IMG_1564

 

Rynek smartwatchy staje się coraz większy i nikt nie chce zostać w tyle. To sprawiło, że nawet mniejsze firmy, takie jak właśnie polskie Goclever, mają w swojej ofercie inteligentne zegarki, których zadaniem jest oczywiście ułatwienie życia i przeniesienie wszelkich informacji z głównego urządzenia na nasz nadgarstek. W takim razie czy prosta propozycja od Goclever w postaci Chronos Colour ma prawo bytu na naszym rynku? Zapraszam do recenzji.

 

 

Zestaw

IMG_1607

Przy zakupie zegarka od Goclevera, dostajemy je w plastikowym i przeźroczystym opakowaniu, które na każdej stronie pokazuje inne zalety urządzenia. Razem z nim otrzymujemy oczywiście makulaturę, ale także dwie przejściówki. Jedna z nich sprawia, że do gniazda MicroUSB możemy podłączyć sluchawki z tradycyjnym złączem Jack 3.5 mm. Druga z kolei pozwala na ładowanie zegarka, gdyż samo wejście na ładowarkę zostało bardzo glęboko umiejscowione i zwykłe kable po prostu mają za krótkie wtyczki. Łatwo zgubić tę przejściówkę toteż ciężko uznać takie rozwiązanie za dobre.

Budowa

IMG_1578

Smartwatch od Goclevera został wykonany w stylu nieco robotniczym – nie jest to dzieło sztuki, ale wszelkie plastiki (grube, śliskie, błyszczące) sprawiają, że wszystko jest bardzo dobrze spasowane.
IMG_1577
Pod wyświetlaczem ulokowano trzy dotykowe klawisze funkcyjne służące odpowiednio przejściom do: dialera, głównego menu, poprzedniego okna. Sam kwadratowy ekran również jest dotykowy, ale o wszelkiej obsłudzę opowiem później. Z kolei pod przyciskami znajdziemy mikrofon, a nad wyświetlaczem głośnik. Oba te elementy nie są najwyższej jakości, ale spełniają swoje zadanie i w trakcie rozmów możemy poczuć sie jak jakiś agent z filmów.

 

IMG_1576
IMG_1580

Z prawej strony umieszczono fizyczny klawisz blokady oraz gniazdo MicroUSB schowane pod grubą gumą. Na drugiej krawędzi nie znajdziemy nic szczególnego. Z kolei na odwrocie koperty pojawia się już matowy plastik z napisami informującymi z czym mamy do czynienia. Także nie mogło zabraknąć przycisku resetującego urzadzenie.
IMG_1574

IMG_1575

Kolejnym ważnym elementem w zegarku jest oczywiście pasek, który w tym wypadku jest gumowy, co nie jest dobrym rozwiązaniem w gorące dni. Niemniej jednak duży zakres regulacji sprawia, że każdy nadgarstek powinien się zmieścić w objęciach tego paska. Samo zapięcie o dziwo jest aluminiowe o niebieskim zabarwieniu, co też nie do końca zgrywa się z całym designem smartwatcha, ale dodaje mu trochę uroku.

Specyfikacja

IMG_1605
W przypadku smartwatchy nie zależy nam za bardzo na mocy obliczeniowej – po prostu ma działać sprawnie, a z racji, że w tym wypadku nie mamy do czynienia z dużymi możliwościami płynącymi od oprogramowania do dane techniczne nie należą do najwyższej półki. Tym samym mamy do czynienia z następującą specyfikacją:

 

  • 1,6-calowy wyświetlacz TFT o rozdzielczości 240×240;
  • 3-osiowy akcelerometr;
  • Bluetooth 4.0 LE;
  • akumulator o pojemności 350 mAh;
  • certyfikat IP20 (wodoszczelność do 10 metrów);
  • rozmiary: 4,1 x 5,5 x 1,2 cm;
  • waga: 60 g.

 

Powyższa specyfikacja razem nie stanowi oczywiście zagrożenia dla zaawansowanych smartwatchy z chociażby Android Wear, ale też nie one są konkurencją dla Goclevera, gdyż ten umiejscowiony został w najniższej półce cenowej. Same dane techniczne nie zachwycają, a w momencie oczekiwania na kuriera z zegarkiem zastanawiałem się czy taka pojemność akumulatora faktycznie jest w stanie wytrzymać tydzień użytkowania na jednym ładowaniu.

 

Oprogramowanie

IMG_1583

System zainstalowany na Gocleverze Chronos Colour nie należy do najbardziej zaawansowanych. Największą wadę poznałem już na samym początku, przy próbie skonfigurowania smartwatcha z testowanymi wtedy aktualnie przeze mnie smartfonami. Okazuje się, że współpraca z urządzeniami z Androidem 4.4 KitKat (i wzwyż) jest jeszcze bardziej okrojona. Listę smartfonów współpracujących z testowanym zegarkiem znajdziecie na następującej stronie: Klik! Lista dostępnych funkcji nie jest krótka, ale tak naprawdę wątpię, że większość z nich będą użytkownicy wykorzystywać. Mamy oczywiście dostęp do listy połączeń, dialera, smsów, a także muzyki. Możemy również używać licznika kroków, kalendarza, pilota do aparatu, kalkulatora, radia FM, a także mieć dostęp do naszych powiadomień ze smartfona.

Do aktywowania większości powyższych możliwości niestety potrzebna jest dodatkowa aplikacja, którą możemy pobrać skanując chociażby dostępny w zegarku kod QR, ale właśnie tutaj pojawia się problem, gdyż to ta aplikacja sprawia, że lista kompatybilnych urządzeń jest ograniczona. Niemniej jednak sama obsługa systemu nie należy do najtrudniejszych, ale też sam design nie należy do najpiękniejszych – wygląda jakby zatrzymał się w czasach Windows Mobile. Dobre działanie także psuje fakt, że tłumaczenie oprogramowania jest fatalne i o wiele bardziej wolałem korzystać z zegarka po angielsku, gdyż wtedy byłem w stanie dowiedzieć się co oznaczają poszczególne komunikaty, a także że mam do czynienia ze smartwatchem, a nie telefonem. Ano własnie, pojawiają sie komunikaty, głównie jeden, o stracie połączenia pomiędzy zegarkiem, a smartfonem. Momentami działo się to tak często, że nawet urządzenia położone koło siebie miały problem z zestrojeniem się nawzajem.

 

 

Wyświetlacz

IMG_1581

 

W przypadku smartwatcha od Goclevera mamy do dyspozycji dotykowy, 1,6-calowy wyświetlacz LCD TFT. Zacznijmy od plusów. Reakcja na dotyk jest w porządku, jest on także czytelny, a także stosunkowo jasny. Niestety, ale są też minusy w postaci małej rozdzielczości, fatalnych kątach widzenia czy też po prostu kiepskiej jakości wszelkich kolorów.

 

 

Akumulator

IMG_1573
Problemem dzisiejszych smartwatchy, jak i wszystkich urządzen z przedrostkiem „smart” jest krótki czas pracy na jednym ładowaniu akumulatora. Pojawiają się już pomysły na rozwój technologii przeróżnych ogniw, ale z pewnością nie pojawiły się one w zegarku Goclevera. Pojemność 350 mAh nie robi wrażenia i w rzeczywistości, niezależnie jak bardzo chcemy być oszczędni, odłączając Chronosa Colour od ładowarki z rana, na wieczór ponownie musi zostać do niej podpięty. Nie pociesza też fakt konieczności stosowania adaptera MicroUSB, który na szczęście można zastąpić specjalnym kablem z odpowiednio długą wtyczką.

 

Podsumowanie

IMG_1579
Rynek smartwatchy staje się coraz bardziej zróżnicowany. W cenie niecałych 300 złotych znajduje się propozycja od Goclevera. Nie jest to oczywiście produkt klasy światowej i swoją oryginalną wersję znajdzie w Chinach, ale zadanie, które są mu powierzane wykonuje – z różnymi skutkami, z różnymi niezrozumiałymi powiadomieniami, ale wykonuje. Osobiście nie kupiłbym Chronosa Colour głównie z dwóch powodów: nie uznaję jeszcze dzisiejszych smartwatchy, a z kolei z drugiej strony uważam, że zegarek na nadgarstku powinien pełnić funkcję reprezentacyjną. Smartwatch od Polaków z pewnością tego nie spełnia. Niemniej jednak jeśli design nie jest dla Was wyznacznikiem, a jesteście w stanie przeżyć nie do końca zrozumiałe oprogramowanie to czemu by nie wybrać Goclevera?

 

Plusy:

 

  • wytrzymałość;
  • cena.

 

Minusy:

 

  • ograniczona kompatybilność;
  • niezrozumiałe oprogramowanie;
  • krótki czas pracy na jednym ładowaniu i utrudniony dostęp do złącza MicroUSB.
Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Łukasz Pająk

Wieczny student informatyki, ale już magister inżynier, niedoszły żołnierz, pasjonat mobilnych technologii, motoryzacji i broni, jeden z nielicznych fanów polskiej koszykówki.