Postęp w zakresie środków bezpieczeństwa przyjętych w produkcji smartfonów znacznie zmniejszył liczbę wybuchających smartfonów. Co nie oznacza, że takie sytuacje się już nie zdarzają. Koronnym przykładem tego stanu rzeczy jest owiana niesławą historia Samsunga Galaxy Note7, w którego przypadku producent wycofał całą serię urządzeń. Nie oznacza to jednak, że wybuch to zawsze wina złego projektu, lub błędu podczas produkcji. Często winę ponoszą sami użytkownicy. Tym razem mamy do czynienia z eksplozją Realme XT. Kto ponosi winę? No cóż…

Realme XT eksplodował

Realme XT eksplodował

Ten przykry incydent został zgłoszony w Indiach, gdzie model Realme XT eksplodował zaledwie 24 godziny po zakupie. Użytkownik twierdzi, że eksplozja nastąpiła, podczas gdy smartfon został podłączony do oryginalnej ładowarki na noc. Jednak Realme India stwierdziło, że eksplozja była wynikiem siły zewnętrznej, która została przyłożona do urządzenia. Miała ona przebić baterię, co z kolei doprowadziło do samozapłonu i eksplozji. Jednak właściciel urządzenia Realme XT, Roshan Singh, twierdzi, że podczas ładowania model stanął w płomieniach. Oskarżył on centrum serwisowe Realme o bezczynność, twierdząc, że opinia została wydana jedynie na podstawie zdjęć, a smartfon nigdy nie trafił do serwisu. No cóż, biorąc pod uwagę ograniczenia w przemieszczaniu się funkconujace w Indiach, taki stan rzeczy jest prawdopodony.

Zobacz też: HMS Core 5.0 zaprezentowany – to wielki skok w ekosystemie Huaweia

W oficjalnym oświadczeniu wdanym w tej sprawie firma stwierdziła: 

Dla nas jednym z kluczowych filarów jest jakość produktu. Każdy smartfon produkowany przez Realme przechodzi szereg rygorystycznych kontroli jakości i trwałości, ponieważ bezpieczeństwo klienta jest dla nas niezwykle ważne. Jak wynika z naszego dochodzenia, dowiedzieliśmy się, że smartfon został uszkodzony na skutek działania siły zewnętrznej. Bateria smartfonu zapaliła się, ponieważ smartfon został przebity z zewnątrz.

Kto ma rację? No cóż, w tej chwili trudno wyrokować czy to producent chce się wykpić, czy to właściciel smartfona kłamie. Prawdą jest jednak to, że istnieje niewielka szansa na to, że to może spotkać każdego smartfona. Dlatego, jeśli już go podłączamy do ładowarki na noc, to róbmy to z dala od łóżka i łatwopalnych przedmiotów. Oczywiście szanse na to, że dojdzie do takiej sytuacji, są wręcz minimalne. Jednak lepiej się zabezpieczyć, niż borykać z poparzeniami i pożarem mieszkania. 

Źródło: Gizmochina

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Paweł Maretycz

Sceptyczny fan nowych technologii. Uwielbia małe urządzenia, nawet jego komputer to mini ITX.