Upadek smartfona to koszmar dla wielu osób, bo często kończy się on popękanym ekranem czy pleckami. Co jednak mógł czuć mężczyzna, którego iPhone 6s spadł na ziemię z lecącego samolotu? No właśnie. Mimo że sytuacja wydawała się być z góry przesądzona, iPhone 6s wytrzymał upadek z ponad 600 metrów. Smartfon wyszedł niemal bez szwanku.

iPhone 6s wypadł z samolotu i przetrwał

iPhone 6s spadł z samolotu

Brazylijski dokumentalista Ernesto Galiotto leciał nad plażą w Caba Frio w Rio de Janeiro podczas realizowania jednego ze swoich projektów. Przez niewielkie okno w samolocie mężczyzna filmował krajobraz swoim iPhonem 6s, trzymając go w jednej ręce. Pech chciał, że wiatr wyrwał smartfon z ręki Galiotto, strącając go na Ziemię z wysokości około 2000 stóp, czyli ponad 600 metrów. Jak nietrudno się domyślić, dokumentalista w jednej chwili pożegnał się ze swoim urządzeniem i zapewne zaczął już myśleć o nowym. Ku jego zdziwieniu, w aplikacji Znajdź mój iPhone sprzęt wciąż był widoczny.

Zobacz także: Apple wydaje iOS 14.3 i dodaje nowe możliwości do iPhone 12 Pro

iPhone’a 6s udało się zlokalizować. Spadł na plażę i co najciekawsze, w zasadzie nic mu się nie stało, mimo że był chroniony tylko przez szkło hartowane przyklejone na ekran i zwykłe silikonowe etui. Nic nie popękało – sprzęt dorobił się jedynie kilku drobnych rysek. Brazylijczyk uważa, że to jedna z tych historii, w które ciężko będzie komukolwiek uwierzyć i trudno się z jego słowami nie zgodzić. Warto jednak mieć na uwadze, że gdyby smartfon spadł na beton, to raczej nie byłoby co zbierać. Piasek z pewnością zamortyzował upadek.

Źródło: 9to5Mac

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Kacper Kościański

Pasjonat nowych technologii, dobrych seriali i gier.