Kawa przy Androidzie – Ryszard Lindner

Adrian Todorczuk Android 2011-09-30

Kawa_z_androidem_maeWitam serdecznie wszystkich w nowym cyklu. Na koniec bieżącego miesiąca postanowiliśmy Wam przygotować małą niespodziankę. Oto raz na jakiś czas będziemy prezentować rozmowy z ciekawymi osobami, które w mniejszym lub większym stopniu związane są z systemem Android. Mamy nadzieję, że idea przypadnie Wam do gustu, a rozmówców będzie tylko przybywać i przybywać, tak samo jak i Was drodzy czytelnicy.

Ideą pierwszych spotkań, o które poprosiłem przedstawicieli polskich operatorów (jeszcze nie ze wszystkimi udało mi się spotkać), była rozmowa o rynku tabletów w Polsce. Co z tego wyszło – sami zobaczycie. Zapraszam do czytania i komentowania. Mam nadzieję, że idea się Wam spodoba.

 

Jak rynek tabletów ma szansę zabłysnąć w sieciach komórkowych?

Ryszard Lindner, dyrektor Departamentu Marketingu Usług Dodanych, PTK Centertel – Temat tabletów z pewnością jest niezwykle ciekawy, natomiast w Polsce szczyt zainteresowania nimi jest zdecydowanie przed nami. Jesteśmy w troszeczkę innej sytuacji niż rynki zachodnie. Mamy dużo większa penetrację tradycyjnymi urządzeniami pecetowymi. A trzeba pamiętać, że tablet jest drugim lub trzecim urządzeniem, które będziemy chcieli mieć w domu lub w pracy. Spełnia on rolę narzędzia dodatkowego, udogodnienia i nie jest traktowany jak podstawowe urządzenie umożliwiające mobilną pracę czy korzystanie z internetu.

Na świecie tak naprawdę jeden produkt tego typu odniósł sukces – iPad. Reszta szuka swojej drogi, próbuje, naśladuje z lepszym lub gorszym skutkiem. Mamy więc Apple, które wprowadziło nową kategorię i jest szereg firm próbujących za nim podążać. My jako Orange wierzymy w tablety, mimo że na naszym rynku jeszcze nie ma na nie wielkiego popytu. Myślę, że to się zmieni i dlatego już teraz w naszym sklepie dostępnych jest do wyboru 6 modeli, a wkrótce będzie ich jeszcze więcej. Staramy się w ten sposób ułatwić życie klientom, którzy dopiero odkrywają tablety, jeśli będą nimi zainteresowani, mogą je bez problemu znaleźć w naszej ofercie.

Dlaczego iPad ma tak ogromną przewagę nad innymi podobnymi produktami?

RL – Tu by należało sięgnąć do sukcesów produktów Apple, w szczególności od momentu przejęcia sterów przez Steve’a Jobsa. Cały „ekosystem”, czyli środowisko produktów tej firmy jest niezwykle dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, to jest zapewne klucz do ich sukcesu. Ma to ogromne znaczenie – jest uzupełnieniem dla równie dobrze dopracowanych urządzeń takich jak iPod, iPhone, dzięki czemu w efekcie otrzymujemy coś, co działa w sposób, który sprawia, że używa się tego z przyjemnością. Nie zawiesza się, nie „myśli”, ma bezbłędnej jakości ekran i pozwala na dostęp do tysiąca przydatnych aplikacji.

Wydaje mi się jednak, że większość rozwiązań znajdujących się w tych produktach nie jest transportowana na inne systemy, w tym Androida właśnie. Mam na myśli np. aplikację eGazety, która od ponad roku obecności na platformie iOS, nie doczekała się odpowiednika w systemie Google’a. Skąd taki stan rzeczy?

– RL – To dobry przykład ilustrujący przewagę, o której mówiliśmy przed chwilą. iPad i iPhone są produktami pozwalającymi korzystać z bogatych zasobów ogromnego, a przy tym logicznie ułożonego i przyjaznego dla użytkownika ekosystemu, w który Apple zainwestował wcześniej. Pomyślano nie tylko o wygodzie użytkowników końcowych, a także o stałym rozwoju, środowiska dla deweloperów zostały przygotowane narzędzia do budowania aplikacji oraz ich popularyzacji, w podziale na różne platformy (telefon, tablet). Inni (Android, Windows, Bada, Symbian) podążają tą samą drogą, po prostu zaczęli później.

Spójrzmy teraz na konkurenta, którym jest Android. Jego historia jest stosunkowo krótka. System zaczął zdobywać popularność mniej więcej dwa lata temu. Wpływ na to miało pojawienie się znacznie większej liczby działającej z nim smartfonów i pierwszych tabletów. Mimo że początkowo system w pewnym stopniu wzorował się na rozwiązaniach znanych z iOS, oba środowiska znacznie się różnią i należy się spodziewać, że różnice będą się pogłębiać, choć nadal można zauważyć podobieństwa. Dla przykładu, jedynym oficjalnym sposobem pozyskiwania aplikacji dla iPada jest AppStore. Andoroid ma dużo bardziej demokratyczne podejście, które pozwala na rozwój alternatywnych sklepów z aplikacjami poza jednym oficjalnym, który jest integralną częścią systemu operacyjnego.

Dziś liczba i różnorodność aplikacji dostępnych w wiodących witrynach jest porównywalna i w przypadku użytkownika mainstreamowego różnica niezauważalna (niezależnie od tego czy korzysta z App Shopa, App Storu czy też Ovi Storu).

No dobrze, ale chciałbym tu wspomnieć o polskiej konferencji poświęconej w całości tabletom. Deweloperzy prezentujący na niej swoje rozwiązania pozwalające w łatwy sposób transportować treści na przenośne urządzenia skupiali się prawie wyłącznie na produktach Apple. Dlaczego mnóstwo programów obecnych na iOS nie jest tak szybko rozwijana i przenoszona na Androida?

RL – Trzeba pamiętać, że tylko w pierwszym tygodniu sprzedaży nowego iPhone’a w ręce klientów ze Stanów Zjednoczonych trafiło milion sztuk. Tyle iPhone’ów nigdy nie sprzedało się w Polsce. To tylko przykład ilustrujący potencjał użytkowników urządzeń Apple. Ich liczba na świecie i generowane przez nich zapotrzebowanie na różnego rodzaju aplikacje sprawia, że  zgodnie z doniesieniami prasowymi Apple prawdopodobnie zaczyna zarabiać na nich więcej, niż na samych urządzeniach. W podobnym kierunku zdaje się podążać Google, który kupił Motorolę i lada moment pojawią się pierwsze Google-fony produkowane przez spółkę zależną od Google. Również pozostali producenci mają już w swojej ofercie telefony oparte o system Android, co pozwala przypuszczać, że zadziała efekt kuli śnieżnej i dostępność aplikacji na Androida zacznie lawinowo rosnąć, a tak już się dzieje na przykład w Polsce, gdzie popularność urządzeń opartych o Androida jest duża (tu mam na myśli głównie telefony).

Wracając do wspomnianej konferencji i rynku polskiego. Sytuacja u nas wygląda zupełnie inaczej niż globalnie, jednak rządzą te same prawa. Zwiększenie dostępności aplikacji jest związane z zapotrzebowaniem klientów, a z tym mamy na naszym rynku problem. Największym wyzwaniem  stojącym przed operatorami w Polsce jest edukacja klientów, polegająca na uświadomieniu im, że my jako operatorzy mamy plany dedykowane dla użytkowników smartfonów i że warto z nich korzystać. Oferujemy klientom abonamenty, w których zawarta jest transmisja danych. Taryfy, jak chociażby Pantera w Orange, umożliwiają swobodne korzystanie z dostępu do sieci i dedykowanych aplikacji, które bez transmisji danych są praktycznie bezużyteczne. Niestety większość Polaków kupując smartfona kieruje się ładną obudową i tym, czy zrobi wrażenie na znajomych, a potem wyłącza transmisję danych. Jak wyłączyć transmisję danych, to jedno z częściej zadawanych pytań na naszej infolinii. Można to porównać do sytuacji, kiedy ktoś kupi sobie ładne auto, a potem zamknie w garażu pod plandeką, żeby się nie zużyło.

Czy Polacy przyzwyczaili się do wszechobecności internetu?

RL – Myślę, że od strony ofertowej jesteśmy gotowi, natomiast nasi klienci musza jeszcze się z tą myślą oswoić

Dlaczego?

RL – To znowu kwestia edukacji. Myślę, że problem w części wynika z tego, że początkowo internet był powolny i drogi, a korzystanie z protokołu WAP wymagało pewnej wiedzy o tym, co należy zrobić, by móc z niego korzystać. Przekonanie o drogim internecie pokutuje nadal i klienci często nawet nie chcą zwrócić uwagi na plany taryfowe, w których dostają go w cenie abonamentu. Z góry zakładają, że będzie drogo. Sytuacji nie poprawiają też informacje o przypadkach wysokich rachunków, otrzymanych przez klientów, którzy kupili smartfona i chcieli zaoszczędzić na abonamencie wybierając taryfę bez zryczałtowanego pakietu internetowego. Wielu klientów nie widzi korzyści z mobilnego wykorzystania aplikacji, zakładają, że nie będą z nich korzystać, więc transmisja danych nie będzie im potrzebna. Znowu, w przypadku produktów Apple (iPhone, iPad) komunikacja skupia się na możliwościach, jakie dają nam aplikacje dostępne na to urządzenie. Myślę, że u nas niebawem będzie podobnie, choć trudno jest przełamać przyzwyczajenia.

Ale w kwestii komunikacji, zarówno Orange, jak i inni operatorzy cały czas nagłaśniają dostępność internetu w telefonie. Więc gdzie leży problem?

RL – Prawdopodobnie problem leży tam, gdzie zwykle, czyli w pieniądzach. Nie oszukujmy się, nie jesteśmy bogatym krajem z zarobkami na poziomie zachodnioeuropejskim. Abstrahując od tego, że jesteśmy zieloną wyspą na tle innych krajów, mamy inny punkt odniesienia. Zanim dogonimy Europę, minie jeszcze trochę czasu. Pocieszające jest, że nasza gospodarka rozwija się mimo problemów na całym świecie i dysproporcje między nami a zachodem ciągle się zmniejszają. Nadal jednak jesteśmy rynkiem, który jest ukierunkowany na cenę, a wrażliwość cenowa klientów jest zauważalna gołym okiem. Widzimy, to kiedy klient przychodzi do nas i kupując smartfona wybiera plan taryfowy, w którym nie ma internetu. Przy wyborze skupia się na tym, by mieć jak najwięcej minut licząc, że dzięki temu nie będzie przekraczał abonamentu. Woli więc nie w pełni wykorzystywać telefon, byle nie dopłacać kilku złotych za zryczałtowany internet w komórce. Być może wyda się to komuś nieco przekoloryzowane, ale spójrzmy na zagadnienie oczami mieszkańca małej miejscowości, który na co dzień używa telefonu w zasadzie tylko do rozmów, czasami SMS-owania. Nie rozpatrujmy tego przez pryzmat człowieka, który lubi nowe technologie, spędza sporo czasu śledząc nowinki, czytając fora itd. Podam prywatny przykład. Ostatnio moja mama zaskoczyła mnie tym, że dała się przekonać konsultantowi, by uruchomiono jej dodatkowy pakiet internetowy w komórce i będzie korzystać z sieci właśnie w telefonie. Kompletnie się tego nie spodziewałem. To jednak znaczy, że edukacja przynosi skutek. Nadal jednak przeciętny Polak nie zdaje sobie sprawy czym może być internet w komórce, więc mamy sporo do zrobienia.

Oczywiście nie zmieni to faktu, że w dalszym ciągu powodzenie tabletów czy też smartfonów  będzie mocno związane z zamożnością społeczeństwa.

Jest pełen obaw, nie wie czym to jest?

RL – Część klientów, którzy kilkanaście lat temu interesowała się internetem w komórce, trochę się zraziła i przestała się nim interesować. Przypominam sobie taką reklamę Motoroli Timeport z lat 90, w której wszyscy zachwycali się internetem w komórce. Ale tak na prawdę było jedno wielkie rozczarowanie, ponieważ wszyscy oczekiwali, że będzie można skorzystać z kolorowej strony Wirtualnej Polski, a tam się wyświetlał tylko tekst, dla wielu osób nieczytelny, bo zbyt mały. Zresztą samo posługiwanie się WAP-em też nie należało do łatwych. W świadomości tego pokolenia pozostały obietnice, na których się zawiedli i teraz muszą się ponownie przekonać do tego, co się zmieniło. Problemy z mobilnym internetem to nie tylko kwestia sprzed kilkunastu lat. To także całkiem nieodległa przeszłość. Pierwsze dotykowe ekrany umożliwiające przeglądanie stron w kolorze nie były doskonałe. Wyposażone w nie urządzenia nie nadążały za naszymi działaniami, miały słabe procesory i baterie, mało pamięci i w efekcie trzeba było mieć sporo cierpliwości, by ich używać. Teraz mamy urządzenia, w tym właśnie tablety, z coraz lepszymi parametrami i korzystanie z nich jest naprawdę przyjemne. Można więc mieć nadzieję, że klienci dadzą się przekonać i odkryją usługi mobilne na nowo.

Ostatnio sporo się mówi o słabych wynikach sprzedażowych producentów tych urządzeń. Niekoniecznie okazało się to niewypałem, ale na przykład Asus zrewidował swoje plany i przeznaczył mniejsze nakłady finansowe na produkcję swoich Transformerów. Przewiduje się sprzedaż tabletów na poziomie nawet 120 tys. sztuk dystrybuowanych jedynie w Polsce. Kiedy tablety mają szansę przebić się do szerszego grona użytkowników?

RL – Myślę, że tablety muszą pokonać drogę jaką przebyły wcześniej smartfony, czyli będą musiały jeszcze ewoluować, by stać się urządzeniami w pełni zadowalającymi klientów. Zdobywające coraz większą popularność urządzenia z Androidem przeżywają obecnie okres, który porównałbym do wieku dziecięcego. Jeszcze się czasem zacinają, a baterie bywają mało wydajne. Jednak kolejne wersje Androida pozwalają już na większy komfort przeglądania sieci. Powoli zacierają się różnice między tym co mamy w komputerze i w smartfonie. Urządzenia mobilne coraz szerzej korzystają z zasobów i części mocy obliczeniowych umieszczonych w tzw. chmurze, co sprawia, że działają szybciej i stają się coraz bardziej użyteczne. Dzięki temu możemy przechowywać swoje zasoby w sieci i mieć do nich dostęp wszędzie, na przykład synchronizować zdjęcia, które znajdują się w internetowej Picasie lub na naszym koncie na Facebooku. To między innymi pozwala wierzyć, że tablety się przebiją. Ludzie będą coraz chętniej sięgać po nie, bo będą im służyły do mobilnej pracy, rozrywki i do szybkiego dostępu do swoich danych oraz oczywiście internetu, zastępując w znacznej mierze komputer. Gdybyśmy nie wierzyli, to nie wprowadzalibyśmy testowo tabletów do naszej oferty.

A więc jednak, padło określenie testowo, więc w dalszym ciągu sondujecie?

RL – Oczywiście, że tak. Gdybyśmy nie wprowadzali ich testowo, wszechobecne byłyby kampanie reklamowe zorientowane na tablety. A nie ma co ukrywać, że dzisiaj jest to nisza rynkowa, która czeka na swoją szansę. Jeśli mielibyśmy mówić o przełomie na rynku tabletów, to powinien on nastąpić tak na świecie, jak i w Polsce w przyszłym bądź 2013 roku. Dlaczego? Powinien zostać osiągnięty efekt skali. Wraz ze wzrostem produkcji pozwala on znacznie obniżać koszt produkcji komponentów, a tym samym urządzeń, co przełoży się na spadek ich cen.  Równolegle technologia będzie udoskonalana i klienci dostaną dobre urządzenia w dobrej cenie, co zachęci ich do zakupu. Warto też wziąć pod uwagę strategię największych dostawców, którzy zarabiając coraz więcej na kontencie, będą skłonni subsydiować urządzenia umożliwiające jego wykorzystanie, czyli generujące ich przychody. Będzie to ważnym elementem inicjującym boom na tablety.

Jak się Panu wydaje, czy obowiązek powoli narzucany na wydawców, w kwestii konieczności wydawania wersji elektronicznej podręczników szkolnych, pomijając pewne obawy związane z piractwem, w jakimś stopniu przyczyni się do popularyzacji tabletów?

RL To nie wykluczone, ale jeszcze o wiele za wcześnie o tym mówić. Na razie tablety dostępne na rynku nie są zbyt dobrze przygotowane do pełnienia roli e-książki czy e-gazety. Ich wyświetlacze przy dłuższym czytaniu powodowałyby zmęczenie wzroku. Dlatego też na rynku są dostępne urządzenia do czytania, które stanowią osobną kategorię. Są one w zdecydowanej większości monochromatyczne, a ich wyświetlacze są matowe i pozbawione podświetlania, dzięki czemu czyta się na nich podobnie jak na papierze (mniej męczą oczy i bateria starcza na dłużej). Możliwe, że w przyszłości tablet będzie miał dwa tryby wyświetlania, co pozwoli im być także dobrym czytnikiem e-książek i e-gazet.

Niedawno przeczytałem, że sprzedaż tabletów nie urośnie bez pomocy sieci komórkowych. Tak twierdzą przedstawiciele Acera i Asusa w Polsce.

RL – Nie jestem pewien jaką pomoc mają na myśli producenci tabletów. Z naszego punktu widzenia, piłeczka jest po ich stronie. Mówiliśmy już o tym jak duży wpływ na popyt ma cena i jakość oferowanych tabletów – to dwa kluczowe elementy stymulujące sprzedaż, o których decydują właśnie producenci. Oczywiście, jak zwykle w przypadku nowych obszarów działalności biznesowej, mamy do czynienia z sytuacją przypominającą pytanie o jajko i kurę. Ktoś przecież musi wyedukować klientów, że nowe urządzenie jest fajne i warto na to wydać swoje pieniądze. Domyślam się, że producenci tutaj upatrują naszej roli i są zdania, że to zwiększy popyta na tyle, by zadziałał efekt skali. Nie może to być jednak gra do jednej bramki. Edukowanie klientów to ogromne koszty, a żaden operator telekomunikacyjny nie jest instytucją charytatywną i jego misją nie jest edukacja, choć oczywiście takie działania również prowadzimy. Biznes producentów sprzętu polega na tym, aby sprzedać sprzęt. Nasz biznes rozpoczyna się w momencie dostarczania usług klientowi. W tym miejscu nasze interesy się spotykają. Operatorzy najchętniej dostarczalibyśmy usługi na urządzenia, w które klienci sami by się zaopatrywali. Wtedy jest dużo prościej. Klient może kupić produkt tam. gdzie znajdzie dobrą ofertę, w tym także u operatora, ale operator nie subsydiuje go, jest jedynie pośrednikiem. Rozwiązanie takie działają z powodzeniem na rynkach, na których jest zakaz subsydiowania, u nas jest inaczej. Klienci są bardzo przyzwyczajeni do urządzeń za 1 zł, a przecież ktoś musi pokryć różnicę w cenie i zwykle jest ona rozkładana w opłatach za korzystanie z usług. W przypadku tabletów marża z tego typu sprzedaży jest niewielka, co w połączeniu z dotychczasową skalą sprzedaży powoduje, że nie jest to nasz core biznes i trudno się spodziewać, by w tej sytuacji operatorzy chcieli mocno inwestować w reklamę tabletów. Można powiedzieć, że koło się zamyka. Aby je przerwać potrzebne są działania obu stron. Jeśli będziemy widzieli pozytywny biznes case na tego typu urządzeń, to będziemy je udostępniać i promować, to podniesie sprzedaż i obie strony będą zadowolone.






Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
x