Na początku lipca tego roku Łukasz napisał o tym, że Canon rozpoczął zbiórkę na miniaturową kamerkę Ivy Rec. Ta zakończyła się sukcesem i pierwsze partie produktu wyruszyły już do sklepów oraz osób, które udzieliły wsparcia. Na sklepowe półki kamerka ma trafić jeszcze w tym miesiącu. Jej cena ma wynieść 129,99 USD. Warto jednak pamiętać, że jest to cena netto. Dlatego też, kiedy produkt trafi do Polski, to liczyłbym bardziej na równowartość 129,99, ale Euro. Co do premiery w naszym kraju, to jest ona niemal pewna. Canon nawet przygotował stronę produktu w języku polskim.

Canon Ivy Rec sfinansowany

Canon Ivy Rec sfinansowany

Spójrzmy jednak na to, co to maleństwo potrafi. Mamy do czynienia z matrycą CMOS 1/3″, która rejestruje obraz w 13 Mpix. Domyślnie nagrywa w 720p i 30 klatkach na sekundę. Jednak można ją przełączyć na tryb 1080p i 60 klatek. W tym wypadku jednak nagrania są ograniczone do 10 minut. Wydaje się to niewiele, jednak głównymi założeniami tej konstrukcji są niewielkie rozmiary oraz wytrzymałość. Kamerka spełnia założenia certyfikatu IP68. Oznacza to, że może być zanurzona w wodzie na głębokości dwóch metrów przez 30 minut. Dodatkowo jest odporna na upadki także z dwóch metrów. Parametry te pochodzą z oficjalnej specyfikacji producenta i różnią się od tych na powyższej grafice. Zastosowano w niej baterię o pojemności 660 mAh, która ma wystarczyć na zrobienie do 1000 zdjęć lub nagrania godziny filmów w Full HD. Aparat nie ma wbudowanej pamięci. Na szczęście został wyposażony w slot kart microSD. Jeśli zaś chodzi o wymiary, to wynoszą one 110,5 × 45,2 × 18,5 mm przy wadze 90 gramów. Mamy więc do czynienia z niezwykle kompaktowym urządzeniem.

Zobacz też: Niedrogi smartfon Xiaomi dla fanów fotografii już dostępny. Poznajcie Mi 9 Lite

Co jednak z tytułem? Mówi on w końcu o zdjęciach w starym stylu. Właśnie do tego przechodzimy. Kamera ta nie ma ekranu. Można jednak wykorzystywać wbudowany karabińczyk jako zamiennik wizjera. Oznacza to, że kiedy robimy nią zdjęcie, to w zbliżony sposób co na starych aparatach analogowych lub pierwszych cyfrówkach. Oznacza to także, że musimy dokładnie zaplanować każde ujęcie, ponieważ efekt zobaczymy dopiero po obejrzeniu zdjęcia na ekranie innego urządzenia. Te mogą być wykonywanie w formatach 4:3 i 1:1. Producent zrezygnował jednak z wyświetlacza nie z powodu grania na nostalgii. Powód był znacznie bardziej prozaiczny, a mianowicie odporność na upadki. W końcu zniszczenie nieistniejącego ekranu nie jest możliwe. Dodatkowo istnieje opcjonalna aplikacja mobilna, która pozwala na przesyłanie dowolnych zdjęć i filmów bezpośrednio do pamięci telefonu przy pomocy Wi-Fi lub Bluetooth. Jest nią Canon Mini Cam.

Źródło: Engadget

Google News
Obserwuj ANDROID.COM.PL w Google News i bądź zawsze na bieżąco!
Obserwuj

Paweł Maretycz

Sceptyczny fan nowych technologii. Uwielbia małe urządzenia, nawet jego komputer to mini ITX.