Początkowo wokół e-dowodu (nie mylić z aplikacją mObywatel) było dość sporo kontrowersji. Jednak to nic w porównaniu do tego, co dzieje się teraz. Okazuje się bowiem, że aplikacja narusza zasady licencji, na której powstała. Co więcej, nie tylko nie spełnia jej założeń, to dodatkowo Państwo Polskie przypisuje sobie całość praw autorskich do wszystkich zastosowanych w niej komponentów. Oznacza to, że zostały one przywłaszczone. Nie jestem specjalistą od prawa, więc proszę, aby ktoś mnie poprawił, jeśli się mylę, jednak skoro korzystamy ze skradzionej własności, to czy czyni to z nas naród paserów?

Polski e-Dowód łamie licencję

Polski e-Dowód łamie licencję

No dobra, ale żarty na bok, bo sprawa jest poważna. Sprawę nagłośnił użytkownik GitHuba Piotr Majkrzak:

W końcu jeden z komponentów eDo (e-dowod-pkcs11-64.so) wygląda, pachnie i działa jak pochodna biblioteki OpenSC pkcs11. Można to łatwo zauważyć, badając zawartość pliku, lub nawet zaglądając do logów emitowanych przez e-dowod_can(ref). Zgodnie z tymi śladami, przynajmniej następujące pliki zostały dotknięte:

https://github.com/OpenSC/OpenSC/blob/master/src/libopensc/ctx.c.
https://github.com/OpenSC/OpenSC/blob/master/src/libopensc/reader-pcsc.c.
https://github.com/OpenSC/OpenSC/blob/master/src/libopensc/cache-client.c
Nie ma żadnych informacji na temat OpenSC ani żadnej innej zawartości LGPL używanej przez aplikację. Eula(ref) stwierdza, że PWPW S.A. (Polskie Wytwórnie Papierów Wartościowych)(ref) jest właścicielem praw autorskich do wszystkiego.

W wyniku tego uzyskał następującą odpowiedź:

Szanowny Użytkowniku. Z przyczyn bezpieczeństwa, kody źródłowe aplikacji objęte są tajemnicą przedsiębiorstwa i nie mogą być udostępniane.

Zespół eDO

Zobacz też: Wsparcie dla Galaxy S7 i Galaxy S7 Edge definitywnie zakończone

Pan Piotr nie zraził się jednak i poprosił właściciela kodu o przyznanie pełnomocnictwa w tej sprawie. Autor kodu mu jej udzielił, zaznaczając przy tym, że nie po raz pierwszy spotkał się z taką sytuacją. Podkreślił przy tym, że zwykle wynika to z niekompetencji, a nie próby kradzieży własności intelektualnej. W związku z tym poprosił, żeby do sprawy podejść łagodnie. Od siebie natomiast dodam, że winę ponoszą tu co najwyżej pracownicy PWPW, a nie politycy. Ci w znacznej większości nie mają bladego pojęcia, o co może w ogóle chodzić w powyższej sprawie. 

Źródło: GitHub, gov.pl

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Paweł Maretycz

Sceptyczny fan nowych technologii. Uwielbia małe urządzenia, nawet jego komputer to mini ITX.