Felieton: Rootowanie to zło?

Krzysztof Kulpiciński Android 2012-01-08

Rootowanie to zło?

Od razu chcę zastrzec, że osoby obeznane w temacie mogą poczuć się urażone prostotą wypowiedzi, a nawet upraszczaniem niektórych terminów. Jest to tekst przeznaczony dla początkujących, bądź też średnio zaawansowanych użytkowników, którzy boją się rootować swoje urządzenia. Może to Wam rozjaśni sprawę i pozwoli zdecydować.

Inspiracja do tego artykułu była krótka rozmowa ze znajomym, który postrzegał rootowanie jedynie jako utratę gwarancji. Uważam, że to zdecydowanie nie jest prawdą i zamierzam opisać tutaj kilka zalet „uwalniania” systemu w urządzeniach z Androidem. W tekście użyłem słownictwo, który nie każdy może zrozumieć, dlatego pokusiłem się również o mini słowniczek poniżej (właśnie ze wspomnianymi uproszczeniami).

 

Teoretyczny wstęp do rootowania

 

Root – to tradycyjna nazwa konta uniksowego, które ma przyznane pełne prawa administratora. W telefonach z Androidem również możemy uzyskać pełen dostęp do dobrodziejstw systemu.

Custom Rom – nieoficjalny port systemu Android. Każdy Custom Rom przypisany jest jedynie do danego modelu urządzenia (nie możemy zainstalować romu przeznaczonego na X10, np. na Desire, nawet jeżeli posiadają taki sam SoC (układ z procesorem).

Wipe – przywrócenie do ustawień fabrycznych, bądź też wyczyszczenie pamięci podręcznej cache lub pamięci Dalvik.

Bootloop – w mocnym skrócie: zawieszenie się telefonu na animacji powitalnej.

 

Przecież to niezgodne z…. czymś tam…

 

No tak, rootowanie często było postrzegane przez producentów jako użytek urządzenia niezgodnie z przeznaczeniem, co skutkowało utratą gwarancji. „Stety”, czy też niestety, powoli się to zmienia. Producenci coraz częściej troszczą się o to, żeby to właśnie ich smartfony miały wsparcie deveperów zajmujących się custom romami. Można tu wymienić kilka przykładów jak przekazanie przez Samsunga swojego flagowego modelu SGSII dla teamu Cyanogenmod, zatrudnienie Cyanogena właśnie u tego koreańskiego giganta, czy też współpraca Sony Ericssona w sprawie urządzeń z serii Xperia  (wsparcie FreeXperia). Nie będę wspominał również o częstym odblokowywaniu bootloaderów. Gwarancję nadal niestety tracimy, ale często serwis nie zwraca nawet uwagi, czy telefon ma oficjalny rom. Naprawiają go po prostu jak leci i flashują najnowszego stocka. Dodatkowo rootowanie można odwrócić, więc jeżeli akurat nie popsuje Wam się złącze USB, możecie telefon „odrootować”.

 

Ale jest ileś procent szans, że „uwalę” telefon.

 

Nie wychodź w takim wypadku z domu, jest przecież szansa, że potrąci Cię samochód, a może nawet samolot, taaa… i te meteoryty zabijające ludzi na całym świecie, nie wspominając już o innych strasznych rzeczach, które MOGĄ spotkać właśnie CIEBIE. Procent jest znikomy, zwłaszcza przy samy rootowaniu. Często bywa tak, że po nieudanym rootowaniu (zwłaszcza OneClick) po prostu nic się nie dzieje. Dokładnie tak jakbyśmy się nawet za ten proces nie zabrali. Instalacja custom romów jest już o wiele bardziej ryzykowna. Sam miałem bootloopy i to na kilku telefonach, głównie z głupoty własnej. Nigdy nie były one wywołane samym rootowaniem, a tylko i wyłącznie grzebaniem w recovery.

Powodem takiego bootloopa może być uszkodzona paczka z romem, niestosowanie się do instrukcji (np. nie zrobimy wipe), czy też flashowanie *.rarów w którym dopiero jest zachowany plik *.zip z romem. Dodam jeszcze, że z każdego bootloopa wyszedłem zwycięsko.

 

Po co root?

 

Fakt, nie każdemu root jest potrzebny, to należy przyznać od razu, ale często ułatwia nam to wiele spraw, bądź odblokowuje przydatne funkcje.

Po pierwsze: Recovery – możemy przeflashować recovery na przykład od Clockworka (dostępne na najszerszą gamę urządzeń), dzięki któremu możemy tworzyć i przywracać kopie całego systemu, zrobić wipe, czyścić pamięc cache, dogrywać dodatki i programy, a także flashować…

Po drugie: Custom Romy – są to nieoficjalne oprogramowania telefonów, często oparte na najnowszych wersjach Androida i zoptymalizowane do bólu. Nieraz dodające nowe funkcje, portujące nakładki producentów, czy też po prostu usprawniające urządzenie. Polecam zachować tutaj dużą ostrożność i zawsze robić backup w recovery.

Po trzecie: Możliwość mrożenia (eng. Freeze) i usuwania aplikacji systemowych – przydatne, gdy producent dodaje dużą część aplikacji, które spowalniają znacząco pracę systemu, lub jak to było w przypadku LG P990, zmniejszają stabilność systemu.

Po czwarte: Możliwość podmieniania plików systemowych, czy też aplikacji, a także ustawień systemu – a co za tym idzie, możemy instalować motywy, dodatki, nowe aplikacje, zmieniać ustawienia zamykania aktywności, czy wiele innych.

Po piąte: Możliwość zmiany oznaczenia swojego urządzenia, czy ustawień w build.props – jest to przydatne, gdy niektóre urządzenia mające takie same specyfikacje jak inne, nie są uznawane za kompatybilne z danymi aplikacjami.

Po szóste: Chainfire – tutaj coś dla graczy, dzięki aplikacji Chainfire 3D i dodatkowym pluginom, możemy grać w gry nieprzeznaczone dla naszych telefonów. Jest to sterownik graficzny, pozwalający na wiele, nie tylko na emulację konkretnych GPU, a także na zmianę ustawień grafiki 3D, dzięki czemu gry mogą działać u nas jeszcze szybciej.

 

Podsumowanie

 

Jest to główne sześć powodów dlaczego warto „uwolnić” swoje urządzenie z Androidem, mam nadzieję, że wielu z Was przekonałem. Celowo nie wspomniałem tutaj na przykład o możliwości robienia zrzutów ekranu. Producenci bardzo często, dodają skrót klawiszowy umożliwiający tworzenie ich. Dodatkowo osoby, które zamierzają programować, czy też wykonywać dużą ilość zrzutów, mogą zainstalować Android SDK oraz Eclipse. Funkcja „Capture Screen” dostępna jest w widoku DDMS, po podłączeniu naszego urządzenia w trybie debugowania.

 

Ostrzegam, że jest naprawdę małe prawdopodobieństwo uszkodzenia telefonu, ale jednak jest. Nie ponosimy odpowiedzialności za Wasze nieumiejętne próby grzebania w oprogramowaniu, ani ja, ani serwis Android.com.pl.

 

Źródło: własne







Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x