Budżetowy iPhone ma kosztować ponad 4000 zł, o cenę flagowego nie pytajcie

mm Mariusz Nowak Newsy 2018-03-15

Nowe informacje wskazują, że nowe modele iPhone’ów zobaczymy tradycyjnie we wrześniu. Raczej nie możemy się spodziewać wcześniejszej premiery iPhone’a SE. Apple zepchnęło ten model na dalszy plan. Prawdopodobnie nie cieszy się on tak dużym wzięciem, a priorytetem są urządzenia z większymi ekranami.

Zobacz także: Android Oreo dla Galaxy Note8 już wkrótce

Nie znamy jeszcze dokładnych nazw nowych modeli, ale coraz częściej słyszy się o iPhone X2 oraz iPhone X2 Plus. Nie wiadomo jak Amerykanie mogliby nazwać tańszy, bezramkowy model z ekranem LCD. Wszystko wskazuje na to, że nie powtórzy się sytuacja z zeszłego roku. We wrześniu zadebiutował na rynku iPhone 8 i jego większa wersja, a flagowy iPhone X pojawił się dopiero w listopadzie. Tym razem wszystkie nowe smartfony będziemy mogli kupić we wrześniu. Możliwe, że Apple wycofa z oferty iPhone’a X. Zamiast niego pojawi się następca o identycznym designie. Krok wydaje się logiczny. Telefon mógłby stwarzać zbyt dużą konkurencję, dla 6,1-calowego iPhone’a z ekranem LCD.

iPhone X kosztuje od $999, czyli 4979 złotych w naszym kraju. Jest to cena wersji z pamięcią 64 GB. Jest jeszcze urządzenie z 256 GB miejsca na dane, w cenie 5729 złotych. Ile będzie kosztował następca? Wszystko wskazuje na to, że kolejne rekordy cenowe zostaną pobite. Spekuluje się, że tańszy model z ekranem LCD i Face ID zadebiutuje w cenie $849. Odnosząc to do obecnej oferty Apple, cena wyniesie 4229 złotych. Na następcę iPhone’a X będziemy musieli wydać tyle samo co na obecny model. Najdroższy będzie oczywiście model z ekranem 6,5-cala. Analitycy spodziewają się ceny $1199, czyli 5729 złotych w naszym kraju. Mówimy o wersji z podstawową pamięcią – będzie to prawdopodobnie 64 GB. Na smartfona z 256 GB wydamy już około 6229 złotych.

Źródło: MacWorld



  • 7 tysięcy za telefon , ja jebie ,

  • Ash Ketchum

    Z nazwami mogło by być iPhone X 2018, iPhone X 2019 jak dla mnie tak by było lepiej, X2 bardziej pasuje do jakiegoś mocnego chińczyka. A co do cen, nwm jak można zwykły telefon kupować za 6k, tylko dlatego że ma notcha, japko i że każdy będzie mówił ŁAAŁ ON MA NOWEGO AJFONAAA, za mniej niż 2k można kupić smartfon z androidem który będzie podobnie działał…

    • Michał

      Nikt ci nie broni. Kupuj co chcesz.

  • daszek

    Ceny jakby to wymyślił absolwent szkoły dojenia krów i strzyżenia baranów w Toruniu.

  • Maxik

    Łooo Panie, pogieło z tu cenu :O
    Ceny kosmos, a w szczególności za telefon, który nie będzie miał znacznego progresu względem swojego poprzednika (tak przypuszczam). Kwota 3500 zł za telefon jest dla mnie „akceptowalna”, ale ponad 5 tysięcy, a w porywach do ponad 6 tysięcy złotych to już jest przegięcie … za taką kwotę można sobie pozwolić na samochód w dobrym stanie technicznym, świetny komputer itp. …
    Co tu dużo mówić … skoro klienci na to pozwalają to cóż … kupujmy dalej za kwoty które dyktują producenci.

    P.S. (trochę nie w temat elektroniki, ale o windowaniu cen).
    Swego czasu była afera w sprawie windowania cen przez takie firmy jak KRONOSPAN i PFLEIDERER (produkcja płyt meblowych), gdzie podczas spotkania dyrektorów padły słowa: „Skoro się sprzedaje, to po co zmieniać. Niech ceny idą w górę, ludzie i tak kupią” 🙂 Wspomniane firmy zostały ukarane grzywną o łącznej wartości 135 mln zł, co i tak nic nie dało 🙂

    • s90

      Tak samo jest z pracą. Skoro ludzie pracują za 2 tys zl to po co dawać im więcej?

      • Zero Cool

        Tskie zarobki to tylko w pl, i to chyba wśród ludzi bez wykształcenia.

        • Filodendron

          Trochę się zagalopowałeś z tymi ludźmi bez wykształcenia. Kuzynka jest nauczycielką. Co prawda dopiero od 6 lat, ale jest już w trakcie 3. stopnia awansu zawodowego. Studia, magister, pełnoprawny pedagog z dodatkowymi papierami do pracy w szkołach specjalnych, oligofrenopedagogika, praca z dziećmi autystycznymi, itp. Z dodatkiem za wychowawstwo – 1950 PLN na rękę. Super, nie?

          • Zero Cool

            Ciężko mi w to uwierzyć. To czysta kpina.

          • Filodendron

            Ta kpina to niestety polska rzeczywistość. Po 20-25 latach pracy, czterech awansach, wszystkich możliwych dodatkach, z nadgodzinami (jeśli w ogóle uda się takowe dostać), może uda się wyciągnąć ze 2800-3000 na rękę. Ale ten zawód to misja. Nikt go nie wybiera dla pieniędzy. Żałuję dziewczyny, zresztą nie raz jej tłumaczyłem, że to zawód bez perspektyw (zarówno rozwoju, jak i finansów). Ciotka też jej odradzała, ale się uparła i tak zostało. Teraz godzinowo pracuje jak na 1,5 etatu, i od obcych słucha bredni typu „przecież wy pracujecie po 4-5 godzin dziennie, i jeszcze macie prawie 3 miesiące wolnego w roku”. Przestała nawet już ludziom wyjaśniać, bo szkoda nerwów na dementowanie bredni powtarzanych przez wszystkich, którzy nigdy w szkole nie pracowali.
            Ok. Jakiś tam wuefista czy historyk, może ma w miarę ok (chociaż też nie tak, jak to wygląda z boku), ale nauczyciele z wychowawstwem (szczególnie I-III), naprawdę nie mają lekko.

          • gumis

            Zapomniałeś o wszystkich wolnych sobotach i niedzielach, feriach, świętach, dwa miesiące płatnych wakacji. Żyć nie umierać!!!

          • Filodendron

            A kto w innej normalnej pracy (nie system, nie sklep, etc.) nie ma wolnych sobót, niedziel i świąt? Widziałeś jakiegoś urzędnika, pracownika korporacji, księgowego, prawnika, etc., pracującego np. w Boże Narodzenie? MEN ma zmusić dzieci, żeby chodziły do szkoły w weekendy, żeby jacyś nierozumni durnie nie zarzucali nauczycielom, że mają wolne soboty i niedziele?

            Wakacje to bzdura powielana przez ludzi, którzy kompletnie nie interesują się faktami. Faktycznie jest tego miesiąc i może tydzień – czyli wymiar taki, jak w każdej pracy – urlop 26 dni roboczych. Pozostałe 3 tygodnie jesteś już do dyspozycji dyrektora, a dwa tygodnie przed końcem wakacji musisz być już praktycznie codziennie w pracy. Są rady, spotkania, przygotowywanie nowego materiału, wydawanie książek, przygotowywanie dekoracji w sali, spotkania z rodzicami, itd.

            Reasumując – jedyny „bajer” tego zawodu, to ferie zimowe, które są wręcz konieczne dla odpoczynku psychicznego.

            Żyć nie umierać!!!

            Tak pieprzy każdy, kto tego nie doświadczył. Gdybyś wracał z pracy po 7-8 godzinach (z czego rzekomo pracujesz przecież niby tylko 4-5 czy max. 6), a potem siadał do papierzysk, które dyrektor czy kuratorium chce „na zaraz”, i zarywał przez nie kilka nocy, weekendy poświęcając na sprawdzenie ćwiczeń, albo za własne pieniądze kupował kolorowe kartony, dziesiątki flamastrów, i innych przyborów, i ślęczał z tym badziewiem po kilkanaście godzin, żeby udekorować salę na każdą porę roku, to inaczej byś śpiewał. Ludzie g… wiedzą nt. pracy nauczyciela. Tak jak zresztą każdego zawodu, którego zazdroszczą innym.

          • gumis

            Ale widziałem piekarza, policjanta, pielęgniarkę, lekarza i wielu innych, którzy takiego luksusu jak nauczyciele w postaci wolnych weekendów nie maja!

            Pozostałe dni wakacji do dyspozycji dyrektora – polega to na tym, że sie siedzi w szkole (albo i nie) pije kawusie za kawusią i pali papieroska na schodach…

            7 – 8 godzin w pracy powiadasz… To ja te godziny pracy widze na podstawie wychowawczyni mojego syna. Przyjeżdzą 7.55 (o ile sie nie spóźni) a po 13 juz jej w szkole nie zastaniesz… Ile to jest godzin Panie obrońco uciśnionych nauczycieli?
            Przeciętny Kowalski ma 20 lub 26 dni urlopu wypoczynkowego rocznie, a więc niecały miesiąc. A nauczyciel? Przerwa Bożonarodzeniowa. Ponad tydzień. Trzech króli. Przerwa Wielkanocna. Wcześniej dwa tygodnie ferii. Wakacje. Dzięn Edukacji, Świeto Niepodległości, Majówka. Jeszcze by zapewne coś dopisał… No wybacz, ale ŻYĆ NIE UMIERAĆ!!!

  • Filodendron

    Czyli za 2-3 lata dobiją do 10 tysięcy. Strzyżenie baranów przyspiesza. 🙂



x