market_promocja

To pytanie męczy mnie od początku wielkiej promocji w Android Markecie. Oczywiście jest co świętować – przekroczenie bariery 10 miliardów pobranych aplikacji to wielki sukces. Wielki dla niezależnych deweloperów, ogromy dla Google, którego sklep (jak i w niektórych kwestiach cały system) cały czas pozostawał w cieniu Apple App Store. I pozostaje nadal – w końcu App Store świętował już 15 miliardów pobrań. Ale ok, nie o tym mowa – nie psujmy chwili. Cieszmy się, że nasz ulubiony system (i w najważniejszych dla mnie kwestiach – subiektywnie – od iOS lepszy) tak prężnie się rozwija. Google, gratulacje!

Nie przegap
Wywiad z CEO realme w Europie – Madhav Sheth zapowiada zmiany
Madhav Sheth
Nowy wiceprezes oraz CEO realme w Europie i Indiach, czyli Madhav Sheth, znalazł chwilę czasu dla nas i zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań. Ostatnie dni dla marki były wyjątkowo zajęte, bo firma po raz pierwszy pojawiła się na międzynarodowych targach IFA w Berlinie. W związku z tym postanowiliśmy porozmawiać o planach na przyszłość, rozwoju […]

Ale wracając do mojego przyziemnego pytania – kto zapłaci za nasze (prawie) darmowe aplikacje? Przewertowałem sieć, szukałem informacji w regulaminie Marketu i nigdzie nie znalazłem potwierdzenia, że Google może dowolnie zmieniać ceny programów sprzedawanych na Androidy. Coś takiego robi np. Amazon w swoim Appstore (no co Wy, nie mylcie z App Store). To oznacza, że albo jednak przeoczyłem taki zapis regulaminu, albo – co bardziej prawdopodobne – Google się z twórcami aplikacji jakoś dogadało. A dogadywać się było z kim, bo na promocję nie trafiły „płotki”, ale bardzo popularne, często dość drogie programy.

Nie do końca zgadzam się z opinią np. Piotrka, że i Google, i producenci czerpią tu takie same korzyści. Nie wierzę w „my wystawimy waszą aplikację kosztującą normalnie 20 zł. w cenie 33 gr., ale za to będziecie mieli gigantyczną pobieralność”. Posłużę się przykładem bliskiej memu sercu gry Minecraft. Mojang jest w moich oczach studiem całkowicie pozbawionym kompleksów. Sprzedają prostą, banalną graficznie grę za duże pieniądze, już zapowiadając dodatkowo płatne dodatki. Nie szukają reklamy, bo „buzz” wokół ich gry nakręca się sam. I nagle zgadzają się na gigantyczną obniżkę? Oni nie chcą być na jak największej liczbie urządzeń – oni chcą zarabiać.

Oto moja teoria spiskowa – Google dopłaca. Czy całą różnicę, czy tylko wynegocjowaną część? Nie wiem, ale tego, że dopłacają jestem prawie pewien. I teraz – dlaczego?

Każda promocja czemuś służy. Może służyć „przewietrzeniu magazynów” i pozbyciu się niemodnej już odzieży. Może służyć zbudowaniu wizerunku marki dopiero co wchodzącej na dany rynek. W takim wypadku często do sprzedaży własnych produktów producent dopłaca.

I teraz dochodzimy do naszej promocji w Markecie. Miło, że jest, miło, że z tak wyjątkowej okazji. Ale właściwie wszystko mogło być pretekstem do takiej akcji. Google tylko czekało na możliwość poprawy swoich notowań w krytycznej, najbardziej wstydliwej sferze Marketu – ilości sprzedanych aplikacji. Nie pobranych, a właśnie – sprzedanych.

To sklep Apple, główny konkurent, od zawsze przodował w ilości pobieranych aplikacji płatnych. Był to jeden z głównych i – nie oszukujmy się – ważny argument przyciągający programistów do jabłkowej platformy. Oczywiście nie jest tak, że ktoś pisząc na iOS podpisuje cyrograf zabraniający programowania na inne platformy. Ale wystarczy, że tym samym nakładem pracy programista będzie w stanie zarobić więcej, by więcej uwagi poświęcać swoim programom na iUrządzenia, „zapominając” o innych systemach.

Google jeszcze długo nie pochwali się ilością pieniędzy, jakie zarobili programiści sprzedający w Markecie. Ale dzięki promocji statystyka „pobrane aplikacje płatne” bardzo wzrośnie. Przecież to tylko 10 centów – spokojnie można było już rozdać te programy za darmo, jak to robi Amazon. Ale wtedy trafiłyby do złej statystyki. Mamy już pierwszego zwycięzcę – Google wraz z LevelUp Studio świętują sukces Beautiful Widgets – pierwszej płatnej aplikacji pobranej milion razy. Czy pomogła tu promocja? Na pewno. Może pomogła niewiele (BW jest w Markecie bardzo popularną aplikacją już od dawna), ale jednak.

Drugi problem, z którym Google boryka się od dawna to konieczność nauczenia użytkowników kupowania aplikacji. Wciąż instnieje ogromna rzesza androidziarzy, którzy nawet nie podpięli  karty płatniczej do konta Google. Ściągają jedynie darmowe aplikacje, lub korzystają ze źródeł „drugiej świeżości” (mały sprawdzian ze znajomości literatury – skąd ten tekst?).

A teraz sam natrafiam na pytania „jak ustawić konto w banku, żeby płacić kartą w Markecie”. No bo kurczę – jeśli za program o wartości powiedzmy 10 zł. można zapłacić 33 gr. i mieć go legalnie, to okazuje się to najczęściej wygodniejsze niż pobranie pirackiego apk. A jak już taki użytkownik raz doda kartę do konta to jest spora szansa, że kiedyś zakupi coś ponownie.

Ostatnim osiągnięciem Google, może nawet przypadkowym jest zagranie na nosie Amazon „Biedronka” Appstore (kojarzy mi się z Biedronką dlatego, że „u nas nie musimy organizować promocji, u nas promocja jest zawsze”). Ktoś się w Amazonie jednak obniżką przejął, bo dziwnym trafem programy objęte promocją w Markecie także w Appstore kosztują po 10 centów. Przypadek?;) W sklepie Amazonu jest to jednak prostsze – tam sklep może dowolnie zmieniać ceny. 

jealous_amazon 
Podsumowując – wierzę w miłość Google do użytkowników. Ale nie wierzę w miłość skrajnie bezinteresowną. Sądzę, że obniżka stu topowych aplikacji do praktycznie zerowej ceny była posunięciem trudnym (bo Google wiele do niej dopłaci), ale na dłuższą metę – dobrym.

A Wy jak sądzicie? Czy mam rację? A może waszym zdaniem Google wcale do promocji nie dopłaca, a moje teorie są wyssane z palca? Czy wielka obniżka jest dobrym posunięciem? I – żebyśmy się zrozumieli – dobrym nie dla Was, ale dla Androida? 😉 Dajcie znać w komentarzach! 




Mateusz Gryc