mają pomagać w nocy, ale równie dobrze możemy je zasłonić i nie zauważymy żadnej różnicy w obrazie. Są one po prostu zbyt słabe, żeby mogły pomóc.

Kompaktowa konstrukcja pozwala bez problemu zmieścić samą kamerę za lusterkiem, aczkolwiek do mocowania jeszcze przejdziemy. Na tę chwilę doceńmy, ile elementów udało się firmie zmieścić w tak małej obudowie. Na krawędziach dojrzymy pokaźny zestaw złączy. Zasilanie możemy podłączyć przez aktywny uchwyt lub bezpośrednio kablem MiniUSB. Obraz możemy przerzucić na zewnętrzny ekran z pomocą złącza Mini HDMI lub AV-IN. Do tego nie zabrakło przycisków (w tym resetu) i mikrofonu, który sprawdza się poprawnie. Od przodu ujrzymy wyświetlacz z beznadziejnymi kątami widzenia, ale niezłą jakością barw i czytelnością. Pod nim umieszczono kolejne przyciski do obsługi. Na deser pojawia się głośnik pod lufą, którego jakość jest po prostu akceptowalna.

Uchwyt wyraźnie zwiększa rozmiar zestawu

Tymczasem uchwyt jest wyjątkowo rozbudowany, bo jak już wspomniałem – możemy nim dostarczać zasilanie. Widoczne piny przekazują energię z Mini USB, które podłączamy bliżej szyby. Rozwiązanie jest niewątpliwie godne pochwały, gdyby było w pełni kompatybilne z portfolio firmy, a tak nie jest w 100%. Jeśli sam uchwyt nie będzie często zdejmowany, a kamera tak, to docenimy ten system. W przeciwnym wypadku możemy trochę narzekać na to, że całość jest niepotrzebnie duża i gdzieś ginie fakt, że sam wideorejestrator jest mały. Niemniej tradycyjnie dla siebie doceniam przyssawkę – sprawdza się znakomicie nawet z fabryczną folią, której zapomniałem zdjąć przy pierwszym montażu. Za to trzeba pamiętać, żeby odpowiednio wycentrować uchwyt, bo regulacja na zawiasie jest dosyć ograniczona.

Xblitz R7 Quick Charge na rozluźnienie

xblitz r7 quick charge recenzja test

W międzyczasie przyjrzyjmy się zapowiedzianemu rozdzielaczowi, który dotarł do mnie razem z kamerą. Xblitz R7 Quick Charge to najwyżej notowany produkt firmy w swojej kategorii. Za około 80 złotych otrzymujemy następujące funkcje:

  • obsługiwane napięcie wejściowe: 12 i 24 V (max 10 A)
  • złącza:
    • 3x 12 V i 9 A (samochodowe złącza zapalniczka)
    • 4x USB-A (w tym jedno ze wsparciem dla technologii Quick Charge 3.0 do 18 W, pozostałe do 10 W)
    • USB-C (do 18 W)
  • maksymalna moc wyjściowa: 130 W
  • wskaźnik napięcia
  • zabezpieczenie przed nadmiernym napięciem i ciepłem
  • wymiary:
    • wtyczka: 85 x 60 x 33 mm
    • rozdzielacz: 138 x 63 x 32 mm
  • długość kabla: 100 cm
  • waga: 226 g

Konstrukcja przewiduje możliwość przyklejenia uchwytu w samochodzie i odczepiania od niego samego rozdzielacza. Dodatkowo docenimy osobne przyciski do włączania rozdzielonych gniazd zapalniczki. Samo wykonanie nie jest najwyższych lotów, bo mamy do czynienia z tanim plastikiem. Trzeba też mieć na względzie ograniczone moce poszczególnych złączy, choć tu większego zaskoczenia nie ma. Zapewnienia producenta mają swoje odwzorowanie w rzeczywistości.

Wracamy do Xblitz GO SE – jakość obrazu i użytkowanie

Mój pierwszy kontakt z Xblitz GO SE to była trochę walka. Interfejs jest nawet czytelny, ale przypisanie znaczenia klawiszy przy konkretnych opcjach jest tak zróżnicowane, że najzwyczajniej w świece trzeba się tego nauczyć na pamięć. Na szczęście nie musimy często zaglądać do opcji. Ustawiamy wszystko raz i gotowe.

Jedyne, co mnie bardzo zaskoczyło podczas użytkowania, to fakt, że kamera zaczęła pokazywać komunikat o braku miejsca na karcie pamięci. Teoretycznie Xblitz GO SE obsługuje nagrywanie w pętli, ale w praktyce bywa z tym różnie. Dlatego jeśli planujecie schować kamerę za lusterkiem, to od czasu do czasu weryfikujcie, czy faktycznie ona nagrywa.

Tymczasem jakość nagrań jest zaskakująco dobra, jak na tę klasę cenową. Umówmy się, że za 350 złotych nie znajdziemy idealnego wideorejestratora. Niemniej Xblitz GO SE nie są straszne kontrastowe ujęcia, a także wyższe prędkości. Nawet w nocy nie ma tragedii, choć o złapaniu ujęć tablicy rejestracyjnej nadjeżdżającego pojazdu można zapomnieć. Tradycyjnie ostateczną ocenę pozostawiam Wam – poniżej wybrane przykłady nagrań:

Recenzja Xblitz GO SE – podsumowanie

Xblitz_GO_SE_recenzja_test-14

Kamera Xblitz GO SE sprawdza się w tym, do czego przede wszystkim została stworzona. To na pewno udany wideorejestrator i jak na swoją cenę oferuje przyzwoitą jakość nagrań. Głównymi bolączkami są ograniczona ergonomia obsługi i losowość w nagrywaniu w pętli, ale za to potencjalnie docenimy rozbudowany uchwyt i małe wymiary.

Łukasz Pająk

Wieczny student informatyki, ale już magister inżynier, niedoszły żołnierz, pasjonat mobilnych technologii, motoryzacji i broni, jeden z nielicznych fanów polskiej koszykówki.

Sprawdź najnowsze recenzje