Oszuści znaleźli sposób na to, jak wykorzystać system zabezpieczeń Google AdSense na swoją korzyść. Grożą oni właścicielom stron internetowych odcięciem ich od źródła dochodu, jeśli ci nie zapłacą haraczu. Wykorzystują do tego niezwykle prosty mechanizm. W razie odmowy zalewają oni stronę botami, których celem jest generowanie ruchu. Następnie, systemy Google AdSense zwalczające oszustwa zawieszają konto ofiary, rozpoznając ją jako oszusta.

Haracz za wpływy z reklam

Haracz za wpływy z reklam


Tak opisują ten proces sami przestępcy w wiadomościach e-mail wysłanych do ofiar:

Następny limit serwowania reklam zostanie umieszczony na Twoim koncie wydawcy. Następnie cały dochód zostanie zwrócony reklamodawcom. Oznacza to, że główne źródło zysków dla Twojej strony zostanie tymczasowo zawieszone. Zajmie to trochę czasu, zanim AdSense zniesie Twój ban na reklamy. Jednak jeśli tak się stanie, będziemy mieli wszystkie zasoby potrzebne do ponownego zalania Twojej strony ruchem botów, który doprowadzi do drugiego zakazu AdSense, który może być stały!

Zobacz też: Plebiscyt Mobility Trends 2019 – zagłosuj na ulubiony produkt mobilny lub usługę!

Nie brzmi to zbyt dobrze, prawda? Zwłaszcza że opis działania brzmi bardzo logicznie. Google kładzie olbrzymi nacisk na zwalczanie oszustw tego typu. Mimo to serwis jest świadomy tego typu zagrożeń i uspokaja potencjalne ofiary:

Dużo słyszymy o możliwości sabotażu, jest on niezwykle rzadki w praktyce i stworzyliśmy pewne zabezpieczenia, aby zapobiec jego powodzeniu.

Google dodatkowo poleca, żeby zgłaszać wszelkie wiadomości o takiej treści zaraz po ich otrzymaniu. Z drugiej strony kontakt z serwisem w sprawie AdSense jest owiany złą sławą. Natomiast proces odwoławczy często bywa mało przejrzysty, skomplikowany i potrafi się bardzo długo ciągnąć. Jeśli jednak takie praktyki będą coraz częstsze, Google będzie musiało podjąć jakieś działania w tej kwestii. Nie zapominajmy, że samo także czerpie zyski z reklam wyświetlanych na dużych serwisach i ich blokada może być bolesna także dla niego.

Źródło: Engadget

Paweł Maretycz

Sceptyczny fan nowych technologii. Uwielbia małe urządzenia, nawet jego komputer to mini ITX.