Recenzja Spider-Man: Miles Morales PS4

Recenzja Spider-Man: Miles Morales [PS 4] – efektownie, ekscytująco i epicko

Bartosz Szczygielski Gry 2020-11-29

Plusy

  • Rozrywka w czystej postaci
  • Wizualnie dopieszczona
  • Nowe ciosy i możliwości

Minusy

  • Zbyt krótka zważywszy na cenę

Spider-Man: Miles Morales to jeden ze startowych tytułów na konsolę nowej generacji, czyli PlayStation 5. Jednak tytuł dostępny jest także na PlayStation 4 i jako, że nie udało mi się upolować nowego sprzętu Japończyków, tytuł ogrywałem jeszcze na „czwórce”. Nie zmienia to jednak tego, że bawiłem się przy nim świetnie, choć nie wszystko zagrało tak, jak sobie to wyobrażałem. I o tym też opowiadam w recenzji Spider-Man: Miles Morales, na którą was zapraszam.

Spider-Man: Miles Morales – superbohater w wersji 1,5

Recenzja Spider-Man: Miles Morales
Marvel’s Spider-Man: Miles Morales

Produkcje z superbohaterami bywają różne, ale Insomniac Games sprawił, że gatunek wrócił do łask. Wprawdzie mieliśmy już świetne przykłady tego, że gry tego typu da się zrobić na wysokim poziomie, jak seria Batman od Rocksteady, to Insomniac zrobiło coś więcej. Dało graczom posmakować tego, co widzieli na ekranach kin. I choć pierwsza część Marvel’s Spider-Man, jak i Miles Morales, nie są powiązane z uniwersum filmowym, to czuć je na każdym kroku. Głównie przez „epickość” wydarzeń, które obserwujemy i których jesteśmy uczestnikami podczas gry. Wybuchy, szybka akcja i humor. To wszystko widzieliśmy w pierwszej części gry, a dodatek to tylko rozbudowuje.

Nie przegap
Plus świętuje 25. urodziny! Ewidentnie mamy, co wspominać
Plus dane klientów

Nie da się bowiem Spider-Man: Miles Morales rozpatrywać jako odrębnej gry, a szczególnie wtedy, kiedy zestawi się ją z pierwszą częścią. Nie dlatego, że odstaje od niej w znaczący sposób, ale przez czas rozgrywki. Główny wątek po prostu się „połyka”. I jak ktoś jest uparty, to może to zrobić w jeden dzień, a najdłużej w weekend. Na średnim poziomie trudności wystarczy około 9 godzin, by mieć tytuł za sobą. Tutaj jednak mam na myśli tylko wątek główny, bo zadań pobocznych jest multum, a te dodają do wyniku kolejne kilka, jak nie kilkanaście godzin. Wszystko zależy od tego, jak chcemy grać i jak bardzo zależy nam na rozwijaniu drzewka umiejętności.

Recenzja Miles Morales PS4
Marvel’s Spider-Man: Miles Morales

Zobacz też: Recenzja Ghost of Tshushima – godne pożegnanie z PlayStation 4.

W produkcji wcielamy się w tytułowego bohatera, czyli „nowego” Spider-Mana, co zresztą bardzo często jest przypominane protagoniście podczas rozmów. Jeżeli nie graliście w pierwszą część, to na początku można obejrzeć krótkie przypomnienie wydarzeń i polecam je obejrzeć nawet wtedy, kiedy macie tytuł za sobą.

Miles Morales – nowy heros na dzielni

To, że Miles jest nowy w swojej roli, działa dla fabuły „na plus”. Grając, czuje się przemianę bohatera, który z początku jest wyjątkowo nieporadny, ale pod koniec nie ma na niego mocnych. Insomniac Games dobrze poprowadził rozgrywkę, choć może się wydawać, że sama końcówka jest trochę pośpieszona. Jednak czuć, że Miles to postać z krwi i kości, która ma swoje problemy, a podejmowane decyzje wpływają na coś więcej, niż tylko uznanie społeczności Nowego Jorku. Kiedy Miles zostaje sam na straży Nowego Jorku, zaczynają się problemy.

Nie chce wam zdradzać fabuły, bo jednak kilka razy można się tutaj przyjemnie zaskoczyć. Powiem tylko tyle, że przyjdzie nam stoczyć walkę z dwoma frakcjami – Underground oraz Roxxon. Pojawi się także postać, którą znamy z pierwszej części, ale oczywiście nie zabraknie też nowych, silnych wrogów. To jednak dobrze odkrywać samemu. Podobnie, jak nowe ciosy oraz możliwości. Sam system walki jest niemal identyczny, jak w pierwszej części gry, choć tutaj doczekał się małego rozbudowania. Miles ma bowiem możliwość korzystania z nowych mocy, a wśród nich pojawiła się nawet niewidzialność. Do tego dochodzi moc jadu, czyli władania elektrycznością. Odpowiednio wyprowadzony cios z wykorzystaniem jadu sprawia, że przeciwnicy nie mają z nami tak łatwo.

Marvel’s Spider-Man: Miles Morales

Nie zabrakło także nowych gadżetów. Są hologramy, miny elektryczne i studnia grawitacyjna. Wszystko dopasowane do możliwości nowego bohatera. Niewidzialność pomaga w cichym czyszczeniu pomieszczeń pełnym wrogów, ale nie zawsze udaje się pozostać niewidocznym. Im dalej w grze, tym lepiej wyposażeni przeciwnicy staną nam na drodze. Na szczęście twórcy dali nam spore możliwości rozwoju Milesa. Zdobywając doświadczenie, rozrzucone po mieście gadżety oraz żetony aktywności, można kupować nowe kostiumy, ulepszać sprzęty i możliwości bohatera. Dalej w grze dostępne są wyzwania oraz misje poboczne, które nam taki rozwój umożliwiają. Jest co robić.

Bujaj się

Marvel’s Spider-Man: Miles Morales

Jedną z największych przyjemności w grze, jest poruszanie się po mieście. Bujanie się pomiędzy budynkami to czysta przyjemność i sam często rezygnowałem z szybkiej podróży metrem, by po prostu trochę pozwiedzać. Do dyspozycji jest dziewięć dzielnic, a sama gra jest naprawdę gigantyczna. „Minusem” takiego bujania się po Nowym Jorku jest to, że po drodze do kolejnej misji, natkniemy się na różnego rodzaju aktywności. Napad w pobliżu, zakłócenia, które trzeba naprawić czy innego rodzaju poboczne misje. Trudno sobie wtedy odmówić przyjemności ich załatwienia, choć w większości są do siebie podobne. Na ich tle wyróżnia się poszukiwanie próbek dźwięków, które zostało dobrze osadzone w fabule i nie wydaje się być czymś, co wprowadzono na siłę, by tylko dodać kilka dodatkowych godzin do rozgrywki.

Miles Morales wersja PS 4

Jak już wspomniałem, tytuł ogrywałem na PlayStation 4 i to zwykłej wersji, więc mogłem sprawdzić, jak next-genowa produkcja radzi sobie na tym sprzęcie. I radzi sobie zaskakująco dobrze, choć konsoli zdarzało się czasem ciut głośniej pochodzić. Szczególnie wtedy, kiedy na ekranie sporo się działo. Konsola także dość mocno dawała o sobie znać, kiedy uruchamiało się niektóre opcje w Trybie Fotograficznym. Nie jest to może specjalnie uciążliwe podczas gry, kiedy dużo się dzieje i jest głośno, to już w momencie bawienia się w fotografa, trochę drażniło.

Nie uświadczyłem jakichś specjalnych spadków w kwestii klatek, ale grze ze dwa razy zdarzyło się „chrupnąć”. Jednak efekty świetlne, ruchy postaci czy śnieg, to wszystko wynagradza. Spider-Man: Miles Morales wygląda rewelacyjnie i widać, że Insomniac Games zrobiło wszystko, by wyciągnąć z PlayStation 4 ostatnie soki. Miles Morales to taki Spider-Man na sterydach. Muszę też wspomnieć o drobnych problemach z lokalizacją. Wprawdzie tytuł ogrywałem z oryginalnym dźwiękiem, to kilka razy zdarzyło się, że usłyszałem… polskiego lektora. Brzmi to całkiem zabawnie, ale nie powinno mieć miejsca.

Recenzja Spider-Man: Miles Morales – podsumowanie

Marvel’s Spider-Man: Miles Morales

Spider-Man: Miles Morales to naprawdę bardzo dobra gra, która rozwija uniwersum tworzone przez Insomniac Games. Jeżeli graliście w pierwszą część, druga was niczym specjalnym nie zaskoczy, a da po prostu dużo rozrywki. Niestety, ale jest to produkcja zdecydowanie zbyt krótka. Trochę pomiędzy rozbudowanym DLC, a pełnoprawną produkcją. I gdyby kosztowała mniej, nie byłoby powodów do narzekań.

Teraz czekam na kolejną produkcję od Insomniac Games, bo wiem, że mogę im zaufać. Mimo swojej młodzieżowej otoczki Miles Morales finalnie jest dojrzałą produkcją. Taką, do której będzie się wracać i to nie tylko dlatego, że nie zdobyło się wszystkich pucharków.

Tytuł możecie kupić m.in. tutaj:

Grę do recenzji dostarczyła firma Sony, za co serdecznie dziękuję.

Bartosz Szczygielski

Nowymi technologiami zajmuje się od kilku lat. Kiedy o nich nie pisze, to pewnie pisze kolejną książkę. Jeżeli nie pisze kolejnej książki, to pewnie ogląda seriale, a jeżeli nie ogląda seriali, to najprawdopodobniej śpi.

Sprawdź najnowsze recenzje